Ptaki śpiewały, hala żyła. Ostatni akord sezonu w Chełmie

wschodni24.pl 2 godzin temu

Pierwszy dzień wiosny. Świat budzi się do życia, ptaki zaczynają swój koncert, a powietrze pachnie nowym początkiem. Wszystko gra. Wszystko brzmi czysto, lekko, niemal idealnie.

Ale dziś w Chełmie pojawiła się inna muzyka.

Muzyka sportu, emocji i walki.

Pytanie tylko, czy w tym wiosennym koncercie siatkarze InPost ChKS Chełm zagrali swoją melodię bez fałszu? Czy unieśli się się na fali energii trybun i dopisali do tej historii mocny, wyrazisty akord?

Bo choć przyroda zaczyna od nowa, dla nich to nie początek.

To finał pewnej opowieści.

Im bliżej pierwszego gwizdka, tym mocniej hala zaczynała pulsować. W rytm wiosennego słońca wpadającego przez okna budziły się emocje, które zwiastowały jedno – to nie będzie zwykły mecz. choćby pogoda zdawała się podpowiadać kierunek. Dziś nie chodziło tylko o wynik. Chodziło o stworzenie widowiska.

Tuż przed rozpoczęciem meczu prezydent Jakub Banaszek przyjął podziekowania za wkład miasta w rozwój klubu . Gratulacje złożyli Kamila Grzywaczewska , Dominik Małys i kapitan Mariusz Marcyniak.

Mecz rozpoczął się jak pierwsze nuty wiosennego koncertu. Najpierw odezwał się Projekt Warszawa, dwukrotnie kończąc akcje z lewego skrzydła. Chełm nie pozostał dłużny, odpowiadając tym samym, jakby oba zespoły stroiły instrumenty do wspólnej melodii.

W tym wiosennym rytmie szybciej odnaleźli się gospodarze w polu zagrywki. Dwa z pierwszych pięciu punktów zdobyli po błędach rywali, jakby delikatnie wybijając ich z harmonii. Po pierwszym przejściu tablica pokazywała 10:8.

Projekt próbował przyspieszyć tempo i odskoczyć, ale Chełm konsekwentnie trzymał się blisko, nie pozwalając rywalom uciec dalej niż na trzy punkty. W przyjęciu spokój i równowagę utrzymywał Jędrzej Gruszczyński, jakby pilnował, by melodia nie wymknęła się spod kontroli.

Przy stanie 16:12, po serii skutecznych bloków warszawian, trener Krzysztof Andrzejewski poprosił o czas. To był moment,
w którym muzyka zaczęła grać pod dyktando gości. Szczelny blok, czujna gra w obronie Kevina Tillie i przewaga urosła do 20:13.

Chełm jeszcze próbował wrócić do swojego rytmu. Dobra zagrywka Amira i skuteczny atak Gossa pozwoliły zmniejszyć straty, ale wciąż było to sześć punktów różnicy.

W końcówce seta swoje zrobił Firszta na lewym skrzydle Projektu, a po drugiej stronie odpowiadał Goss z prawej. Przy stanie 23:19 wszystko było jeszcze możliwe, choć czas uciekał.

Błąd Gossa w zagrywce dał rywalom pierwszą piłkę setową. Chełm ją obronił po skutecznym ataku Rusina. Jego zagrywka sprawiła problemy w przyjęciu i trener Projektu musiał reagować przy stanie 24:21.

Ale trzecia piłka setowa zakończyła tę część opowieści. Paweł Rusin posłał piłkę w siatkę.

Pierwszy set padł łupem Projektu Warszawa.

Druga partia zaczęła się od mocnego wejścia gospodarzy. Swoją obecność pod siatką zaznaczył Mariusz Marcyniak. Najpierw dołożył punkt bezpośrednim atakiem, chwilę później jego wyblok otworzył drogę Rusinowi, który bezlitośnie wykorzystał okazję.

Po skutecznym ataku Gossa Chełm prowadził 3:1 i było widać, iż ta drużyna złapała swój rytm.

