6 lutego podczas corocznej Gali rozdania nagród na hali LOSiR zaszczytny tytuł Siewcy Roku 2025 przypadł niezwykle barwnej osobie Pani Czesławie Wawrzyniak, której energii mógłby pozazdrościć niejeden dwudziestolatek. Wnuki mówią, iż takiej babci jak ona, nie ma nikt, a my zachęcamy Państwa do przeczytania wywiadu.
Pani Czesia to niezwykle aktywna osiemdziesięciolatka zaangażowana w życie Lubonia na wielu różnych płaszczyznach, bierze udział w wydarzeniach Ośrodka Kultury, tańczy na Fajfach w Bibliotece, występuje z Kabaretem Humoreska, chodzi na rajdy Nordic Walking, promuje gwarę poznańską chociażby podczas finału WOŚP, śpiewa, uprawia sport i żyje pełną piersią. W 2025 udało jej się wygrać aż trzy konkursy: zwycięstwo w 4. odcinku programu „Talent Asów Senior” w TVP3 Poznań, I miejsce w Amatorskim Konkursie Gwary Poznańskiej im. Jacka Hałasika oraz w 35. edycji konkursu „Godejcie Po Naszymu”.
Gazeta Lubońska: Czy spodziewała się Pani wygranej podczas Gali rozdania nagród „Siewca Roku 2025”?
Czesława Wawrzyniak: Byłam ogromnie zaskoczona, gdy zadzwonili do mnie z Ośrodka Kultury z informacją o nominacji. Moja córka uspokajała mnie, mówiąc: „Mamo, to tylko nominacja, nie denerwuj się”. Kiedy jednak na gali okazało się, iż to właśnie ja otrzymałam to wyróżnienie, z wrażenia aż odebrało mi mowę. Mam jednak taką myśl: w ostatnich latach przeszłam dwie poważne operacje, miałam raka oraz dwukrotnie potrącił mnie samochód – wyszłam z tego cało i myślę, iż to znak, iż jeszcze po coś jestem na tym świecie. Wygrana była dla mnie szokiem, ale i sygnałem, iż to, co robię, ma sens.
Gazeta Lubońska: Skąd wzięła się u Pani pasja do sportu?
Czesława Wawrzyniak: Postanowiłam, iż będę się ładnie starzeć – dla mnie to oznacza bycie w ruchu. Przeszłam na emeryturę 21 lat temu i od tego czasu zaczęła się moja sportowa przygoda, biorę udział w zawodach Nordic Walking, lubię też rower i kajaki. Początkowo startowałam w Pniewach, gdzie mieszkałam z mężem wiele lat. Brałam udział w biegach papieskich, a także biegach górskich, gdzie raz udało mi się zająć drugie miejsce! Zdarzało mi się też startować w ekstremalnych warunkach, jak bieg zimowy, gdzie przez trzy miesiące trzeba było przemaszerować z kijkami co miesiąc 5 km przełajem. Uwielbiam też jeździć na rowerze, gdy mieszkałam jeszcze u podnóża Gór Sowich potrafiłam przejechać 30 km po górach dla czystej frajdy. Później zaczęłam wyruszać w dłuższe trasy z namiotem na bagażniku. Jechałam aż do zachodu słońca i wtedy szukałam noclegu u ludzi. Pukałam do drzwi i pytałam, czy mogę rozbić namiot w ogródku. Spotykałam się z niesamowitą gościnnością, ludzie zapraszali mnie do środka, częstowali kolacją i chcieli słuchać o moich przygodach. Raz jedna pani na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej nie tylko mnie przenocowała, ale następnego dnia zabrała na wycieczkę do Ojcowa! Na rowerze byłam w Berlinie (gdy Polska wchodziła do Unii Europejskiej), w Szczecinie, na Mazurach, i w Łagiewnikach pod Krakowem.
Gazeta Lubońska: A kajaki? Jak to się zaczęło?
