
„Co to by było, gdybyśmy zgadzali się ze sobą we wszystkim? Nuda” – śmieją się moi rozmówcy, Anna Kolomieitseva i Konstanty Kuromski z Międzynarodowej Fundacji Pomocy i Rozwoju, w której spotykają się różne charaktery, zdania i pomysły, co raz kończy się dyskusją, innym razem sporem, ale zawsze prowadzi do działania na rzecz innych. Tak młodzi ludzie ze Świdnika uczą się współpracy, odpowiedzialności i tego, iż pomaganie może być jednocześnie świetną szkołą życia. Przy okazji udowadniają, iż nie trzeba czekać na dorosłość, żeby zacząć zmieniać swoje najbliższe otoczenie.

– Świat, a przynajmniej jego lokalna, świdnicka część, usłyszał o Waszej fundacji 2 lata temu. Przypomnijcie jakie cele jej przyświecają i czy od początku miała mieć międzynarodowy charakter?
Konstanty Kuromski, pomysłodawca i, jak na razie, nieoficjalny szef fundacji: – Do Krajowego Rejestru Sądowego została wpisana 6 sierpnia 2024 roku. Powstała, żeby wspierać interesujące inicjatywy oraz tych, którzy tego wsparcia potrzebują, ale też aktywizować młodych ludzi. Od razu założyliśmy, iż będzie międzynarodowa. Na razie jesteśmy na etapie zdobywania doświadczenia umożliwiającego, na przykład, start w konkursach na międzynarodowe projekty.
Anna Kolomieitseva dołączyła do organizacji w styczniu 2025 roku: – Byłam wtedy na etapie poszukiwania siebie i poczułam, iż fundacja jest miejscem, w którym mogę robić to, co lubię, w którym ludzie mnie słyszą i wspierają. Zostałam i działam. Poprzez inicjatywy społeczne czy kulturalne próbujemy dotrzeć do różnych grup. Wsłuchujemy się w głosy mieszkańców i staramy się zaoferować to, czego potrzebują.
– Ile osób z Wami działa? Czy każdy ma swój obszar, za który jest odpowiedzialny?
K.K.: – w tej chwili fundacja liczy 27 osób. Z każdej świdnickiej szkoły mamy przynajmniej jednego wolontariusza. Nie organizujemy regularnych zebrań, spotykamy się, kiedy jest potrzeba. Wśród nas jest kilku maturzystów, więc rozumiemy i szanujemy to, iż nie zawsze mają czas na większe zaangażowanie się.
A.K.: – Działamy razem. jeżeli ktoś przychodzi z pomysłem, siadamy czy piszemy na grupie, iż będziemy coś robić i dołącza, kto może. Bez presji. Z przymusu nie byłaby to taka fajna praca. Po prostu trzeba to czuć i robić z własnej woli.
– Która z dotychczasowych inicjatyw, a było ich naprawdę wiele, wymieniając choćby prelekcje na temat zakładania organizacji pozarządowych, akcje na rzecz zwierząt czy promujące wolontariat, cykl „Spotkania z ciekawym człowiekiem” oraz projekty „Integracja bez Barier” i „Polska nasza sprawa”, była dla Was najtrudniejsza?
K.K.: – Moim zdaniem „Integracja bez Barier”. Dużo czasu zajęło dotarcie do szkół, spotkania z ich władzami czy koordynatorami wyznaczonymi do projektu. Druga rzecz, iż w pewnym momencie otrzymaliśmy dofinansowanie z Narodowego Instytutu Wolności i, oprócz działań czysto projektowych, musieliśmy wszystko dokładnie rozliczyć.
A.K.: – Cykl spotkań z ciekawymi ludźmi też był trudny. Po pewnym czasie pomysły się kończyły, a finanse nie pozwalały na zaproszenie jakiejś gwiazdy. Nigdy nie mieliśmy pewności, jak liczna będzie publiczność i czy w ogóle ktoś się pojawi. Był również okres, iż spotkania odbywały się co miesiąc i wtedy bardzo intensywnie pracowaliśmy.
