Między miłością a codziennością
„Ranisz mnie, kiedy szydzisz z mojego taty. Niszczysz mnie, kiedy każesz wybierać”.
To słowa, które powinien przeczytać każdy rodzic przechodzący przez rozstanie.
Bo kiedy kończy się miłość między dwojgiem dorosłych ludzi, bardzo często zaczyna się wojna. Wojna, w której nie ma zwycięzców, ale są ofiary.
I niestety najczęściej są nimi dzieci.
Dzisiaj w cyklu „Między miłością a codziennością” chciałbym porozmawiać o czymś, co dotyczy tysięcy rodzin. O rozstaniu. O urazach, których nie potrafimy zostawić za sobą. O zemście, którą czasami mylimy ze sprawiedliwością.
I o tym, iż miłość może się skończyć. Ale szacunek do drugiego człowieka nie powinien kończyć się razem z nią.
Kiedyś przecież się kochaliście
Pamiętacie?
Był taki moment, kiedy nie mogliście doczekać się spotkania.
Kiedy telefon od tej drugiej osoby wywoływał uśmiech.
Kiedy planowaliście wspólne wakacje, mieszkanie, przyszłość.
Kiedy wierzyliście, iż właśnie z tym człowiekiem chcecie się zestarzeć.
Potem przyszło życie.
Rachunki. Zmęczenie. Nieporozumienia. Rozczarowania. Czasami zdrada. Czasami zwyczajna obojętność, która potrafi zabić uczucie skuteczniej niż największa kłótnia.
I pewnego dnia okazuje się, iż nie ma już czego ratować.
To się zdarza.
Ludzie się zmieniają. Uczucia również.
Nie każda miłość musi trwać do ostatniego oddechu, żeby była kiedyś prawdziwa.
Ale zastanawia mnie jedno.
Dlaczego tak wielu ludzi uważa, iż skoro przestali się kochać, muszą zacząć się nienawidzić?
Dlaczego człowiek, którego jeszcze niedawno nazywaliśmy najważniejszą osobą w życiu, nagle staje się największym wrogiem?
Czy naprawdę wszystkie dobre wspomnienia trzeba wyrzucić do kosza tylko dlatego, iż historia nie skończyła się tak, jak planowaliśmy?
Dziecko nie jest nagrodą za wygrany rozwód
Jest pewna granica, której moim zdaniem nie wolno przekraczać.
To moment, w którym dorośli zaczynają wykorzystywać dzieci do rozgrywania własnych konfliktów.
„Tata nas zostawił”.
„Mama zniszczyła nam rodzinę”.
„Gdyby ojciec naprawdę cię kochał, zachowywałby się inaczej”.
„Nie mów mamie, iż byliśmy razem”.
„Zdecyduj, z kim chcesz być”.
Z pozoru zwyczajne zdania wypowiadane w emocjach.
A przecież każde z nich może pozostawić w dziecku ślad na wiele lat.
Bo dziecko nie przestaje kochać ojca tylko dlatego, iż matka przestała go kochać.
I nie przestaje kochać matki dlatego, iż ojciec nie chce już z nią żyć.
Dziecko ma prawo kochać oboje rodziców. Bez poczucia winy. Bez konieczności tłumaczenia się z tej miłości. Bez obowiązku opowiadania się po którejkolwiek stronie.
Nie jest sędzią.
Nie jest mediatorem.
Nie jest powiernikiem dorosłych tajemnic.
A już na pewno nie jest narzędziem zemsty.
Czasami mam wrażenie, iż niektórzy rodzice tak bardzo chcą wygrać ze swoim byłym partnerem, iż przestają zauważać, co dzieje się z ich własnym dzieckiem.
I tu pojawia się pytanie.
Czy naprawdę można mówić, iż robi się wszystko dla dobra dziecka, a jednocześnie świadomie ranić człowieka, którego ono kocha?
Najdroższa zemsta świata
Znamy to wszyscy.
Ktoś odchodzi.
Ktoś zostaje.
Jedna osoba czuje ulgę, druga rozpacz.
Jedna zaczyna nowe życie, druga nie potrafi pogodzić się z tym, iż wspólna historia dobiegła końca.
Pojawia się żal.
Potem złość.
A czasami pragnienie odwetu.
Niech cierpi tak jak ja.
Niech zobaczy, co stracił.
Niech pożałuje.
To ludzkie emocje. Rozstanie potrafi boleć tak bardzo, iż trudno myśleć rozsądnie.
Ale emocja to jedno. Działanie to drugie.
Można czuć złość i nie krzywdzić.
Można być rozczarowanym i nie upokarzać.
