Korona Kielce mimo ambitnej postawy nie zdołała przerwać passy wyjazdowych porażek z rzędu i przy Roosevelta czwarty mecz na terenie rywala kończyła na tarczy. Przed starciem z Górnikiem trener kieleckiej drużyny Jacek Zieliński deklarował, iż nie wziąłby w ciemno remisu w Zabrzu.
- Łatwo się wróży z przeszłości, ale przed meczem chcieliśmy grać o całą pulę. Początek meczu w naszym wykonaniu był niemrawy, ale później się otrząsnęliśmy. Mieliśmy swoje okazje, czy to po stałych fragmentach, czy po tej nieszczęsnej kontrze. Niestety w Zabrzu trzeba wykorzystywać takie sytuacje, bo jest to ciężki teren. My tego nie zrobiliśmy i zostaliśmy za to skarceni - ocenia Wiktor Długosz, pomocnik Korony.
Dla Złocisto-Krwistych porażka z Górnikiem była czwartym meczem wyjazdowym zakończonym bez punktów. - W ostatnich tygodniach trochę ta szala się przechyliła, bo na początku rundy głównie punktowaliśmy na wyjeździe, teraz to się zmieniło. Taka porażka boli, bo mimo tych okazji, o których wspomniałem, graliśmy całkiem nieźle. Mimo iż w drugiej połowie trochę oddaliśmy inicjatywę Górnikowi, to przy tej obronie niskiej czuliśmy, iż w miarę to mamy pod kontrolą. Boli taka strata punktów, zwłaszcza iż przyjechała za nami rzesza ludzi. Mamy świetnych kibiców. Boli mnie to, iż musieli oglądać Koronę, która przegrała - przyznaje wychowanek kieleckiego klubu.
- Być może ta sytuacja trzy na jeden w pierwszej połowie mogła nam dać trzy punkty. Nie chcę z chłopaków robić odpowiedzialnymi z powodu porażki, bo odpowiedzialność bierzemy wszyscy razem. Gdybyśmy strzelili, mecz potoczyłby się inaczej, ale później też mieliśmy okazje, mogliśmy stały fragment wybronić lepiej. Odpowiedzialność ponosi cała drużyna. Ja też czuję się winny i jako liderzy musimy to wziąć na siebie. Mamy dwa mecze u siebie i musimy zrobić wszystko, żeby zacząć punktować - podkreśla Długosz.
Na pięć kolejek przed końcem piłkarze z Kielc mocno zamieszali się w walkę o utrzymanie w PKO BP Ekstraklasie. - Sami się w to wpętaliśmy, iż teraz musimy grać o życie. Może to i lepiej, bo lubimy mecze z nożem na gardle. Wolelibyśmy być w sytuacji, kiedy patrzymy w górę, ale mamy świadomość, iż dół jest coraz bliżej nas - puentuje gracz drużyny ze Ściegiennego.













