„Rachunek grozy” właśnie trafia do skrzynek. Mieszkańcy bloków patrzą na dopłatę 4000 złotych i nie wierzą własnym oczom

2 godzin temu

Luty to dla milionów Polaków zamieszkałych w blokach miesiąc prawdy. W skrzynkach na listy zaczynają lądować koperty ze spółdzielni i zarządów – roczne rozliczenie kosztów ogrzewania za sezon 2024/2025. Popularnie zwane „trzynastym czynszem” lub „trzynastką spółdzielczą”, bo przychodzi jak trzynasta pensja – niespodziewanie i boleśnie. W tym roku emocje sięgają zenitu. Wielu lokatorów, licząc na zwrot nadpłaconych zaliczek, z przerażeniem patrzy na wezwanie do dopłaty rzędu kilku tysięcy złotych. Skąd biorą się te kwoty, skoro kaloryfery były zakręcone?

Fot. Warszawa w Pigułce

Typowa scena rozgrywa się w tysiącach polskich domów. Otwierasz kopertę ze spółdzielni, patrzysz na rozliczenie i widzisz: „Zużycie w lokalu: osiemset złotych”. Myślisz sobie – świetnie, przez cały rok płaciłem zaliczki po dwieście złotych miesięcznie, czyli dwa tysiące czterysta rocznie. Powinien być zwrot tysiąc sześćset złotych. Czytasz dalej i widzisz następną pozycję: „Koszty stałe i wspólne: tysiąc osiemset złotych”. Razem: dwa tysiące sześćset złotych. Zamiast zwrotu – dopłata sześćset złotych. A to jeszcze łagodny scenariusz. W skrajnych przypadkach, szczególnie w mieszkaniach narożnych i na ostatnich piętrach starych bloków, dopłaty sięgają choćby czterech tysięcy złotych.

Co się adekwatnie stało? Dlaczego oszczędzanie na ogrzewaniu nie tylko nie przynosi zwrotu, ale kończy się gigantyczną dopłatą? Odpowiedź tkwi w sposobie, w jaki spółdzielnie i wspólnoty rozliczają koszty ciepła. System ten składa się z dwóch części – kosztów zmiennych rozliczanych według podzielników zamontowanych na kaloryferach oraz kosztów stałych rozliczanych od metrów kwadratowych. I właśnie tu kryje się sedno problemu.

Kiedyś, jeszcze kilka lat temu, proporcja wyglądała tak: trzydzieści procent kosztów stałych i siedemdziesiąt procent według podzielników. W dwutysięcznym dwudziestym szóstym roku w większości bloków jest to już pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, a w niektórych przypadkach choćby sześćdziesiąt procent kosztów stałych i tylko czterdzieści procent według rzeczywistego zużycia. Co to oznacza w praktyce? choćby jeżeli wykręcisz grzejniki ze ściany, i tak zapłacisz lwią część rachunku, bo płacisz za to, iż rury w bloku są ciepłe. Płacisz za moc zamówioną przez spółdzielnię, za przesył ciepła, za ogrzewanie klatek schodowych, suszarni, piwnicy, za ciepło oddawane przez piony grzewcze – rury biegnące pionowo przez całą wysokość budynku.

Drugi problem to system podzielników, który działa na zasadzie naczyń połączonych. Każdy grzejnik ma zamontowany mały licznik – podzielnik – który mierzy jednostki zużytego ciepła. Na koniec sezonu spółdzielnia sumuje wszystkie jednostki ze wszystkich mieszkań w bloku. jeżeli w bloku zużyto ciepła za sto tysięcy złotych, a suma jednostek ze wszystkich podzielników to pięćdziesiąt tysięcy, to jedna jednostka jest warta dwa złote. Ale jeżeli sąsiedzi drastycznie oszczędzali i suma jednostek w bloku wyniosła tylko dwadzieścia pięć tysięcy, to wartość jednej jednostki nagle wynosi cztery złote. Możesz więc zużyć mniej jednostek niż rok temu, a zapłacić dwukrotnie więcej, bo cena jednej jednostki wzrosła.

