Rowerem do centrum? Oczywiście — pod warunkiem, iż masz pług albo nerwy ze stali

9 godzin temu

Miasto Katowice od lat zachęca mieszkańców, by zostawiali auta poza centrum, korzystali z transportu publicznego i przesiadali się na rowery. Problem w tym, iż zimą ta „ekologiczna alternatywa” bywa traktowana jak dodatek, o którym łatwo zapomnieć. Dzisiaj, po dwóch dniach opadów śniegu, na ul. Korfantego w samym sercu miasta odśnieżono chodnik, ale ścieżka rowerowa została pod warstwą śniegu i błota pośniegowego.

Katowice lubią mówić o ograniczaniu ruchu samochodowego w centrum. Powstają centra przesiadkowe, w komunikatach pojawiają się hasła o wygodnym transporcie publicznym, a rower ma być „zieloną” odpowiedzią na korki i smog. Brzmi dobrze — do momentu, kiedy przychodzi zima i okazuje się, iż rowerzysta w miejskiej hierarchii potrzeb jest gdzieś między „może się uda” a „jakoś to będzie”.

Korfantego: chodnik odśnieżony, rower… niech kombinuje

Na zdjęciu z ul. Korfantego widać prosty podział ról. Chodnik jest odśnieżony i przejezdny. Obok — ścieżka rowerowa, która po opadach zamieniła się w pas śniegu i brudnej brei. Efekt? jeżeli ktoś chce przejechać przez centrum na dwóch kółkach, ma w praktyce trzy opcje — każda średnio rozsądna.

Opcja pierwsza: jechać jezdnią. Tyle iż zimą oznacza to nie tylko bliskość aut, ale też ryzyko opryskania błotem pośniegowym i jazdę w warunkach, które wcale nie zachęcają do „rowerowej rewolucji”.

Opcja druga: jechać po nieodśnieżonej ścieżce. Czyli po śniegu i koleinach, które potrafią być realnym zagrożeniem — zwłaszcza dla mniej doświadczonych rowerzystów.

Opcja trzecia: uciec na chodnik. I tu zaczyna się problem, bo to nie tylko niebezpieczne dla pieszych, ale też prosta droga do niepotrzebnych antagonizmów: jedni mają pretensje, iż ktoś „pcha się rowerem między ludzi”, drudzy — iż miasto zostawiło im wybór między ryzykiem a konfliktem.

Kilka dni temu zwracaliśmy uwagę na fatalny stan ścieżki rowerowej przy ul. Pańki, gdzie nawierzchnia ma zagrażać bezpieczeństwu rowerzystów. Teraz dochodzi kolejny przykład: zimowe utrzymanie tras w centrum, które wygląda tak, jakby infrastruktura rowerowa była ważna… dopóki nie trzeba o nią realnie zadbać.

Jeśli rower ma być alternatywą, musi być przejezdny — także w lutym

Nie chodzi o to, by zimą utrzymywać każdą alejkę w standardzie toru kolarskiego. Chodzi o podstawową konsekwencję: skoro miasto zachęca do roweru, to główne ciągi rowerowe — szczególnie w centrum — powinny być odśnieżane równolegle z chodnikami. Inaczej to nie jest żadna zachęta, tylko komunikat w stylu: „możecie jeździć, ale na własne ryzyko”.

W praktyce wystarczyłoby:

  • ustalić priorytetowe trasy rowerowe w centrum i pilnować ich odśnieżania,
  • zgrać działania tak, by ścieżka nie była „ostatnim punktem na liście”,
  • jasno komunikować standardy utrzymania i reagować na zgłoszenia mieszkańców.

Bo jeżeli zimą ścieżka rowerowa znika pod śniegiem, to cała opowieść o „rowerze jako alternatywie dla samochodu” staje się po prostu sezonowa. A transport w mieście raczej nie powinien działać tylko od kwietnia do października.

Idź do oryginalnego materiału