Można nie chcieć już z kimś żyć, ale przez cały czas traktować go z elementarnym szacunkiem.
Problem zaczyna się wtedy, gdy złość staje się sposobem na życie.
Gdy każda rozmowa dotyczy przeszłości.
Gdy każde spotkanie kończy się wypominaniem dawnych win.
Gdy choćby po kilku latach wciąż próbujemy udowodnić, kto był gorszym partnerem.
Ile można?
Przecież życie nie zatrzymało się w dniu rozstania.
A jednak niektórzy właśnie tam zostają.
Na lata.
Z urazą, którą codziennie dokarmiają.
Z pretensjami, które znają już na pamięć.
Z przekonaniem, iż dopóki druga osoba nie poniesie odpowiedniej kary, nie wolno im zaznać spokoju.
Tylko iż w ten sposób sami sobie ten spokój odbierają.
Trzymanie urazy jest trochę jak nieustanne rozdrapywanie rany i dziwienie się, iż nie chce się zagoić.
Nie każdemu trzeba wybaczyć. Ale warto przestać żyć przeszłością
W tym miejscu muszę zaznaczyć coś bardzo ważnego.
Nie każde rozstanie wygląda tak samo.
Są związki, w których dochodziło do przemocy fizycznej, psychicznej, zastraszania czy poniżania.
Są sytuacje, w których bezpieczeństwo własne i dzieci wymaga zdecydowanego odcięcia się od drugiej osoby.
I wtedy nikt nie ma obowiązku utrzymywania bliskich relacji, wybaczania na żądanie czy udawania, iż nic się nie wydarzyło.
Szacunek do drugiego człowieka nie oznacza zgody na krzywdzenie.
Nie oznacza również, iż trzeba zapomnieć.
Można postawić granice.
Można dochodzić swoich praw.
Można ograniczyć kontakt do niezbędnego minimum.
A w sytuacjach zagrożenia bezpieczeństwo musi być ważniejsze niż próby zachowania pozorów dobrych relacji.
Ale tam, gdzie nie było przemocy, a dwoje ludzi po prostu przestało umieć ze sobą żyć, warto zadać sobie pytanie:
Po co ciągnąć tę wojnę?
Co adekwatnie chcemy wygrać?
I jaką cenę płacą za nią nasze dzieci?
Rozwód kończy małżeństwo. Nie kończy rodzicielstwa
To chyba najważniejsza rzecz, o której zapominamy.
Można przestać być mężem.
Można przestać być żoną.
Ale nie można przestać być matką czy ojcem.
Rodzicielstwo nie kończy się wraz z podpisaniem dokumentów rozwodowych.
Dziecko przez cały czas ma urodziny.
Nadal choruje.
Nadal potrzebuje pomocy przy lekcjach.
Nadal chce pochwalić się świadectwem, pierwszą miłością, sukcesem sportowym czy zwyczajnym rysunkiem.
I bardzo często chciałoby, żeby w tych chwilach obecni byli oboje rodzice.
Bez napięcia.
Bez złośliwych komentarzy.
Bez przewracania oczami.
Bez demonstracyjnego wychodzenia z pokoju.
Czy to naprawdę aż tak wiele?
Nie trzeba się przyjaźnić.
Nie trzeba razem spędzać świąt.
Nie trzeba udawać szczęśliwej rodziny.
Wystarczy nauczyć się współpracować.
Czasami powiedzieć zwyczajne „dzień dobry”.
Czasami ustąpić w drobnej sprawie.
Czasami ugryźć się w język, choć bardzo chciałoby się powiedzieć coś przykrego.
Bo dojrzałość nie polega na tym, iż nie czujemy złości. Polega na tym, iż nie pozwalamy jej kierować każdą naszą decyzją.
Dzieci zapamiętują więcej, niż nam się wydaje
Dziecko może nie rozumieć, dlaczego rodzice się rozstali.
Może nie znać powodów konfliktu.
Może nie wiedzieć, kto kogo zawiódł.
Ale doskonale wyczuwa atmosferę.
Słyszy ton głosu.
Widzi pogardliwe spojrzenia.
Zauważa, kiedy mama milknie na dźwięk imienia taty.
I kiedy tata złości się na samą wzmiankę o mamie.
A potem zaczyna uważać na każde słowo.
Nie opowiada mamie, jak dobrze bawiło się z tatą, żeby nie sprawić jej przykrości.
Nie mówi tacie, iż tęskniło za mamą, żeby go nie zdenerwować.
Uczy się ukrywać własną radość.
Wyobraźcie sobie przez chwilę, jakie to musi być trudne.
Mieć kilka czy kilkanaście lat i czuć się odpowiedzialnym za emocje dorosłych.