Do tego wszystkiego dochodzą nowe przepisy, które weszły w życie wraz z sezonem grzewczym dwa tysiące dwudziesty piąty/dwa tysiące dwudziesty szósty. Od tej pory każdy lokator, niezależnie od tego, czy zakręcił grzejniki, musi ponieść minimalną opłatę w wysokości co najmniej piętnastu procent kosztów zmiennych ogrzewania. To koniec z całkowitym wyłączeniem ogrzewania. jeżeli mieszkasz w bloku z centralnym ogrzewaniem, musisz zapłacić przynajmniej tę minimalną kwotę. Rząd wprowadził ten przepis, aby ukrócić tak zwane pasożytnictwo cieplne – sytuację, w której mieszkańcy całkowicie wyłączają ogrzewanie i dogrzewają się ciepłem przenikającym przez ściany i sufity od sąsiadów.

Największy szok czeka mieszkańców lokali narożnych i na najwyższych kondygnacjach. Te mieszkania mają najwięcej ścian zewnętrznych, przez które ucieka ciepło. Potrzebują więcej energii, żeby utrzymać komfortową temperaturę. W systemie podzielnikowym, gdzie czterdzieści do sześćdziesięciu procent kosztów rozliczane jest według wskazań liczników, błąd rozliczenia jest największy właśnie dla tych lokali. Mogą one zapłacić od dwukrotności do choćby dziesięciokrotności rzeczywistego średniego kosztu ogrzewania, podczas gdy lokale położone wewnątrz bryły bloku, otoczone z każdej strony ciepłymi ścianami sąsiadów, płacą znacznie poniżej rzeczywistego kosztu.

Przykład? Mieszkanie numer dziewiętnaście – narożne, na ostatnim piętrze, dwie ściany zewnętrzne, dach nad głową. Podzielniki nawiązują sto dwadzieścia jednostek. Przy średniej wartości jednostki dwa złote to dwieście czterdzieści złotych. Plus koszty stałe od pięćdziesięciu metrów kwadratowych, powiedzmy tysiąc dwieście złotych. Razem tysiąc czterysta czterdzieści złotych za sezon. Tymczasem mieszkanie numer trzynaście – środek klatki, tylko jedna ściana zewnętrzna, otoczone ciepłymi sąsiadami. Podzielniki pokazują trzydzieści jednostek, czyli sześćdziesiąt złotych plus tysiąc dwieście kosztów stałych. Razem tysiąc dwieście sześćdziesiąt złotych. Różnica sto osiemdziesiąt złotych, choć mieszkanie numer dziewiętnaście rzeczywiście zużyło znacznie więcej energii.

Ceny ciepła systemowego to kolejny czynnik. W wielu ciepłowniach rachunki przekroczyły dwieście złotych za gigadżul, a w niektórych sięgnęły choćby dwustu trzydziestu złotych. Działające wcześniej mechanizmy – rekompensaty dla ciepłowni i zamrożenie stawek – zostały wycofane. Oznacza to wzrost kosztów ogrzewania o kilkanaście procent w porównaniu z poprzednim sezonem. A to wszystko odbija się na końcowym rozliczeniu, które właśnie trafia do skrzynek.

Rozliczenie to jedno, ale wraz z nim przychodzi nowa stawka zaliczki na poczet ogrzewania w dwa tysiące dwudziestym szóstym roku. Spółdzielnie w styczniu i lutym kalkulują zaliczki ostrożnie – czyli wysoko. Wolą, żebyś nadpłacił i dostał zwrot za rok, niż żeby musieli kredytować ciepło dla dostawcy. jeżeli dopłata wyniosła na przykład dwa tysiące czterysta złotych, spółdzielnia podzieli to na dwanaście miesięcy i doliczy dwieście złotych do każdego czynszu. Dla wielu emerytów to bariera nie do przeskoczenia. Do dotychczasowego czynszu tysiąc pięćset złotych dodaje się dwieście złotych podwyżki zaliczki – razem tysiąc siedemset. Z emerytury dwa tysiące pięćset złotych zostaje osiemset na życie.

Co to oznacza dla ciebie?

Przede wszystkim – nie panikuj. Masz prawo wystąpić o rozłożenie dopłaty na raty. Wniosek należy złożyć natychmiast po otrzymaniu rozliczenia, zanim naliczą odsetki. Większość spółdzielni i zarządów zgadza się na rozłożenie dopłaty na sześć, dwanaście, a czasem choćby osiemnaście miesięcy. To oznacza, iż zamiast zapłacić cztery tysiące złotych jednorazowo, zapłacisz trzysta trzydzieści trzy złote miesięcznie przez rok. Wciąż to dodatkowe obciążenie, ale znacznie łatwiejsze do udźwignięcia niż jednorazowa kwota.

