Rolnicy z Opolszczyzny apelują do Tuska. Susza uderza w polską żywność

dzienniknarodowy.pl 4 godzin temu
Zdjęcie: Rolnicy z Opolszczyzny apelują do Tuska. Susza uderza w polską żywność


Opolscy rolnicy chcą ogłoszenia stanu klęski żywiołowej na terenach dotkniętych długimi upałami i brakiem opadów. W tle są wyschnięte pola, słabo zaziarniona kukurydza i pytanie, czy państwo potrafi bronić własnej produkcji żywności wtedy, gdy gospodarstwa rodzinne zostają same z rachunkami.

Apel z Opolszczyzny

Samorząd Rolniczy Województwa Opolskiego zwrócił się do premiera Donalda Tuska o działania zmierzające do ogłoszenia stanu klęski żywiołowej na terenach dotkniętych skutkami długotrwałych upałów. Jak relacjonują branżowe media, Izba Rolnicza w Opolu wskazuje na gwałtowne przesuszenie gleb, zahamowanie wegetacji i straty w produkcji rolnej. To nie jest zwykły spór o dopłaty. To pytanie o bezpieczeństwo żywnościowe państwa.

Rolnicy wymieniają uprawy, które najmocniej dostały od pogody: kukurydzę, zboża, rzepak, ziemniaki, buraki cukrowe, warzywa, owoce i rośliny pastewne. Straty w paszach uderzają też w hodowców, bo bez własnej bazy paszowej rosną koszty utrzymania zwierząt. W takim układzie problem gwałtownie wychodzi poza jedno gospodarstwo. Uderza w ceny, przetwórstwo i odporność polskiej wsi.

Kukurydza wysycha choćby na dobrej ziemi

Najmocniej działa konkret z pola. Tygodnik Poradnik Rolniczy opisał relację rolnika z powiatu brzeskiego w województwie opolskim, który pokazywał kukurydzę rosnącą na glebie pierwszej klasy. Mówił, iż deszcze nie padały od czerwca, a druga fala upałów przyniosła temperatury sięgające 40 stopni Celsjusza. Część kolb była słabo zaziarniona, a rośliny nie wykorzystały potencjału mimo bardzo dobrej ziemi.

To ważne, bo polskiej wsi nie niszczy sama pogoda. Niszczy ją także układ kosztów. Nasiona, nawozy, paliwo, środki ochrony roślin i praca zostały już opłacone, a plon może nie pokryć nakładów. Kiedy gospodarstwo wpada w taki dołek, nie da się go odbudować konferencją prasową. Potrzebne są decyzje, które chronią krajową produkcję, zanim lukę wypełni import.

Państwo musi widzieć produkcję i procedurę

Izba Rolnicza argumentuje, iż sytuacja spełnia przesłanki z ustawy z 18 kwietnia 2002 r. o stanie klęski żywiołowej, która w katalogu katastrof naturalnych obejmuje między innymi długotrwałe występowanie ekstremalnych temperatur. Samo ogłoszenie stanu klęski nie rozwiąże jednak wszystkiego. Branża wskazuje na lukę w przepisach dotyczących szacowania szkód, bo wysokie temperatury nie zawsze przekładają się w prosty sposób na mechanizmy pomocy.

IGRIT przypomina, iż Krajowa Rada Izb Rolniczych już 30 czerwca pisała do ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego o zmianę zasad, aby poszkodowani rolnicy mogli korzystać z dostępnych środków. To sedno sprawy. o ile państwo mówi rolnikowi, iż ma zgłosić szkodę, ale system nie widzi realnej przyczyny strat, to procedura staje się zasłoną, a nie pomocą.

Susza to rachunek w sklepie

Oficjalny System Monitoringu Suszy Rolniczej IUNG-PIB obejmował w ostatniej analizie okres od 21 marca do 31 lipca 2026 r. i zapowiadał dalsze uszczegóławianie raportów. Dane z monitoringu nie są abstrakcją dla ekspertów. To wstęp do późniejszych cen żywności, presji na hodowlę i kłopotów małych gospodarstw, o czym pisaliśmy już przy temacie jesiennych cen w polskich sklepach.

Właśnie dlatego państwo nie może traktować wsi jak petenta stojącego w kolejce po łaskę. Polska potrzebuje rolnictwa nie jako dekoracji do dożynek, ale jako realnego filaru suwerenności gospodarczej. Gdy krajowa produkcja słabnie, rośnie zależność od zewnętrznych dostawców, a obywatel płaci więcej za podstawowe produkty.

Gospodarstwa rodzinne są częścią bezpieczeństwa

Opolscy rolnicy oczekują decyzji o stanie klęski żywiołowej, programu pomocy dla gospodarstw rodzinnych, instrumentów utrzymania płynności finansowej i wsparcia odbudowy potencjału produkcyjnego. Ten postulat jest racjonalny. Gospodarstwo rolne nie działa w rytmie jednego przelewu. jeżeli zabraknie środków na kolejny sezon, szkoda z jednego lata może ciągnąć się latami.

W tle jest też hodowla. Mniejsza baza paszowa oznacza droższe utrzymanie zwierząt, a to może przełożyć się na rynek mięsa i mleka. DN pisał niedawno, iż ceny wołowiny w UE pozostają pod presją mniejszego pogłowia. Każdy dodatkowy cios w krajową produkcję tylko wzmacnia ten problem.

Rząd powinien odpowiedzieć gwałtownie i konkretnie. Nie dla efektu politycznego. Dla polskich rodzin, które chcą kupować żywność z polskiej ziemi, i dla rolników, którzy tę żywność produkują mimo kosztów, ryzyka i coraz mniej przewidywalnej pogody. o ile interes narodowy ma coś znaczyć, zaczyna się właśnie tutaj: na polu, w gospodarstwie i przy rachunku za chleb.

Źródło: Tygodnik Poradnik Rolniczy, WP Finanse, IGRIT, IUNG-PIB.

Idź do oryginalnego materiału