K.K.: – Nie chcieliśmy organizować spotkań tylko po to, żeby odhaczyć kolejny punkt i pokazać fundację. Zależało nam na odbiorcach. Zdradzę, iż między mną a Anką dochodziło do różnych spięć, jeżeli chodzi o zapraszanych gości. Czasami jej podobał się zupełnie ktoś inny niż mnie…
A.K.: – Wyjaśnię, iż między nami cały czas są spięcia, ale one prowadzą do czegoś dobrego. Konstanty ma pomysł, ja mam inny. Nela, Adam, jeszcze któryś kolega lub koleżanka widzi to zupełnie inaczej. Kłócąc się i dyskutując, dochodzimy do wniosku, iż łącząc te wszystkie zdania i pomysły, możemy zrobić coś lepszego.
K.K.: – kooperacja jest lepsza i ciekawsza, kiedy iskrzy…
A.K.: – Co to by było, gdybyśmy zgadzali się we wszystkim z Konstantym? Nuda (śmiech).
– Z jakiego projektu jesteście więc najbardziej zadowoleni?
K.K.: – Z „Integracji bez Barier” (śmiech). Przez okres dofinansowania byłem koordynatorem tego projektu i to naprawdę był intensywny czas…
A.K.: – …ale zarazem fajny, bo dawał nam energię i poczucie satysfakcji. Było zmęczenie, ale takie przyjemne.
K.K.: – Motywacji nie dawały nam pieniądze i to, iż jeżeli coś zepsujemy, będziemy musieli je zwrócić, tylko to, iż dzięki nim mamy szansę działania. Cieszymy się, iż możemy spotykać się z uczniami Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego, podopiecznymi świdnickiego Koła Polskiego Stowarzyszenia Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną czy młodzieżą ze szkół. Jest to dla nas niezwykle cenne doświadczenie, bo rozmawiamy z różnymi osobami, wiele się od nich dowiadujemy i uczymy.
A.K.: – Cykl z ciekawym człowiekiem też jest wysoko na liście. Do tej pory ludzie do nas podchodzą i gratulują, przypominają, że, na przykład, spotkania z agentem Jarosławem Pieczonką czy ks. Damianem Dorotem były naprawdę niezłe.
– Na jakie wydarzenia fundacja zaprosi w tym roku? Będziecie kontynuować poprzednie działania czy planujecie coś nowego?
A.K.: – Odbiorcy potrzebują zmian, my również. Na razie zaprzestajemy więc „Spotkań z ciekawym człowiekiem”, ale nie oznacza to, iż nie pojawią się u nas interesujący goście. Natomiast najbliższe wydarzenie to moja inicjatywa, bo kocham taniec. Tak bardzo chcę je zrobić, iż jestem w stanie wziąć na siebie całą jego organizację (śmiech). 14 listopada w Miejskim Ośrodku Kultury odbędzie się przegląd „Roztańczony Świdnik”. Zapraszam wszystkie świdnickie zespoły – z przedszkoli, szkół czy działające w różnych instytucjach, a także osoby indywidualne. Wiek nie ma znaczenia. Zgłoszenia przyjmujemy do 25 października. Uważam, iż nasze miasto jest bardzo roztańczone, każda grupa czy solista ma swój niepowtarzalny styl. Kręci mnie, iż możemy to pokazać. To też kolejna rzecz, która przyciągnęła mnie do fundacji. Mogę tu rozwijać swoje pasje i przekazywać je innym.
K.K.: – W wakacje uczestniczyliśmy w spotkaniu dla dyrektorów świdnickich placówek oświatowych i zaproponowaliśmy im plan współpracy, który przyjęły prawie wszystkie szkoły i wszystkie przedszkola oraz żłobek. Są trzy warianty. Pierwsza propozycja to „Integracja bez Barier”. Chcą w niej uczestniczyć wszystkie placówki. Druga to program „Działajmy”, w ramach którego zaplanowaliśmy, między innymi, panel dyskusyjny oraz prawdopodobnie debatę dla uczniów w formacie oksfordzkim. Tu chęć wyraziły wszystkie szkoły. Trzecią rzeczą, jakiej jeszcze nie było i przez cały czas czekamy na decyzję z KRS, jest 1,5% podatku. Zgodziły się dwie szkoły, przedszkola i żłobek, za co jestem bardzo wdzięczny. jeżeli uda się to zrealizować, część zebranych pieniędzy zostanie przekazana na potrzeby tych placówek. Dodam jeszcze, iż „Integracja bez Barier” czy „Działajmy” przeznaczone są dla starszych uczniów, natomiast przedszkolom proponujemy na przykład pomoc przy organizacji festynów czy akcje czytania dzieciom. Chcemy być części lokalnej społeczności, również najmłodszej.
