Rolnicy mają protestować w Bydgoszczy. Sąd podtrzymał decyzję prezydenta o zakazie wjazdu ciągników

4 dni temu

Sąd Okręgowy w Bydgoszczy utrzymał w mocy zakaz prezydenta miasta o zakazie wjazdu ciągników do miasta 8 stycznia, tj. w dniu planowanego protestu rolników. Przedstawiciele protestujących złożyli apelację do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, ale ta – jak słyszymy – nie została jeszcze rozpatrzona.

Jak informowaliśmy, na czwartek, 8 stycznia rolnicy zaplanowali duży protest w Bydgoszczy. Do miasta, m.in. od strony Ronda Grunwaldzkiego, ale także Ronda Jagiellonów i Ronda Bernardyńskiego miała wjechać kawalkada ciągników (nieoficjalnie była mowa o około 150 pojazdach), a protest planowany jest przed Kujawsko-Pomorskim Urzędem Wojewódzkim.

Bruski wydał zakaz wjazdu ciągników. Przedstawiciel rolników: nie protestujemy dla awantury

Poprzednie protesty rolników w Bydgoszczy nie należały do spokojnych, wystarczy wspomnieć choćby ubiegłoroczny protest, kiedy to na parkingu przed KPUW zapłonęło siano oraz flaga Unii Europejskiej, a wejścia do urzędu musieli pilnować policjanci, którzy w pewnym momencie zmuszeni byli użyć gazu łzawiącego dla uspokojenia sytuacji.

Prezydent Rafał Bruski gwałtownie wydał decyzję o zakazie wjazdu ciągników do miasta 8 stycznia i zaparkowaniu ich na jezdni przy ul. Jagiellońskiej, m.in. tuż przy Urzędzie Wojewódzkim. Bruski podparł się opiniami m.in. przedstawicieli służb, którzy wprost mieli – jak pisze Gazeta Wyborcza Bydgoszcz – przekazać, iż gdyby zgoda została udzielona, to dojdzie do paraliżu komunikacyjnego w mieście, a organizatorzy mogliby nie spełnić wymagań bezpieczeństwa.

Zakaz wydany przez prezydenta miasta zdenerwował przedstawicieli środowisk rolniczych, którzy gwałtownie skierowali do Sądu Okręgowego w Bydgoszczy zażalenie na tę decyzję. W sobotę, 3 stycznia wieczorem, sąd w całości jednak podzielił argumentację włodarza Bydgoszczy. – Odwołanie złożone przez rolników zostało oddalone – przekazuje rzecznik prasowa Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Bydgoszczy Karolina Halagiera. Jednak przedstawiciele rolników nie złożyli broni i skierowali odwołanie do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku. I tu zaczęły się schody, bo – jak relacjonuje reprezentant protestujących rolników Jan Kaźmierczak – gdański sąd nie zdążył rozpatrzyć tego odwołania w ciągu 24 godzin, czego wymaga ustawa o zgromadzeniach. – W 24 godziny od naszego zażalenia powinna się odbyć rozprawa, tj. do godziny 2:03 dzisiaj (5.01) rano – mówi Kaźmierczak w nagraniu w mediach społecznościowych i dodaje, iż strona rolnicza nie otrzymała z gdańskiego sądu żadnej informacji dotyczącej rozstrzygnięcia w tej sprawie, ani wieści o ewentualnym terminie posiedzenia.

Przypomnijmy, iż wojewoda Michał Sztybel podtrzymał deklarację, iż przestrzeń przed Kujawsko-Pomorskim Urzędem Wojewódzkim będzie 8 stycznia do dyspozycji rolników, o ile ci zdecydują się na protest (ten planowany był na godziny 11:00 – 20:00).

Wracamy na chwilę jeszcze do Kaźmierczaka, który w obszernym wpisie wyjaśnia przyczyny i powody protestu. – Zależy nam tylko na proteście rolników 8 stycznia. Chodzi o nagłośnienie maksymalne spraw niszczących gospodarkę – pisze i wyjaśnia, dlaczego protest planowany jest na ten dzień. – Ponieważ kolejny termin podpisania umowy z krajami Mercosur zaplanowany jest na 12 stycznia w Paragwaju, co interesujące jeszcze przed posiedzeniem Parlamentu Europejskiego, które ma się odbyć 19.01. – dodaje.

Nie protestujemy dla awantury. Protestujemy, bo walczymy o przetrwanie dla polskich gospodarstw, bo bez rolnika nie ma bezpieczeństwa żywnościowego, bo bez głosu obywateli nie ma demokracji

– pisze na koniec przedstawiciel protestujących rolników.

Idź do oryginalnego materiału