"Przepraszam nie zagrzeje". Mroźny test wodorowej komunikacji w Chełmie

1 miesiąc temu
Jak poinformował prezydent Jakub Banaszek, w ostatnich dniach doszło do dwóch typów usterek: awarii baterii wodorowych oraz awarii ogrzewania, które przy niskich temperaturach… przestało działać.Usterki zostały zgłoszone producentowi, który ma je usuwać w ramach serwisu. Miasto i Chełmskie Linie Autobusowe zapowiedziały również naliczanie kar umownych. Jednocześnie podkreślono, iż winy nie ponoszą kierowcy – i w tym punkcie akurat panuje niemal pełna zgoda wśród mieszkańców.„Od przeprosin się nie ogrzeję”Komentarze pod wpisem prezydenta gwałtownie zamieniły się w zapis codziennych doświadczeń pasażerów, którzy w ostatnich dniach próbowali korzystać z komunikacji miejskiej. Z relacji mieszkańców wyłania się obraz długiego oczekiwania na przystankach, często przez 20–30 minut, w temperaturze sięgającej choćby –20 stopni Celsjusza. Wielu pasażerów zwraca uwagę na brak jakiejkolwiek informacji o opóźnieniach lub odwołanych kursach – ani na tablicach, ani w aplikacjach. W efekcie część osób spóźniła się do pracy lub szkoły, inni byli zmuszeni rezygnować z oczekiwania i szukać alternatyw: zamawiać taksówki albo pokonywać trasę pieszo. „Dziś czekałam na przystanku pół godziny w temperaturze -20. Żadnego z 3 autobusów, które miały przyjechać, nie było. Zmarzła, spóźniłam się do pracy. Dobrze byłoby, aby na przestankach była jakaś informacja.” – napisała pani Kasia. Inna wprost przyznaje, iż przeprosiny, choć potrzebne, nie są w stanie zrekompensować zmarznięcia i realnych konsekwencji w postaci spóźnienia do pracy.Eksperyment czy komunikacja miejska?Wielu komentujących wraca do jednej decyzji: wycofania starego taboru spalinowego. Ich zdaniem pozostawienie choćby kilku „awaryjnych” autobusów z silnikiem Diesla mogłoby dziś uratować sytuację na kluczowych liniach.Pojawiają się też głosy, iż Chełm stał się „królikiem doświadczalnym” dla technologii, która wciąż jest w fazie rozwoju – nie tylko w Polsce, ale i w innych europejskich miastach. Awaryjność ogniw paliwowych, elektroniki czy systemów grzewczych przy ekstremalnych temperaturach to problem znany również poza Chełmem."Oczywiście wyjaśnienie dobre, nie mniej technologia wodorowa jest wciąż w fazie rozwoju, borykają się z nią polskie miasta jak i kilka niemieckich i włoskich i angielskich, niezależnie od marki producenta, główne przyczyny niska jakość paliwa wodorowego zanieczyszczonego, awarie elektroniki, niezależnie czy zimą czy w upał, tabor w Polsce jeszcze nieliczny ponad 100 sztuk, fabryka nowa 3 lata niecałe, nigdy nie produkowała takiej technologii, Chełm był 3 nabywcą. Będziemy się z tym borykać nieustannie, raczej bez szans na poprawę, no i kosztowność, 3 x.. fachowcy twierdzą iż lepiej się sprawdzają elektryki...?....musimy z tym żyć niestety" – stwierdził pan Andrzej."Ten „ekspert”, który te autobusy kupował był/jest/niepoprawnym optymistą,myślał iż w Polsce zawsze będzie lato, u niedouczonych „ekspertów”to jest normalka iż pomyłki coraz częściej się zdarzają" – dodał pan Krzysztof. Ekologia kontra codziennośćPrezydent podkreśla, iż autobusy wodorowe to docelowo dobre rozwiązanie: wysoki poziom dofinansowania, nowa infrastruktura i pełna ekologia. Tyle iż – jak ironicznie zauważają mieszkańcy – „planeta może i nie spłonie, ale pasażer zmarznie”.W praktyce ekologiczna narracja zderzyła się z codziennym doświadczeniem ludzi, którzy muszą dojechać do pracy, szkoły czy lekarza – niezależnie od tego, czy technologia jest nowa, innowacyjna i przyszłościowa.Co dalej?Na razie miasto liczy na szybkie usunięcie usterek, zakończenie mrozów i budowę nowej bazy CLA, która ma ograniczyć problemy w przyszłości. Mieszkańcy oczekują jednak czegoś więcej niż deklaracji – realnej informacji na przystankach, planu awaryjnego na wypadek kolejnych usterek, rozliczenia kar umownych i publicznej informacji o ich wysokości.Czytaj także:
Idź do oryginalnego materiału