– Często zapraszacie młodych ludzi do włączenia się w Wasze działania. Jak ich zachęcacie do angażowania się w długofalowe projekty a nie tylko jednorazowe akcje?
A.K.: – Opowiadamy o tym, co robimy i na swoim przykładzie staramy się pokazać, iż naprawdę warto się angażować i iż to procentuje. W pewnym momencie staje się częścią życia, bez której już sobie tego życia nie wyobrażamy. To po prostu uzależnia. A najważniejsza w tym wszystkim jest chęć działania.
– Współpracujecie nie tylko z rówieśnikami.
K.K.: – Wiele projektów nie miałoby racji bytu, gdyby nie wparcie pana burmistrza Marcina Dmowskiego, jego zastępcy pani Bożeny Zapalskiej, dyrektorów szkół czy innych miejskich instytucji. Ta kooperacja zawsze bardzo dobrze się układa, za co dziękujemy. Wychodzimy też poza Świdnik. Przez chwilę mieliśmy spotkania w Chełmie, współpracowaliśmy z tamtejszym departamentem oświaty oraz byłą już wiceprezydent, panią Dorotą Cieślik. W Lublinie była to kooperacja z wydziałem oświaty i wychowania Urzędu Miasta na czele z panią dyrektor Iwoną Nowakowską. Stałym i nieodzownym partnerem jest Akademickie Liceum Mistrzostwa Sportowego w Lublinie, do którego uczęszczam.
– Czego nauczyła Was praca w fundacji i czy te doświadczenia przydają się Wam również w codziennym życiu, szkole, na studiach czy w relacjach z innymi ludźmi?
A.K.: – Dzięki fundacji na pewno nauczyłam się cierpliwości, a nigdy w życiu jej nie miałam. Potrafię też schować dumę i iść na kompromis. Generalnie kooperacja z ludźmi zmienia człowieka na lepsze. Różne umiejętności i wiedza zdobyte w szkole przydają się w fundacji, a doświadczenia wyniesione z działań fundacyjnych – w innych obszarach życia. To wszystko jest ze sobą powiązane i daje efekt „wow”.
K.K.: – Mnie nauczyła wspierać drugiego człowieka. Wcześniej moja empatia była chyba bardziej ukryta, teraz zdecydowanie się ujawniła.
– Jakie są Wasze marzenia i plany związane z dalszym rozwojem organizacji?
K.K.: – Jestem marzycielem, trochę tych pragnień mam. Chciałbym, żeby fundacja rzeczywiście zyskała zasięg przynajmniej europejski. Żebyśmy mogli polecieć na przykład do Hiszpanii i tam zrealizować jakiś projekt. Zależy mi, aby młodzież zobaczyła w nas organizację, która chce wspierać a nie tylko być. Bardzo ważne jest dla mnie również to, by 1,5% objęło wszystkie świdnickie placówki oświatowe i by ludzie zobaczyli, iż to ma sens, bo pieniądze są przeznaczone na potrzeby szkół.
A.K.: – Konstanty marzy, a ja raczej daję się zaskakiwać. I teraz właśnie jestem zaskoczona jego marzeniami (śmiech). Jestem osobą, która żyje tu i teraz, nie myślę o tym, co było i co będzie. Wolę działać. jeżeli mam możliwość coś zrobić, to po prostu to robię.
Agnieszka Wójcik-Skiba, fot. MFPiR

1 godzina temu












