Rower a sprawa małoPolska. (Nie)Polityczny Kraków

1 godzina temu

Co mamy dostać od naszych władz? Konkretnie od samorządu. Różne rzeczy-szkoły, czyste ulice, odbiór odpadów, dostarczanie wody, itp. Ale czasy się zmieniają i potrzeby ludzi też. I wiecie Państwo, iż nasi włodarze choćby czasem to widzą?

Nie żeby były całe naręcza przykładów wychodzenia samorządowców naprzeciw zbiorowych potrzeb społecznych, ale są takie, które są na tyle budujące, iż warto im poświęcić długoweekendowy felieton, który inaczej niż zwykle nie będzie (nie)polityczny, tylko niepolityczny.

Jednym z zadań, które samorządowi włodarze wykonują na naszą rzecz, jest dbałość o transport zbiorowy, który czy to w samorządach dużych, czy małych, stanowi istotne źródło problemów. Kto ma pieniądze organizuje transport zbiorowy, kto nie ma, ten niestety nie organizuje. Jednak, zwłaszcza w dużych miastach, ludzie coraz częściej odchodzą od środków transportu nie najtańszych i zawodnych, bo stojących w korkach. Na zasadzie przeciwieństw, pojawia się więc coś tańszego i w dodatku nie stojącego w korkach. Rower.

W przeszłości rower miał każdy, każdy jeździł kiedy potrzebował, ale za istotny środek komunikacji czy odpoczynku go nie uważał. Jednak, filozoficznie rzecz ujmując, kiedyś było kiedyś, a teraz jest teraz. Teraz ludzie wsiadają na rowery i jadą nimi do pracy, albo wypoczywają jadąc. I tu część najbardziej szokująca- nasi włodarze to widzą i wyciągają z tego wnioski.

Małopolskie gminy (zresztą nie tylko małopolskie) coraz gęściej pokrywa sieć ścieżek rowerowych, na których, zwłaszcza w pogodne weekendy, robi się tłoczno od chętnych do korzystania z nich. Najwięcej buduje oczywiście Kraków, w którym środowisko rowerowe jest na tyle duże i prężne, iż nie może zostać niezauważone przez polityków, którzy widzą w nim spory rezerwuar głosów. Ostatnio można choćby przeczytać w mediach, iż samorząd miejski wyasygnował kolejne 5 milionów złotych na budowę i modernizację ścieżek rowerowych w mieście. Chwalebne i prawdopodobnie w ogóle nie związane ze zbliżającym się referendum.

Ścieżki buduje też samorząd województwa, który słusznie widzi w nich źródło napędzania turystyki tam, gdzie jeszcze jej nie ma, albo jest jej mało. I jak na władzę publiczną w Polsce, robi to całkiem sprytnie. Sieć tras rowerowych wyrasta wzdłuż największych małopolskich rzek, a dojazd do nich umożliwiają składy Kolei Małopolskich, a więc spółki marszałka województwa. Składy te mają miejsca przeznaczone na rowery, więc taki rowerzysta może wsiąść sobie w pociąg w Krakowie, pojechać nim pod Oświęcim, czy Tarnów, a potem wrócić na rowerze. Albo odwrotnie.

Wspomniana sieć tras wzdłuż najdłuższych małopolskich rzek od lat imponująco wygląda na mapach, ale coraz lepiej prezentuje się również w praktyce. Trasa VeloDunajec jest gotowa od Zakopanego prawie po Tarnów, z wyłączeniem skomplikowanego technicznie i własnościowo odcinka nad Jeziorem Rożnowskim. Coraz szybciej rozbudowuje się też VeloSkawa- kiedyś funkcjonująca miejscami w okolicach Wadowic, ale od kilku tygodni otwarty jest też dwudziestokilometrowy odcinek od Podolsza w gminie Zator do Kanału Łączańskiego w stronę Skawiny. Tylko wsiąść do pociągu z Krakowa do Zatora i jechać ku południowym rubieżom Krakowa. Tu można się jednak przeliczyć, bo miejsca dla rowerzystów, choć w wagonach są, to jednak chętnych jest znacznie więcej niż tych miejsc. Tras, które występują bardziej na papierze niż w rzeczywistości, też jeszcze całkiem sporo. Jednak tą razą (jak jeszcze ciągle mawiają w Krakowie), nie będziemy na włodarzy narzekać, bo widzą zapotrzebowanie, ale i potencjał.

Dziś nie będziemy oceniać, który z tych czynników jest dla nich przeważający. Majówka otwiera sezon rowerowy, a pomysłów i możliwości, by go zainaugurować w Małopolsce ,jest szczęśliwie całkiem sporo. Jak nie w ten weekend, to w następny. Podobno maj w Krakowie zapowiada się w tym roku wyjątkowo gorąco.

Jakub Olech, politolog, wykładowca akademicki, Krakowianin z importu, obserwator (bliższy) i uczestnik (dalszy) życia miasta i regionu.

Idź do oryginalnego materiału