Drugi krok – sprawdź rozliczenie. Masz prawo wglądu we wszelkie dokumenty dotyczące rozliczenia ogrzewania. Możesz żądać od spółdzielni kopii faktur od dostawcy ciepła, szczegółowych wyliczeń, regulaminu rozliczeń. Około siedemdziesięciu procent zgłoszeń od mieszkańców dotyczy niejasności lub nieprawidłowości w rozliczeniach. Sprawdź kilka kluczowych rzeczy: czy spółdzielnia rozlicza ogrzewanie i ciepłą wodę odrębnie dla wszystkich bloku (od dwa tysiące szesnastego roku to obowiązek prawny), czy proporcja kosztów stałych do zmiennych jest zgodna z regulaminem, czy nie wliczono w koszty ogrzewania podgrzewania wody (zabronione od dwa tysiące szesnastego roku).

Trzecia sprawa – jeżeli mieszkasz w lokalu narożnym lub na ostatnim piętrze i co roku dostajesz gigantyczne dopłaty, możesz wystąpić o zmianę sposobu rozliczenia. Prawo energetyczne umożliwia użytkownikom lokali korzystanie z alternatywnej dla podzielników metody rozliczenia kosztów centralnego ogrzewania w oparciu o powierzchnię użytkową lub kubaturę lokalu. W wielu przypadkach takie rozliczenie jest bardziej sprawiedliwe niż podzielnikowe, które karze lokale w niekorzystnych lokalizacjach.

Czy jest jakaś dobra wiadomość? Dla osób o najniższych dochodach dostępny był bon ciepłowniczy – dopłata do rachunków za ogrzewanie dla gospodarstw korzystających z ciepła systemowego. W dwa tysiące dwudziestym piątym roku można było otrzymać do tysiąca siedmiuset pięćdziesięciu złotych, a w dwa tysiące dwudziestym szóstym – do trzech tysięcy pięciuset złotych. Świadczenie przysługowało gospodarstwom jednoosobowym z dochodem do trzech tysięcy dwustu siedemdziesięciu dwóch złotych sześćdziesięciu dziewięciu groszy netto miesięcznie i wieloosobowym z dochodem do dwóch tysięcy czterystu pięćdziesięciu czterech złotych pięćdziesięciu dwóch groszy na osobę. Działała zasada „złotówka za złotówkę” – przekroczenie progu nie oznaczało utraty świadczenia, tylko jego pomniejszenie o kwotę przekroczenia. Niestety, wnioski za okres lipiec-grudzień dwa tysiące dwudziesty piąty można było składać tylko do piętnastego grudnia dwa tysiące dwudziestego piątego roku.

Długoterminowym rozwiązaniem jest termomodernizacja – ocieplenie ścian, wymiana okien, montaż nowoczesnego źródła ciepła. Program Czyste Powietrze oferuje dotacje do sześćdziesięciu sześciu tysięcy złotych dla gospodarstw o średnich dochodach, a choćby do dziewięćdziesięciu dziewięciu tysięcy złotych dla osób o najniższych dochodach. Przy kompleksowej termomodernizacji można zmniejszyć zużycie energii choćby o pięćdziesiąt do siedemdziesięciu procent. Oznacza to nie tylko niższe rachunki, ale także większy komfort – cieplejsze mieszkanie zimą, chłodniejsze latem, brak wilgoci i pleśni.

Tymczasem miliony Polaków otwierają koperty z „trzynastym czynszem” i zastanawiają się, jak spiąć budżet domowy. Dla niektórych to tylko nieduża dopłata kilkuset złotych. Dla innych – dramat w postaci kilku tysięcy złotych do zapłaty. Różnica często zależy nie od tego, ile zużyłeś, ale gdzie mieszkasz – czy masz szczęście być otoczonym ciepłymi sąsiadami, czy pech siedzieć w narożniku z dwiema ścianami zewnętrznymi. W systemie, który miał promować oszczędzanie energii, paradoksalnie najbardziej cierpią ci, którzy mają najtrudniejsze warunki. I to właśnie w lutym, gdy konta bankowe po świątecznych wydatkach świecą pustkami, nadchodzi czas prawdy.

Idź do oryginalnego materiału