W sporcie może być dobrze, źle, ale nudno raczej nie bywa. W 2025 roku było jak zawsze – polscy kibice przeżywali huśtawkę nastrojów. Poniżej przypominamy głównie o wydarzeniach, które dostarczyły pozytywnych wrażeń. Pierwsze miejsce na tej liście przyznaliśmy triumfowi Igi Świątek na kortach Wimbledonu.
Iga Świątek wygrała finał Wimbledonu w rozmiarach, których nie widziano w Londynie od ponad 100 lat. Fot. Iga Świątek/facebookNiespodziewane zwycięstwa w dwójnasób nam smakują, a przed turniejem na londyńskiej trawie Polka nie należała do faworytek pierwszego rzędu. W minionych sezonach męczyła się na najszybszej nawierzchni, a dodatkowo miała za sobą najsłabszą wiosnę od lat. Wprawdzie przed przyjazdem nad Tamizę dotarła do finału turnieju w Bad Homburg (korty trawiaste), ale dla ekspertów liczyło się to, iż wciąż była bez turniejowego zwycięstwa w sezonie.
W Londynie Polka przeszła przez turniejową drabinkę (prawie) jak burza. W drodze do głównej rozgrywki straciła tylko jednego seta, a w samym finale w godzinę zmiotła z kortu Amandę Anisimovą, bo tylko tak można było określić pokonanie Amerykanki 6:0, 6:0. W erze open (od 1968 r.) wielkoszlemowy finał zakończył się „rowerem” tylko raz – w 1988 roku w Paryżu Steffi Graf nie oddała choćby gema Nataszy Zwieriewej (ZSRR). W finale Wimbledonu miało to wcześniej miejsce w… 1911 roku.
Świątek została pierwszą polską, singlową mistrzynią Wimbledonu (w kategorii juniorskiej wygrała w 2018 roku, a wcześniej dokonały tego Aleksandra Olsza i Agnieszka Radwańska). Można powiedzieć, iż do trzech razu sztuka – w minionych latach w seniorskim finale grały Jadwiga Jędrzejowska (1937) i wspomniana Radwańska (2012). Pierwsza w nagrodę otrzymała talon na… 3 funty, „Isia” skasowała 575 tysięcy w tej samej walucie, a zwycięstwo wzbogaciło Igę o 3 miliony złotych (4.1 mln dolarów). Brutto.
Dołączył do legendy
W 2025 roku kibice speedwaya po raz kolejny mogli fetować sukces filigranowego Bartosza Zmarzlika. Wychowanek Stali Gorzów, od trzech lat jeździec Motoru Lublin, stoczył pasjonującą walkę w turniejach Grand Prix (wygrał trzy z nich) i ponownie został mistrzem świata na żużlu. Przed zawodami w duńskim Vojens, ostatnimi w sezonie, miał tylko 3 punkty zapasu nad Australijczykiem Bradym Kurtzem, ale wytrzymał ciśnienie.
Bartosz Zmarzlik ma dopiero 30 lat, a na koncie już 6 tytułów mistrza świata. Fot. Bartosz Zmarzlik/facebookBartosz Zmarzlik triumfował czwarty raz z rzędu (jako pierwszy w historii), szósty w ogóle i tym samym dołączył pod względem liczby złotych medali do dwóch legend speedwaya: Nowozelandczyka Ivana Maugera (lata 1967-1979) i Szweda Tony’ego Rickardssona (1991-2005). Jest duża szansa, iż pobije niedługo dokonania Nowozelandczyka i Szweda. Tomasz Gollob swój tytuł zdobył w wieku 39 lat, a Amerykanin Greg Hancock trzykrotnie zostawał mistrzem po czterdziestce. Zmarzlik tymczasem liczy sobie dopiero 30 wiosen.