Na lewym skrzydle pewność utrzymywał Paweł Rusin, który kończył kolejne akcje z chłodną precyzją. W tym fragmencie to Chełm nadawał ton grze.

W pewnym momencie w szeregach Projektu pojawiła się chwila wiosennego rozprężenia. Jakby na moment wsłuchali się w świergot ptaków dochodzący zza okien hali.

Tymczasem Amir i spółka grali tak, jakby to właśnie oni tym świergotem dyrygowali.

Na tablicy wyników pojawiło się 8:5 dla gospodarzy i było czuć, iż ten set zaczyna pisać się zupełnie inaczej

W tym fragmencie seta w zespole InPostu nikt nie fałszował. Każdy dźwięk był czysty, każdy ruch miał swoje miejsce. Pałeczkę dyrygenta dzierżył Jay Blankenau, który z wyczuciem rozdzielał nuty między wszystkich zawodników.

Na środku swoją partię pisał Łukasz Swodczyk. Skuteczny w ataku, nie do przejścia w bloku. Przy stanie 13:8 dla Chełma jego gra była jednym z najmocniejszych akcentów tej części spotkania.

Trener Projektu próbował znaleźć choć jedną fałszywą nutę, sięgając po challenge. Bezskutecznie. Tablica pokazywała 14:11 dla InPostu.

Na zagrywce pojawił się Grzegorz Jacznik, zmieniając Blankenau, ale to po chwili swoją muzykę zaczął grać Jan Firlej. Seria jego zagrywek i dobra gra w obronie pozwoliły Projektowi wrócić do gry. Przy stanie 18:17 trener Krzysztof Andrzejewski musiał reagować i poprosił o czas.

Koncert Firleja trwał jeszcze chwilę. Przerwał go dopiero Goss, kończąc akcję, ale to warszawianie zaczęli przejmować inicjatywę. Wynik odwrócił się na 21:19 dla Projektu.

W końcówce swoje zrobił Gomółka, dokładając skuteczny blok na 22:19. Kolejny czas dla Chełma był już próbą ratowania seta.

Na kilka się to zdało.

Warszawa utrzymała przewagę, a w tym secie okazało się, iż nuty zapisane po stronie InPostu wystarczyły tylko na trzy czwarte partii.

25:21 dla Projektu Warszawa.

Trzeci set zaczął się od przewagi Projektu Warszawa

Swoją wyraźną solówkę w tym secie zagrał Bartosz Gomółka. Jego zagrywki siały spustoszenie w przyjęciu Chełma, jakby nagle ktoś podkręcił tempo całego koncertu. Na tablicy gwałtownie pojawiło się 8:4 dla Projektu.

Tę partię przerwał dopiero Amir. Po wskazówkach od trenera Andrzejewskiego, który w porę wziął czas, gospodarze złapali oddech i zmniejszyli straty do 9:6.

As serwisowy Jaya Blankenau dał jeszcze cień nadziei i delikatnie poprawił sytuację, ale warszawska orkiestra nie zamierzała zwalniać.

Przy stanie 12:8 znów na zagrywce pojawił się Jan Firlej. Tym razem jego muzyczna fraza była krótsza, a Chełm odpowiedział na 12:9.

Z każdą kolejną akcją Projekt grał coraz pewniej i coraz głośniej. Przewaga rosła. W przyjęciu świetnie odnajdywał się Bartosz Bednarz, który wniósł spokój i jakość, do których zdążył już wszystkich przyzwyczaić. 17:13 dla gości.

Ten wiosenny koncert powoli zbliżał się do końca. Projekt Warszawa konsekwentnie grał swoją melodię, tylko momentami przerywaną skutecznymi akcjami Amira i Pawła Rusina. 20:15.

Jeszcze raz swoją solówkę spróbował zagrać Jan Firlej na zagrywce. Jego serię przerwał Rusin skutecznym atakiem z lewego skrzydła, ale to było za mało, by odmienić losy seta.

Próbował jeszcze Goss na zagrywce ale to był ostatni akord chełmskiej orkiestry w tym meczu

Warszawa dopięła wszystko do końca.

25:19.

Idź do oryginalnego materiału