To nie dziecko powinno chronić rodziców przed ich uczuciami.
To rodzice powinni chronić dziecko przed swoim konfliktem.
Nie musicie się już kochać
Naprawdę.
Nie musicie.
Nie musicie wracać do siebie.
Nie musicie udowadniać światu, iż wszystko jest w porządku.
Nie musicie choćby darzyć się sympatią.
Ale jeżeli macie wspólne dzieci, spróbujcie zachować coś, co powinno przetrwać choćby największe rozczarowanie.
Przyzwoitość.
Nie opowiadajcie dzieciom o intymnych szczegółach waszego rozstania.
Nie każcie im wybierać.
Nie wykorzystujcie spotkań z dzieckiem do karania byłego partnera.
Nie zmuszajcie ich do przekazywania wiadomości, których sami nie chcecie sobie powiedzieć.
Nie każcie im płacić za wasze błędy.
I przede wszystkim nie próbujcie wymazać drugiego rodzica z ich życia tylko dlatego, iż nie chcecie go już we własnym.
Oczywiście pod warunkiem, iż kontakt z nim jest dla dziecka bezpieczny.
Bo dziecko nie jest połową mamy i połową taty, którą można podzielić przy rozwodzie.
Jest osobnym człowiekiem.
Z własnymi uczuciami.
Z własnymi potrzebami.
I z prawem do szczęśliwego dzieciństwa.
A może największym dowodem miłości jest czasem sposób, w jaki się rozstajemy?
Na początku związku każdy potrafi być czuły.
Kwiaty. Kolacje. Wiadomości. Obietnice.
Prawdziwy charakter człowieka poznajemy jednak nie tylko wtedy, gdy wszystko układa się dobrze.
Czasami poznajemy go dopiero wtedy, gdy coś się kończy.
Kiedy trzeba odejść bez poniżania.
Kiedy trzeba pogodzić się z czyjąś decyzją.
Kiedy trzeba zaakceptować, iż ktoś nie chce już z nami dzielić życia.
Kiedy trzeba przedłożyć spokój dziecka nad własną dumę.
To nie jest łatwe.
Ale może właśnie na tym polega dorosłość.
Na zrozumieniu, iż nie wszystko, co się kończy, musi kończyć się wojną.
Że można zamknąć pewien rozdział bez niszczenia wszystkich poprzednich.
Że wspólna historia, choćby jeżeli nie miała szczęśliwego zakończenia, nie musi zostać zamieniona w zbiór oskarżeń.
I iż czasami największym zwycięstwem jest po prostu przestać walczyć.
Nie dlatego, iż druga osoba miała rację.
Nie dlatego, iż zapomnieliśmy.
Ale dlatego, iż mamy przed sobą jeszcze kawał życia.
I szkoda byłoby przeżyć go z sercem pełnym nienawiści.
Na koniec chciałbym zwrócić się do wszystkich rodziców, którzy właśnie się rozstają.
Możecie mieć do siebie tysiąc pretensji.
Możecie nie chcieć już nigdy usiąść przy jednym stole.
Możecie uważać, iż druga osoba zmarnowała wam kilka czy kilkanaście lat życia.
Ale spójrzcie na swoje dziecko.
Ono nie wybrało waszego konfliktu.
Nie odpowiada za wasze błędy.
Nie musi wiedzieć, kto pierwszy przestał kochać.
I nie powinno każdego dnia udowadniać, którego z was kocha bardziej.
Bo najgorsze, co można zrobić dziecku podczas rozstania, to wmówić mu, iż kochając jednego rodzica, zdradza drugiego.
Miłość między dorosłymi czasami się kończy.
Ale miłość do dziecka powinna być większa niż wzajemne urazy.
I jeżeli naprawdę kochacie swoje dzieci, nie każcie im wybierać.
One nie potrzebują rodziców, którzy wygrają ze sobą wojnę.
Potrzebują rodziców, którzy dla ich dobra potrafią tę wojnę zakończyć.
A może właśnie to jest najtrudniejszy egzamin z miłości?
Nie umieć być razem.
Umieć rozstać się tak, żeby nie zniszczyć tych, którzy kochają nas oboje.
Między miłością a codziennością
Poniedziałkowy cykl felietonów o relacjach, emocjach i życiu, które nie zawsze układa się tak, jak planowaliśmy.







![„Moja Bezpieczna Przystań - Biblioteka”. W Ostrołęce wręczono nagrody w konkursie artystycznym [ZDJĘCIA]](https://www.eostroleka.pl/luba/dane/pliki/zdjecia/2026/dsc6274.jpg)





