Zdjęcie z wakacji, pierwszy dzień szkoły, rodzinne urodziny czy zabawna sytuacja z domu. Dla rodzica to często sposób na zachowanie wspomnień, ale dla dziecka może oznaczać utratę kontroli nad własnym wizerunkiem. Z najnowszego badania dotyczącego sharentingu wynika, iż połowa rodziców publikuje w internecie treści dotyczące swoich dzieci. Co piąty młody człowiek przyznaje natomiast, iż takie publikacje były dla niego źródłem zawstydzenia.
Sharenting to określenie powstałe z połączenia angielskich słów „share”, czyli dzielić się, oraz „parenting” rodzicielstwo. Obejmuje publikowanie przez rodziców i opiekunów zdjęć, filmów oraz informacji dotyczących dzieci poza kręgiem najbliższej rodziny.
Zjawisko jest powszechne. Według raportu „Status: Udostępnione – skala i charakterystyka sharentingu w Polsce” połowa badanych rodziców przyznała, iż w ciągu ostatniego roku zamieściła w internecie zdjęcia, filmy lub inne informacje dotyczące swoich dzieci.
Internet jako rodzinny album
Z badania wynika, iż za publikowaniem najczęściej nie stoją chęć zdobywania popularności czy korzyści finansowe. Dla wielu rodziców media społecznościowe pełnią rolę współczesnego rodzinnego albumu.
Połowa badanych wskazała, iż publikuje treści, aby zachować wspomnienia. 47 proc. chce w ten sposób dzielić się ważnymi chwilami z bliskimi. Zwiększenie zasięgów własnego profilu jako powód wskazało natomiast 9 proc. rodziców.
Dobre intencje nie oznaczają jednak, iż dziecko odbiera publikację w taki sam sposób.
Co piąte dziecko czuło się zawstydzone
Jednym z wyraźniejszych problemów pokazanych w badaniu jest różnica między perspektywą rodzica i dziecka. Co piąty młody człowiek deklaruje, iż czuł się zawstydzony treściami opublikowanymi przez rodziców. Sami rodzice dostrzegają ten problem dwa razy rzadziej.
W internecie publikacja nie musi też pozostać wyłącznie w gronie osób, do których pierwotnie była skierowana. Zdjęcie może zostać zapisane, skopiowane i udostępnione dalej albo wykorzystane w innym kontekście. W ten sposób rodzice tworzą również cyfrowy ślad swojego dziecka, zanim ono samo będzie mogło zdecydować, jakie informacje na swój temat chce pozostawić w sieci.
Zdjęcie może zostać w sieci na lata
Problem nie sprowadza się więc wyłącznie do tego, czy fotografia jest dla dziecka krępująca. Opublikowany materiał może funkcjonować w internecie przez wiele lat. W materiale dotyczącym sharentingu zwrócono również uwagę na możliwość wykorzystania zdjęć w niewłaściwym kontekście czy powiązania ich z przemocą rówieśniczą.
Istotna staje się przy tym kwestia prywatności dziecka. Publikując zdjęcie, dorosły podejmuje decyzję dotyczącą wizerunku osoby, która może jeszcze nie być w stanie samodzielnie ocenić konsekwencji takiego działania.
„Pomyśl, zanim udostępnisz”
Na problem sharentingu ma zwracać uwagę również kampania informacyjno-edukacyjna „Status: Udostępnione”, przygotowana przez T-Mobile Polska wspólnie z Komendą Główną Policji i UNICEF Polska. Powstał w jej ramach m.in. raport, z którego pochodzą przytoczone dane.
Jednym z elementów działań mają być także spotkania policjantów z uczniami i rodzicami. Rozmowy mają dotyczyć cyfrowego śladu, prywatności oraz bezpieczeństwa w internecie.
– Bezpieczeństwo dzieci w internecie zaczyna się od świadomości dorosłych. (…) Publikowanie wizerunku dziecka to coś znacznie więcej niż kliknięcie – wkraczamy w sferę prywatności, generujemy cyfrowy ślad, pozostawiamy w ten sposób informacje o dziecku, które mogą funkcjonować w sieci przez wiele lat – wskazuje insp. Robert Kumor, dyrektor Biura Prewencji Komendy Głównej Policji.
Przekaz sprowadza się do prostej zasady: zanim zdjęcie lub film trafi do sieci, warto zastanowić się nie tylko nad tym, kto zobaczy go dzisiaj, ale również nad tym, co może stać się z nim później.
źródło: opracowanie własne na podstawie materiałów KGP

1 godzina temu




![Katowice na starych zdjęciach. Tak wyglądało centrum miasta [Zdjęcia]](https://www.wkatowicach.eu/assets/pics/aktualnosci/2026-09/3_131_0_-_593_27367897.jpg)



