Powrót po latach i wspomnienie żelaznej kurtyny
Wizyta Roberta Irvinga III w Warszawie wiąże się z jego sobotnim występem na 35. festiwalu Warsaw Summer Jazz Days, gdzie wraz z formacją Miles Electric Band odda hołd Davisowi w setną rocznicę jego urodzin. Dla artysty to powrót niezwykle sentymentalny. To właśnie w Warszawie, w 1983 roku, podczas pierwszego koncertu Milesa w Polsce, Irving zadebiutował jako oficjalny członek jego zespołu.
– To był dla mnie bardzo istotny czas. Wtedy akurat obchodziłem 30. urodziny i po raz pierwszy byłem w Europie. To była wizyta za tak zwaną żelazną kurtyną – wspominał pianista. Jak dodał, tamto wydarzenie zmieniło życie wielu młodych Polaków. Gdy wrócił do kraju w 1989 roku, spotkał muzyków, którzy jako 12-latkowie byli na koncercie w 1983 roku i pod jego wpływem postanowili rozpocząć naukę gry na pianinie.
Lekcje od mistrza: gotowanie, malarstwo i jedna adekwatna nuta
Gra u boku Milesa Davisa była dla młodego Irvinga naturalnym krokiem, choć sam powrót trębacza na scenę po 6-7 latach przerwy wiązał się z rewolucją technologiczną i pojawieniem się syntezatorów. Davis gwałtownie dostrzegł potencjał i muzyczne zaplecze Irvinga (który uczył się m.in. od muzyków związanych z Earth, Wind & Fire), powierzając mu rolę kierownika muzycznego.
Zapytany o najcenniejsze lekcje, jakie otrzymał od Davisa, Irving wskazał na głębokie, interdyscyplinarne podejście do sztuki:
– Miles malował obrazami olejnymi, ja też maluję. Powiedział mi: "Powinieneś zacząć malować, bo malowanie to muzyka, którą widzisz. A gotowanie to muzyka, którą możesz spróbować". Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy, wspólnie gotowaliśmy dla całego zespołu. Wtedy pojąłem, iż wszystko jest połączone.
Druga, stricte muzyczna lekcja dotyczyła minimalizmu i intencji: – Nauczył mnie: "Nie graj pojedynczej nuty, o ile nie jest to naprawdę potrzebne i nie masz tego na myśli". I iż cisza to część muzyki. Do twórczości trzeba podchodzić z integralnością.
Irving odniósł się również do słynnego stylu Davisa z tamtych lat, gdy trębacz potrafił podejść do klawiszy i uderzyć tylko jeden dźwięk: – Można by pomyśleć, iż dotykał klawisza niechcący. Ale to była ta adekwatna nuta, która natychmiast zmieniała całą muzykę i przenosiła ją w zupełnie inne miejsce.
Misja Miles Electric Band i kryzys pamięci o legendach
Robert Irving III podkreślał, iż Miles Electric Band nie jest zwykłym "tribute bandem" (zespołem kopiującym mistrza), ale bezpośrednią kontynuacją i rozwinięciem spuścizny Davisa. Misją grupy jest inspirowanie nowego pokolenia, co dla Irvinga – w tej chwili profesora i mentora – ma najważniejsze znaczenie.
Artysta wyraził jednak zaniepokojenie stanem pamięci o historii jazzu wśród młodego pokolenia w Ameryce. Przywołał sytuację, w której profesor na Columbia University w Chicago zapytał grupę 50 studentów o to, kto zna nazwisko Milesa Davisa – rękę podniosły zaledwie cztery osoby.
– Być może nie edukujemy odpowiednio, nie pokazujemy spuścizny naszych wielkich muzyków. Wielu młodych nie czuje połączenia z tym, co było kiedyś. jeżeli przerwie się tę kontynuację, brakuje głębi i podziwu dla tego, co zostało już dokonane – ostrzegał Irving. Widzi jednak nadzieję w swoich uczniach, takich jak pianistka Alexis Lombre.
Czystość serca ponad egoizm
Gdyby Miles Davis żył dzisiaj i miał dać radę młodym artystom, według Irvinga jego przesłanie byłoby niezmienne: – Trzeba zabrać egoizm z muzyki. Wypowiedź muzyczna musi być czysta, płynąć prosto z serca, a nie z głowy.
Festiwal Warsaw Summer Jazz Days, którego dumnym patronem jest Radio RDC, to doskonała okazja, by na żywo doświadczyć tej niezwykłej energii i filozofii grania. Jak podsumował sam Robert Irving III: "Jazz means being together" – jazz to znaczy być razem i wspólnie doświadczać muzyki.

1 godzina temu