Marzenia się spełniają
Robert Kubica, który swego czasu rozkochał Polaków w wyścigach Formuły 1, wciąż nie zdejmuje nogi z pedału gazu. Kierowca rodem z Krakowa wygrał w czerwcu 24-godzinny legendarny wyścig w Le Mans (pierwszy odbył się w 1923 roku), należący do potrójnej korony motorsportu (także GP Monako Formuły 1 i Indianapolis 500 – IndyCar). W prywatnym teamie AF Corse, który podobnie jak dwa fabryczne zespoły Ferrari jechał modelem 499P, Kubica okazał się najmocniejszym ogniwem.
Na torze w Le Mans Robert Kubica spełnił jedno ze swych sportowych marzeń. Fot. Robert Kubica/facebookTo właśnie panu Robertowi (7 grudnia obchodził 41. urodziny) powierzono auto na decydującą fazę rywalizacji, w której wykręcał znakomite czasy i nie pozostawił złudzeń konkurencji. W końcówce wydawało się, iż krakowianin może ustąpić miejsca za kierownicą jednemu z kolegów, ale ostatecznie sam dopilnował wygranej. Satysfakcję miał niesamowitą, bo we Francji spełnił jedno ze swych marzeń, o co zabiegał od kilku lat. Wcześniej ocierał się jedynie o triumf – w 2022 i 2023 roku musiał się zadowalać drugim miejscem – w 2025 euforia była pełna.
Dobry trener i człowiek
Piłkarska reprezentacja tradycyjnie ogniskuje uwagę milionowych rzesz kibiców. W 2025 roku Biało-Czerwoni początkowo nie rozpieszczali swych fanów. Eliminacje do mundialu rozpoczęli od skromnych wygranych w Warszawie z Litwą i Maltą, a potem niespodziewanie przegrali 1:2 z Finlandią. W Helsinkach wystąpili bez Roberta Lewandowskiego, który nie przyjechał na zgrupowanie (potrzebował odpoczynku po wyczerpujących meczach w Barcelonie), a na wieść o odebraniu mu opaski kapitana zrezygnował z występów w kadrze. W kraju, w mediach, w sieci zawrzało. Skutek był taki, iż dwa dni po wstydliwej porażce Michał Probierz zrezygnował z funkcji.
Jan Urban uspokoił nastroje wokół piłkarskiej reprezentacji. Z lewej Cezary Kulesza, szef PZPN-u. Fot. pzpn.plPosępnego selekcjonera zastąpił na stanowisku Jan Urban, powszechnie uznawany za człowieka sympatycznego, nieszukającego wrogów, potrafiącego gasić „pożary w zespołach. Były gwiazdor Osasuny Pampeluna z miejsca namówił Lewandowskiego do powrotu do drużyny narodowej i „oddał” mu opaskę.
Pod wodzą nowego coacha Polacy zremisowali w Rotterdamie z wyżej notowaną Holandią 1:1. Do końca eliminacji „Lewy” i spółka nie dali plamy, ale porażka w Helsinkach okazała się brzemienna w skutkach. Na bezpośredni awans nie było szans. Biało-Czerwoni zajęli 2. miejsce w grupie i w marcu zagrają w barażach.
Aby wystąpić na mundialu w USA, Kanadzie i Meksyku, Polacy będą musieli wygrać najpierw z Albanią, a następnie ze zwycięzcą spotkania Ukraina-Szwecja. jeżeli dopną swego, za Wielką Wodą zmierzą się w grupie z Japonią, Tunezją i ponownie z Holandią.
Blacha jest blacha
Męska kadra siatkarzy pokazała wielką klasę podczas finałowego turnieju Ligi Narodów w Chinach, nie tracąc za Wielkim Murem ani jednego seta. Opromieniona tym sukcesem ekipa Nikoli Grbicia poleciała tym samym na mistrzostwa świata jako jeden z faworytów do złota. Na Filipinach srebrni medaliści olimpijscy z Paryża, a także liderzy światowego rankingu, marzyli o odzyskaniu tytułu, który stracili w 2022 roku w Katowicach, przegrywając w finale z Włochami.
