Ksiądz Zygmunt Nabzdyk był w latach 1957–1959 prefektem, zaś od 1959 do 1977 ojcem duchownym, czyli kierownikiem duchowym i wychowawcą w Wyższym Seminarium Duchownym Śląska Opolskiego. Od 1977 był dyrektorem Domu Studiów w Opolu oraz wykładowcą seminaryjnym oraz diecezjalnym ojcem duchownym wspierającym kapłanów.
W latach 1987 – 2010 był członkiem Rady Kapłańskiej, zaś przez 20 lat (1988–2008) duszpasterzem inteligencji i opiekunem Klubu Inteligencji Katolickiej.
W 2008 przeszedł na emeryturę, zamieszkał w Domu Księży Emerytów w Opolu. Zmarł 22 listopada 2020 w wieku 90 lat z powodu covidu Został pochowany w grobowcu księży na cmentarzu komunalnym w Prudniku.
Zygmunt Nabzdyk był tytanem pracy
– Nie znałam księdza Nabzdyka osobiście – powiedziała „O!Polskiej” prof. Anna Pobóg-Lenartowicz – kojarzyłam go jako syna Walerii Nabzdykowej, sanitariuszki w III powstaniu śląskim i ostatniej żyjącej uczestniczki powstania w naszym regionie (zmarła w 1999 roku – przyp. red.). Wiedziałam, iż wywodziła się z bardzo patriotycznej rodziny Augustynów z Grabiny. Ale jego kojarzyłam tylko od ołtarza. Co jednocześnie utrudniało i ułatwiało pracę.
– Czytając dokumenty i rozmawiając o nim z wieloma osobami, przekonywałam się stopniowo, iż to był taki człowiek, który zasługuje na to, by napisać o nim naprawdę dobrą rzecz. Był niezwykle pracowity. To był tytan pracy. Miał mnóstwo obowiązków, poczynając od codziennej porannej mszy w kaplicy sióstr de Notre Dame na opolskim Małym Rynku. Podążał tam przez kilkadziesiąt lat. Trudno zliczyć wszystkie komisje i gremia, do których należał, a jednocześnie po całym województwie, spowiadając siostry i zakonników. Każdemu poświęcał tyle czasu, ile kto potrzebował. W przeddzień święceń w dzienniczku zapisał słowa: „Kapłan na wieki”. One bardzo dobrze ilustrują jego życie.
Człowiek Kościoła, a nie książę Kościoła
Z autorką książki w czasie spotkania z czytelnikami rozmawiała Alicja Nabzdyk-Kaczmarek, siostra ks. Zygmunta, adwokat i prezeska Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Polski Śląsk.
– Mój brat miał świetna umiejętność przystosowywania się do środowiska, w którym przebywał. Nie było w nim nic z kurialisty, choć pracował w kurii. I nic z księdza doktora, choć uczył w seminarium. Był bardzo normalny i kontaktowy. Bardzo ludzki. Powiedział, iż za szczęście i dar uważa to, iż mógł pracować z młodzieżą. Miał także bliski kontakt także z nami, ze swoją rodziną. Kiedy działo się nam źle, bo ojca pozbawiono pracy, Zygmunt przyjeżdżał i całą pensję wikarego oddawał mamie. Wspominam, jak odwiedzałam go pod koniec jego życia, opowiadałam mu o tym, co się dzieje na mieście. A on mówił mi: Przyjdź zaś. Książka jest pięknie i z sercem wydana – to zasługa autorki – z ciekawymi zdjęciami. Chciałabym, aby ta publikacja służyła temu, by księża byli bardziej dla rodzin i dla środowisk, w których pracują. A nie byli książętami Kościoła.
Na spotkanie czytelników zaprosili:
- Stowarzyszenie RODŁO Opole,
- Oddział Regionalny PTTK Śląska Opolskiego,
- Opolski Klub Krajoznawców,
- Instytut Historii Uniwersytetu Opolskiego.
Czytaj także: Będą kolędować z Trzema Królami i pomogą choremu dziecku
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

1 dzień temu