Zima w Polsce zaatakowała z pełną mocą, a wraz z pierwszym śniegiem na ulice wyjechały nie tylko pługopiaskarki, ale i policyjne patrole, które bacznie przyglądają się porannym zwyczajom kierowców. To, co dla wielu z nas jest rutynową czynnością – uruchomienie silnika, włączenie ogrzewania na „maxa” i wyjście z auta, by odśnieżyć szyby – w świetle przepisów jest wykroczeniem. Funkcjonariusze nie mają litości dla tych, którzy łamią przepisy o ochronie środowiska i bezpieczeństwie w ruchu drogowym. Sprawdź, za jakie „zimowe grzechy” możesz stracić choćby 3000 złotych i dlaczego pośpiech w mroźny poranek jest najgorszym doradcą.

Fot. Warszawa w Pigułce
Poranny rytuał, który łamie prawo
Scenariusz powtarza się każdego ranka na tysiącach polskich osiedli. Kierowca wsiada do wychłodzonego samochodu, przekręca kluczyk lub naciska przycisk start, ustawia nawiew na przednią szybę i wychodzi na zewnątrz ze skrobaczką w ręku. Cel jest prosty: w środku ma się zrobić ciepło, a lód na szybie ma puścić szybciej. Logika podpowiada, iż to działanie racjonalne. Niestety, Kodeks drogowy mówi coś zupełnie innego, a nieznajomość tych przepisów może być bardzo bolesna dla domowego budżetu.
Zgodnie z art. 60 ust. 2 ustawy Prawo o ruchu drogowym, kierującemu zabrania się oddalania od pojazdu, gdy silnik jest w ruchu, oraz – co najważniejsze w tym kontekście – używania pojazdu w sposób powodujący uciążliwości związane z nadmierną emisją spalin do środowiska lub nadmiernym hałasem. Co więcej, ten sam artykuł zabrania postoju z włączonym silnikiem w obszarze zabudowanym. „Postój” to unieruchomienie pojazdu niewynikające z warunków lub przepisów ruchu drogowego, trwające dłużej niż 1 minutę.
W praktyce oznacza to, iż jeżeli odśnieżasz samochód przy włączonym silniku dłużej niż 60 sekund (a dokładne oczyszczenie auta ze śniegu i lodu trwa zwykle od 5 do 15 minut), popełniasz wykroczenie. Mandat za to przewinienie wynosi zwykle od 100 do 300 złotych. Policjanci coraz częściej patrolują osiedlowe uliczki w godzinach porannych szczytów, właśnie w poszukiwaniu dymiących rur wydechowych zaparkowanych aut.
Jazda „na czołgistę” – ryzyko śmiertelne i finansowe
Jeszcze gorszą i bardziej kosztowną praktyką jest tzw. jazda „na czołgistę”. Dotyczy to kierowców, którzy w pośpiechu odśnieżają jedynie mały fragment przedniej szyby (wizjer), pozostawiając resztę okien, lusterka i dach pod warstwą śniegu lub szronu. Takie zachowanie to proszenie się o tragedię. Ograniczone pole widzenia sprawia, iż kierowca nie jest w stanie dostrzec pieszego wchodzącego na pasy czy nadjeżdżającego z boku innego pojazdu.
W tym przypadku taryfikator jest bezlitosny. Zgodnie z art. 66 Prawa o ruchu drogowym, pojazd uczestniczący w ruchu ma być tak zbudowany, wyposażony i utrzymany, aby korzystanie z niego nie zagrażało bezpieczeństwu osób nim jadących lub innych uczestników ruchu i zapewniało dostateczne pole widzenia kierowcy. Za naruszenie tego przepisu grozi mandat w wysokości choćby 3000 złotych (choć standardowo policjanci nakładają mandaty rzędu 500-1500 zł w zależności od skali zaniedbania) oraz punkty karne.
Policja zwraca uwagę na jeden, często pomijany aspekt: odśnieżanie świateł i tablic rejestracyjnych. Zabłocone lub zaśnieżone reflektory drastycznie zmniejszają naszą widoczność na drodze, a nieczytelne tablice (nawet jeżeli to „tylko” śnieg) są podstawą do zatrzymania i nałożenia kary finansowej w wysokości 500 zł i aż 8 punktów karnych. To nie jest kwestia estetyki, ale elementarnego bezpieczeństwa.
Śnieżna bomba na dachu – zagrożenie dla innych
Kolejnym grzechem głównym polskich kierowców jest pozostawianie czapy śniegu na dachu samochodu. Często wynika to z lenistwa, braku odpowiednio długiej szczotki lub po prostu niskiego wzrostu właściciela wysokiego SUV-a. Fizyka jest jednak nieubłagana. Podczas gwałtownego hamowania śnieg z dachu zsuwa się na przednią szybę, całkowicie oślepiając kierowcę w ułamku sekundy. W takiej sytuacji o wypadek nietrudno.
