Polsko-niemiecka bitwa w Nowym Sączu. Łukasz Pławecki przed walką o mistrzowski tytuł WBF

1 godzina temu

Na zegarze 39 lat, w dorobku setki walk i mistrzowskie pasy z całego świata. A jednak dziś wszystko zaczyna się od nowa. 23 maja hala MOSiR w Nowym Sączu stanie się areną walki o mistrzostwo świata federacji WBF. Naprzeciwko Łukasza Pławeckiego stanie Niemiec. Stawka? 12 rund, honor, historia i być może najważniejszy tytuł w jego karierze.

„Najważniejsze było to, jak szedłem tą drogą”

– Dziś naprawdę widzę, iż najważniejsza była droga, nie cel. To, jak trenowałem, jak przechodziłem przez trudne momenty, jak podnosiłem się po porażkach. Cel zawsze gdzieś był z tyłu, ale to droga mnie ukształtowała – mówi Łukasz Pławecki.

Sądeczanin nie mówi tego jak sportowiec z folderu promocyjnego. Za nim realna historia – od pierwszych treningów w Nowym Sączu, przez 126 walk amatorskich, osiem tytułów mistrza Polski, aż po międzynarodowe ringi i zawodowy boks.

Dziś stoi przed czymś innym. Nie kolejną walką. Sprawdzianem całego życia.

12 rund i polsko-niemiecka bitwa o pas WBF

23 maja w hali MOSiR nie będzie miejsca na kalkulację. Walka o mistrzostwo świata WBF oznacza jedno – pełen dystans 12 rund i przeciwnika, który przyjeżdża po to samo.

– To będzie ciężka walka. Niemiec, twardy zawodnik, dobrze przygotowany. Tego się spodziewam. Ale ja też wiem, po co wychodzę do ringu – podkreśla Pławecki.

Nie ukrywa, iż taki pojedynek to już nie tylko sport.

– Ludzie mówią: Polska kontra Niemcy. Ja to czuję, ale nie nakręcam się tym. Dla mnie to przede wszystkim walka o pas, o coś, co budowałem latami.

Dorobek, który waży. I głód, który nie zniknął

Kickboxing, boks, setki walk, mistrzowskie tytuły. Łącznie – kilkanaście pasów, starty na całym świecie, własny klub Halny Nowy Sącz i pokolenia zawodników, którzy przeszli przez jego ręce.

To wszystko jest moim kapitałem. Doświadczenie, ring, stres, presja. Ja już to znam. Ale jednocześnie dalej mam w sobie głód. Może choćby większy niż kiedyś – przyznaje.

Najbliższa walka może być jego 16. mistrzowskim tytułem w karierze. I pierwszym w zawodowym boksie.

– To by miało ogromne znaczenie. Bo to inny świat. Inna droga. I inne potwierdzenie tego, kim jestem jako zawodnik.

Meksyk: walka z temperaturą, wysokością i samym sobą

Przygotowania nie były przypadkowe. 2,5 tygodnia w Meksyku to nie był wyjazd „na sparingi”.

– Tam nie walczysz tylko z przeciwnikiem. Walczysz z temperaturą, z wydolnością, z powietrzem. Organizm dostaje inny bodziec. To była ciężka robota.

To również spełnienie jednego z jego sportowych marzeń.

– Chciałem to przeżyć. Zobaczyć, jak to jest trenować w takich warunkach. Kierunki azjatyckie były zablokowane, więc Meksyk był najlepszą możliwą opcją.

Efekt?

– Bardziej ofensywny styl. Więcej presji, więcej pracy do przodu. Czuję, iż to był bardzo dobry krok.

Współpraca z profesorem Arturem Gołasiem z Katowickiego AWF układa się świetnie. Wykonano już kilka testów i potrenowaliśmy na sali hipoksji imitującej warunki na 3000 m. n. p. m.

Nowoczesny trening. Katowice i poziom światowy

Po powrocie z Meksyku przygotowania weszły na jeszcze wyższy poziom. AWF Katowice, kooperacja z prof. Arturem Gołasiem i treningi wydolnościowe w warunkach symulujących wysokość około 3000 metrów.

– Wchodzisz do maszyny i nagle czujesz, iż brakuje powietrza. Organizm musi pracować inaczej. To nie jest komfort, ale o to chodzi – tłumaczy Pławecki.

To połączenie boksu i nauki.

– Dziś to już nie jest tylko ring i worek. To analiza, wydolność, technika, baza tlenowa. Czuję, iż wchodzę na poziom przygotowań, który wcześniej nie był tak dostępny.

Nie bez znaczenia jest też fakt, iż środowisko AWF Katowice współpracuje z zapleczem jednego z najlepszych pięściarzy świata – Ołeksandr Usyk.

– To daje perspektywę. Widzisz, jak pracują najlepsi.

Dwa treningi dziennie i jeden cel

Dziś jego życie jest podporządkowane jednemu.

– Dwa treningi dziennie, regeneracja, skupienie. Tu nie ma miejsca na przypadek.

Najtrudniejsze?

– Głowa. Ciało wytrzyma dużo. Ale trzeba utrzymać koncentrację, dyscyplinę, spokój.

Nowy Sącz. Własna hala. Własna historia

23 maja to nie będzie zwykła gala.

To będzie jego miasto.

– To ogromne wsparcie, ale też odpowiedzialność. Chcę dać ludziom coś więcej niż tylko wygraną. Chcę pokazać charakter.

Bo ta walka to coś więcej niż sport.

To historia chłopaka z Nowego Sącza, który przeszedł przez kickboxing, zawodowy boks, setki walk i wraca na własny teren po coś, co może wszystko domknąć.

– Nie wiem, jak to się skończy. Ale wiem jedno – wyjdę tam gotowy. Na wszystko.

I to zdanie mówi więcej niż jakikolwiek rekord.

Idź do oryginalnego materiału