Czesława Wawrzyniak: Wszystko zaczęło się od spotkania ze zwolennikami żywienia optymalnego pod Poznaniem. Poznałam tam grupę ludzi stosujących specyficzną dietę, dużo tłuszczu, białka i jajek, która daje mi niesamowitą energię, myślę, iż dzięki niej mam siłę i jestem dalej sprawna. Nasz pierwszy spływ odbył się rzeką Brdą. Od tego czasu zorganizowaliśmy już ponad 20 takich wypraw, zawsze śpiąc pod namiotami. Mój mąż pływał ze mną, dopóki nie skończył 82 lat – jego stan zdrowia się pogorszył, ale kibicował mi i namawiał, bym nie rezygnowała. Pływamy w różnych warunkach, czasem choćby po 60 km w cztery dni. To wszystko jest dla mnie ogromną zabawą, sport uprawiam nie tylko dla utrzymania tężyzny, ale przede wszystkim dla ludzi, Pani sobie choćby nie zdaje sprawy, jakie cudowne osoby można spotkać na takich spływach czy biegach. Choć teraz, po śmierci męża, brakuje mi kogoś, komu mogłabym na bieżąco opowiadać o moich przygodach, to cieszę się, iż mogę dzielić się tymi wspomnieniami z dziećmi i znajomymi ze spływów.
Gazeta Lubońska: Poza pasjami sportowymi upodobała sobie Pani szerzenie tradycji i kultury, jest Pani wielką miłośniczką gwary poznańskiej.
Czesława Wawrzyniak: Nie jestem „rodowitą” Poznanianką w tradycyjnym sensie, moja miłość do gwary to świadomy wybór, bowiem pochodzę z Białostocczyzny, a wychowałam się i sporą część życia spędziłam na Dolnym Śląsku. Ja nie jestem stąd, nie wyssałam tej mowy z mlekiem matki. W moich rodzinnych stronach mówiło się poprawną polszczyzną – tego ode mnie zawsze wymagano. Kiedy jednak zamieszkałam w Wielkopolsce, postanowiłam, iż nauczę się gwary poznańskiej. Dla mnie to był trochę taki teatr, nowa umiejętność. Jak się uczyłam? Ze słowników, z internetu, podsłuchiwałam, jak mówią inni. To była ciężka praca, ale sprawiała mi ogromną frajdę. W dużej mierze uczyłam się żartobliwych tekstów, które później mogłam prezentować w czasie występów w Kabarecie Humoreska lub też podczas spotkań z seniorami (prosząc ich jednocześnie o korygowanie moich błędów, głównie związanych z wymową). Dla mnie gwara to coś więcej niż słowa, to sposób na kontakt z ludźmi. Kiedyś na Kaszubach też próbowałam ich mowy i choćby rozumiem, co do siebie mówią.
Poniżej prezentuję popisową rymowankę autorstwa Wuja Czecha, która zapewniła mi wygraną w 4. odcinku programu „Talent Asów Senior” w TVP3 Poznań. Ze wzruszeniem i wielkim zaszczytem wspominam słowa członka jury, aktora Michała Grudzińskiego: „Ja jestem przy Pani małe piwo”. Wierszyk ten zachwycił również publiczność podczas Gali Siewcy 2025 w Luboniu.
„Chciałam se poderwać przystojnego szczuna,
Bo taka już jezdem ździebko wyposzczona.
Niech by się przetaśtał chociażby i tera,
Żeby miał kalafę taką jak bandera,
Żeby on miał bejmy, żeby nie był brzydki,
I żeby rychtyk zgrabne miał pożytki,
I żeby miał sznupę taką fest kłaczatą,
I żeby jak Arnold świecił gołą klatą.
Jo bym pokazała całe gołe giry,
Jo bym mu na plindze co dzień tarła pyry,
Jo bym mu upiekła placek ze świntojankami,
Albo zez angrystem albo z drzuskawkami.
Jo bym mu w chałupie wcale nie brynczała,
Ino go po sznupie cięgiem całowała!
Jo bym była dla niego taka fest nicpota,
Bo co ja mogę zrobić zez tą swoją cnotą?
Wyćpłabym na gomyle gacie barchanowe,
A lajsła se w składzie nowe korunkowe.
Jo bym dla niego tańczyła na rurze!
Ale czy uchodzi tak na emeryturze?”