Siatkarze celowali w złoto mistrzostw świata, zdobyli brązowe medale, ale na koniec potrafili się nimi cieszyć. Fot. pzps.plPo serii zwycięstw Polacy w półfinale trafili na ekipę z Italii, przegrali 0:3 i pozostała im walka o brąz. W małym finale czekali Czesi. Okazali się rewelacją czempionatu na Dalekim Wschodzie, z Polakami też trochę powalczyli (1:3). W kontekście wcześniejszych oczekiwań miejsce na najniższym stopniu podium odebrano z mieszanymi uczuciami. Po dekoracji zawodnicy jednak nie chodzili z nosami na kwintę. – Blacha to blacha. Nie o taki kolor medalu chodziło, ale nie ma co rozpaczać – podkreślali zgodnie.
Basket na plus
Gra w ćwierćfinale nie jest wynikiem, który zasługuje na peany, ale przypadek polskiej koszykówki nie jest taki prosty. Basket ma globalny zasięg, ale w Polsce niekoniecznie stanowi dyscyplinę uprawianą masowo. Czasy tzw. boomu, związanego z transmisjami NBA, dawno minęły. kilka zresztą z niego wynikło. Historia sukcesów pozostaje niezmienna – męska kadra walczyła o najwyższe cele w latach 60., gdy trzy razy stawała na podium ME.
Polscy koszykarze medalu ME nie zdobyli, ale serca swoich kibiców na pewno. Nz. w akcji Mateusz Ponitka. Fot. pzkosz.plEuro 2025 odbywało się w Polsce (także w Finlandii, Na Cyprze i Łotwie) i drużyna Igora Milicicia dobrze wykorzystała atut hali i wsparcie kompletów kibiców na trybunach. W katowickim Spodku na dzień dobry zrobiła niespodziankę – ograła Słowenię (105:95). Rywali nie uratował choćby Luka Doncić, na co dzień gwiazda Los Angeles Lakers. Potem przyszło zwycięstwo z Izraelem (66:64), waleczną Islandią 85:74, spodziewana porażka z Francją (76:83) i mniej oczekiwana z Belgią (69:70). W 1/8 turnieju Biało-Czerwoni okazali się lepsi od Bośni i Hercegowiny (80:72), by w walce o półfinał ulec Turcji, czyli późniejszym wicemistrzom (77:91).
Mateusz Ponitka, Michał Sokołowski i spółka, wsparci skutecznym Jordanem Lloydem (Amerykanin z polskim paszportem), nie zawiedli. Może poszłoby lepiej, gdyby zdrowy był Jeremy Sochan, jedyny Polak w NBA. Skończyło się miejscem 6., niższym niż na poprzednim baskecie (4. lokata), ale ci, co się znają, mówią, iż ta drużyna nie powiedziała ostatniego słowa.
Skok po medal
W minionych 12 miesiącach nie brakło, rzecz jasna, sportowych rozczarowań. Jedno z nich dotyczyło lekkoatletów. Fakt, przed mistrzostwami świata tonowano nastroje. Wskazywano, iż następuje zmiana pokolenia, iż musi minąć trochę czasu, aż młodzi-zdolni dojrzeją. Znawcy tematu mieli rację, ale mimo wszystko liczono, iż Biało-Czerwoni wyszarpią w Tokio ze dwa-trzy medale. Skończyło się na jednym, a honor polskiej Królowej Sportu uratowała Białorusinka z polskim paszportem.
Maria Żodzik wyskakała srebrny medal mistrzostw świata i uratowała honor polskiej Królowej Sportu. Fot. pzla.plW deszczowym konkursie skoku wzwyż 28-letnia Maria Żodzik pokazała zimną krew, skoczyła 2 metry, pobiła „życiówkę” i mogła się cieszyć z tytułu wicemistrzyni. Zawodniczka, która po przyjeździe do Polski przez jakiś czas pracowała w barze z fast-foodami, w nagrodę otrzymała ponad 100 tysięcy złotych.