Z kolei podczas szybszej jazdy pęd powietrza porywa bryły lodu i śniegu z dachu, ciskając nimi w samochody jadące za nami. Taka lodowa bryła potrafi zbić szybę w innym aucie lub zmusić innego kierowcę do gwałtownego manewru, który może skończyć się w rowie. Za nieodśnieżenie dachu (w tym naczep samochodów ciężarowych, co jest plagą na autostradach) grozi mandat za stworzenie zagrożenia w ruchu lądowym. Tutaj również kwoty mogą sięgać górnych granic taryfikatora.
Mit rozgrzewania silnika – dlaczego to szkodzi autu?
Warto w tym miejscu obalić popularny mit, jakoby „grzanie” silnika na postoju było korzystne dla mechaniki pojazdu. Przekonanie to wywodzi się z czasów starych konstrukcji i olejów mineralnych, które gęstniały na mrozie. Współczesne jednostki napędowe są skonstruowane zupełnie inaczej.
Eksperci motoryzacyjni są zgodni: silnik pracujący na biegu jałowym nagrzewa się znacznie wolniej niż podczas jazdy pod obciążeniem. Co więcej, praca na zimno na wolnych obrotach powoduje, iż do cylindrów trafia bogata mieszanka paliwowa, która może zmywać film olejowy ze ścianek cylindra, przyspieszając zużycie jednostki. Najlepszą i najzdrowszą dla auta metodą jest ruszenie w drogę kilkanaście sekund po uruchomieniu silnika i jazda z umiarkowaną prędkością obrotową, aż do osiągnięcia temperatury roboczej. Dzięki temu oszczędzamy silnik, paliwo, środowisko i… pieniądze na ewentualny mandat.
Zimowy niezbędnik – bez tego nie ruszaj
Aby uniknąć spotkania z patrolem, które zakończy się wypisaniem druczku, warto zadbać o odpowiednie wyposażenie. Karta kredytowa czy dowód osobisty nie zastąpią skrobaczki w starciu z lodem. W bagażniku każdego auta w okresie zimowym powinny znaleźć się:
- Solidna skrobaczka z mosiężnym ostrzem: Plastikowe często pękają i rysują szyby, mosiężne są bezpieczniejsze i skuteczniejsze.
- Zmiotka z długim włosiem: Pozwoli gwałtownie usunąć śnieg z dachu i maski bez niszczenia lakieru.
- Odmrażacz w sprayu: To „game changer” dla spóźnialskich. Chemia radzi sobie ze szronem w kilkanaście sekund, eliminując konieczność skrobania i ryzyko porysowania szyby.
- Płyn do spryskiwaczy (zimowy): Zapasowa butelka w bagażniku to konieczność. W warunkach błota pośniegowego 5 litrów potrafi zniknąć w trakcie jednej dłuższej trasy.
Co to oznacza dla Ciebie?
Przepisy mogą wydawać się restrykcyjne, ale ich cel jest jeden: bezpieczeństwo nas wszystkich. Zderzenie z rzeczywistością w postaci mandatu to bolesna lekcja, której można uniknąć, zmieniając nieco swoje przyzwyczajenia. Oto konkretne kroki, które powinieneś podjąć już jutro rano:
- Wstań 10 minut wcześniej: To banalne, ale najskuteczniejsze rozwiązanie. Pośpiech generuje koszty. Mając zapas czasu, dokładnie odśnieżysz całe auto, łącznie z dachem, światłami i tablicami.
- Zmień kolejność działań: Najpierw odśnieżanie, potem odpalanie. Wsiądź do auta, uruchom silnik dopiero wtedy, gdy szyby są czyste, a Ty jesteś gotowy do jazdy. jeżeli używasz odmrażacza w sprayu, cała operacja zajmie chwilę.
- Zainwestuj w matę na szybę: Kosztuje kilkanaście złotych, a oszczędza porannego skrobania. Zakładana wieczorem mata sprawia, iż rano zdejmujesz ją jednym ruchem i masz czystą szybę czołową.
- Sprawdź stan wycieraczek: Zimą zużyte pióra po prostu nie działają, rozmazując brud. Dobra widoczność to podstawa uniknięcia wypadku.
- Nie dyskutuj z faktami: jeżeli zostaniesz zatrzymany za jazdę „na czołgistę”, tłumaczenie, iż „przecież widziałem drogę”, tylko pogorszy sytuację. Przyjmij mandat z pokorą i potraktuj to jako kosztowną lekcję na przyszłość.
Pamiętaj, iż zima weryfikuje umiejętności kierowców nie tylko w trakcie poślizgu, ale już na etapie przygotowania auta do jazdy. Nie daj się złapać w pułapkę własnego lenistwa. Czyste szyby i odśnieżony dach to nie tylko wymóg prawny – to wyraz odpowiedzialności za życie swoje i innych uczestników ruchu drogowego. Bezpiecznej jazdy!
Michał

1 dzień temu











