
Grupa rowerzystów z Toronto stanęła w środę przed Sądem Apelacyjnym Ontario, broniąc wcześniejszego wyroku blokującego prowincyjny plan likwidacji trzech odcinków wydzielonych ścieżek rowerowych w mieście. Sprawa dotyczy planów rządu premiera Douga Forda, który chce usunąć łącznie 19 kilometrów chronionej infrastruktury rowerowej m.in. na Bloor Street, Yonge Street i University Avenue.
Rowerzyści – wśród nich kurier i student – argumentują, iż likwidacja oddzielonych pasów rowerowych stanowi zagrożenie dla ich bezpieczeństwa i narusza konstytucyjne prawo do ochrony życia i zdrowia. Sąd niższej instancji przyznał im rację w lipcu ubiegłego roku. Sędzia Paul Schabas uznał, iż prowincja forsowała projekt mimo opinii własnych doradców i ekspertów, według których plan nie zmniejszy korków, a może je choćby pogłębić.
W orzeczeniu podkreślono, iż usunięcie wydzielonych ścieżek doprowadziłoby do wzrostu liczby wypadków, obrażeń i ofiar śmiertelnych. Rząd, jak zauważył sąd, zabezpieczył się przed ewentualną odpowiedzialnością, wprowadzając do ustawy klauzulę immunitetu.
Dane miasta Toronto wskazują, iż ryzyko obrażeń rowerzystów na ulicach bez infrastruktury rowerowej jest choćby dziewięciokrotnie wyższe. W ciągu ostatniej dekady w Toronto zginęło 28 rowerzystów, a 380 zostało poważnie rannych – większość na drogach bez wydzielonych pasów.
W apelacji prowincja twierdzi, iż sąd niesłusznie objął ustawę kontrolą konstytucyjną. Doug Ford nazwał wcześniejsze orzeczenie „ideologicznym”, podkreślając, iż nie sprzeciwia się ścieżkom rowerowym, ale chce przenieść je z głównych arterii na boczne ulice.
Miasto Toronto deklaruje gotowość do kompromisu, ostrzegając jednocześnie, iż likwidacja infrastruktury może kosztować choćby 48 mln dolarów. Ostateczna decyzja Sądu Apelacyjnego może przesądzić o przyszłości rowerowej infrastruktury w metropolii.