Gazeta Lubońska: Pani Czesławo, jak przekonać młodych ludzi do kultywowania takich pięknych tradycji?
Czesława Wawrzyniak: Nie wiem, ale wydaje mi się, iż ta wiedza i pasja jest im źle podawana. Nie lubię takich warsztatów, które czasem organizuje się w naszym mieście, gdzie seniorzy i dzieci dostają gotowe szablony (np. do wyklejania) i tylko siedzą obok siebie bez okazji do rozmowy i wymiany doświadczeń. To nie jest wtedy integracja pokoleń, seniorzy nie mają okazji nic przekazać młodym ludziom. Niby robią coś razem, ale brakuje elementu przekazywania tradycji, seniorzy nie mają okazji do podzielenia się starymi przepisami lub opowiedzenia, jak to „drzewiej bywało”.
Gazeta Lubońska: A czy według Pani Luboń to dobre miejsce do rozwijania swoich pasji, szczególnie przez seniorów?
Czesława Wawrzyniak: Według mnie w Luboniu brakuje takiego miejsca, gdzie senior mógłby po prostu przyjść, usiąść i pogadać. Nie na zasadzie, iż są konkretne warsztaty i musimy coś robić według planu. Brakuje miejsca z kuchnią, gdzie moglibyśmy wspólnie coś ugotować, napić się kawy, po prostu być ze sobą. Miejsca otwartego codziennie, oferującego przestrzeń dla różnych aktywności, według potrzeb seniorów. Wiem, iż realizowane są cykliczne spotkania np. w bibliotece, u sióstr zakonnych, jest Uniwersytet III Wieku, ale za rzadko! W Senior-Wigor jest bardzo ograniczona liczba miejsc (tam chodzę jako wolontariuszka). W Luboniu mieszka około 6-7 tysięcy seniorów – to 20% całej populacji miasta. A oni siedzą w domach i często nie mają się do kogo odezwać, na rajdach, biegach czy w klubach pojawia się ciągle ta sama, nieliczna grupa… Z drugiej strony uważam, iż trzeba po prostu chcieć. Od wielu lat działa przecież Humoreska, która daje impuls seniorom do wyjścia z domu. Gdy przeprowadziliśmy się do Lubonia w 2017 r., to właśnie Basia Przybylska (założycielka Humoreski) wypatrzyła mnie podczas wspólnego czytania Wyspiańskiego i zaprosiła do współpracy. Każdy tak może – nie gapić się w telewizor, tylko wyjść z domu do ludzi. Nie wiem, czemu seniorzy tego nie robią. Czy to dlatego, iż nie ma oferty, która by ich przyciągnęła, czy po prostu brakuje im odwagi. A warto!
Historia Pani Czesławy pokazuje, iż wiek nie jest ograniczeniem, a pasja nie ma terminu ważności. Dziś, jako Siewca Roku 2025, przez cały czas planuje kolejne rajdy, występy i spotkania. „Postanowiłam, iż będę się ładnie starzeć” – mówi. I rzeczywiście, robi to najpiękniej jak można: w ruchu, wśród ludzi, z uśmiechem i odwagą, by wciąż próbować czegoś nowego. A energii, jak widać, wciąż jej nie brakuje.
Małgorzata Wojsz
Link do odcinka „Talent Asów Senior” z Panią Czesławą : TalentAsy Senior odc.4, premiera: 24.10.2025
Wolontariat na Pyrkonie 2025 to jeden z najbardziej niezwykłych wątków – Pani Czesława jako seniorka odnajduje się w samym sercu festiwalu: jako wolontariuszka (tzw. Gżdacz) pomagała uczestnikom podczas największego wydarzenia dla fanów fantastyki w Polsce fot. Małgorzata Wojsz
Czesława Wawrzyniak otrzymała tytuł i statuetkę „Siewcy Roku 2025” podczas Gali rozdania nagród, która odbyła się 6 lutego 2026 r. fot. Małgorzata Wojsz
2 godzin temu




![Panowie poszli w ślady swoich szkolnych koleżanek [FOTO/WYNIKI]](https://swidnica24.pl/wp-content/uploads/2026/03/DSC07982_wynik.jpg)