Złote dziewczyny
Sportsmenki dostarczyły kibicom wiele euforii także w dyscyplinach rzadziej obecnych w mediach, co nie znaczy, iż mało efektownych. Podczas mistrzostw świata w boksie olimpijskim Agata Kaczmarska zdobyła złoto, a wicemistrzyniami zostały: Julia Szeremeta i Aneta Rygielska. Klasę potwierdziła Aleksandra Mirosław. Złota medalistka z Paryża we wspinaczce na czas zdobyła w Seulu trzeci w karierze tytuł mistrzyni świata, okraszając go rekordem globu.
Nie lada sztuki dokonała Klaudia Zwolińska. Srebrna medalistka olimpijska w kajakarstwie górskim zdobyła aż trzy krążki, w tym dwa złote, w mistrzostwach świata, które odbyły się w Australii. Polka okazała się najlepsza nie tylko w swej koronnej konkurencji – slalomie kajakowym (K1) – ale również w kanadyjkach (C1), a ponadto wywalczyła brąz w crossie.
Złoto w Meksyku
W jedenastoosobowej idzie średnio, ale w sześcioosobowej piłce nożnej Polska należy do potęg. Na początku grudnia w meksykańskim Cancun Biało-Czerwoni zdobyli tytuł mistrzów świata w socca. W finale zawodów podopieczni Klaudiusza Hirscha pokonali gospodarzy 3:1 (0:1). Bohaterem Biało-Czerwonych został Norbert Jaszczak, krakowianin, do niedawna zawodowy żołnierz, który w półtorej minuty zdobył 2 gole i odmienił losy meczu.
Wcześniej Polacy bez problemów wyszli z grupy, pokonując kolejno Łotwę, Argentynę, a także Paragwaj. W 1/8 finału ograli 2:1 Oman (obrońcy tytułu), w ćwierćfinale wygrali 4:2 z Czechami, a w półfinale, po golu w doliczonym czasie, odprawili z kwitkiem Holandię (2:1).
Człowiek pióra
W minionym roku odeszło wielu mniej lub bardziej znanych ludzi sportu. Wspomnimy tego, który sport uprawiał co najwyżej amatorsko, za to został wyróżniony wszelkimi nagrodami, jakie może uzyskać dziennikarz. 27 stycznia minie rok od śmierci Macieja Petruczenki, wybitnego publicysty „Przeglądu Sportowego”. Przybliżał ludziom sport przez ponad 50 lat. Napisał tysiące tekstów, m.in. na temat ukochanej lekkiej atletyki, o której wiedział dosłownie wszystko.
Po przejściu na emeryturę nie zawiesił pióra na „kołku” – bacznie śledził wydarzenia i publikował na łamach „PS”. Jeszcze kilka tygodni przed śmiercią wodził rej na Balu Mistrzów Sportu w hotelu DoubleTree by Hilton. Ostatni tekst napisał (i wysłał do redakcji) w dniu, w którym karetka zabrała go do szpitala. Miał 78 lat.
Rocznica to dopiero będzie
2025 rok nie stanowił okazji do świętowania okrągłych rocznic największych sukcesów polskiego sportu, choć warto wspomnieć, iż 10 września minęło 50 lat od chwili, gdy piłkarska reprezentacja pod wodzą Kazimierza Górskiego pokonała na Stadionie Śląskim Holandię 4-1. Działo się to na Stadionie Śląskim w ramach eliminacji do ME, a ekipie „Pomarańczowych” nie pomógł choćby „Boski Johan” Cruijff.
Jeśli jednak ktoś lubi jubileusze i rocznice, niech się szykuje na tegoroczne lato. 30 lipca minie dokładnie pół wieku od olimpijskiego triumfu reprezentacji siatkarzy w Montrealu. W Polsce był już późny wieczór (21.30), gdy drużyna pod wodzą legendarnego Huberta Wagnera stanęła do walki z faworyzowanym Związkiem Radzieckim. Po blisko trzech godzinach morderczej walki Biało-Czerwoni wygrali 3:2. W historii polskich gier halowych to absolutnie mecz nr 1. Będzie co wspominać.
Tomasz Ryzner














