SCT: miażdżące zdanie odrębne sędziego Janusza Kasprzyckiego. „Uchwała powinna upaść w całości”

17 godzin temu

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie 14 stycznia 2026 r. rozpoznał skargę Wojewody Małopolskiego na uchwałę Rady Miasta Krakowa ustanawiającą Strefę Czystego Transportu (SCT). Skład orzekający pod przewodnictwem sędzi Ewy Michny (sprawozdawcy), z udziałem sędziów Janusza Kasprzyckiego i Marty Kisielowskiej, uznał nieważność tylko części przepisów uchwały, a w pozostałym zakresie skargę oddalił.

Jednak sędzia WSA Janusz Kasprzycki zgłosił obszerne zdanie odrębne – i wprost stwierdził, iż uchwała powinna zostać wyeliminowana z obrotu prawnego w całości. Jego argumentacja uderza w fundamenty dokumentu: sposób pisania prawa miejscowego, równe traktowanie kierowców, brak obowiązkowych elementów uchwały oraz tempo wprowadzania zmian.

Co dokładnie zakwestionował sąd

W wyroku WSA stwierdził nieważność wybranych fragmentów uchwały – m.in. dotyczących definicji „mieszkańca Krakowa” powiązanej z zameldowaniem, a także części zapisów odnoszących się do świadczeń zdrowotnych finansowanych ze środków publicznych. Reszta uchwały – w ocenie większości składu – pozostała w mocy.

To rozstrzygnięcie nie przekonało sędziego Kasprzyckiego. Jego zdaniem sąd powinien był pójść znacznie dalej.

„Cel słuszny, ale prawo nie może być arbitralne”

Sędzia Kasprzycki nie podważa samej idei ograniczania emisji i ochrony zdrowia. Podkreśla, iż życie i zdrowie są dobrem wspólnym, a cel SCT – ograniczenie negatywnego wpływu transportu na ludzi i środowisko – jest zrozumiały.

Jednocześnie zaznacza, iż choćby najlepszy cel nie usprawiedliwia rozwiązań, które – jego zdaniem – naruszają podstawowe standardy stanowienia prawa: brak arbitralności, rzetelność legislacji i poszanowanie zasad państwa prawa.

Najmocniejszy zarzut: miasto nie powinno tworzyć własnych definicji

Jednym z kluczowych punktów zdania odrębnego jest krytyka tzw. „słowniczka” w uchwale, czyli wprowadzenia przez Radę Miasta własnych definicji, takich jak m.in. „mieszkaniec Krakowa”, „placówka ochrony zdrowia” czy „opłata abonamentowa”.

W uproszczeniu: sędzia wskazuje, iż akt prawa miejscowego ma wykonywać ustawę, a nie budować własne pojęcia „obok” ustawowego porządku. jeżeli w przepisach państwowych pojęcia są zdefiniowane albo mają ugruntowane znaczenie, samorząd – bez wyraźnego upoważnienia – nie powinien nadawać im własnej treści. W przeciwnym razie powstaje ryzyko chaosu: to samo słowo znaczy co innego w różnych miejscach systemu prawa.

Sędzia zwraca też uwagę, iż samo „doprecyzowanie” nie zawsze jest zaletą. choćby powtarzanie definicji znanych z ustaw bywa uznawane za błąd legislacyjny, bo rodzi możliwość rozjazdów interpretacyjnych.

Równość i sprawiedliwość: „ta sama emisja, inne zasady”

Druga, bardzo ostra część zdania odrębnego dotyczy zasady równego traktowania. Sędzia Kasprzycki przytacza logikę: jeżeli dwa auta mają podobne parametry emisji i w podobny sposób wpływają na jakość powietrza, to ich właściciele – w świetle celu uchwały – powinni być traktowani podobnie.

Tymczasem, jak wskazuje, uchwała wprowadzała rozwiązania, które dawały uprzywilejowanie określonej grupie – w szczególności poprzez wyłączenia dla mieszkańców Krakowa (rozumianych według kryteriów przyjętych w uchwale) dotyczące aut niespełniających norm. To – w jego ocenie – prowadzi do sytuacji, w której o dopuszczalności wjazdu nie decyduje realny wpływ pojazdu na środowisko, ale status właściciela.

Sędzia idzie dalej: takie różnicowanie może mieć konsekwencje społeczne, bo tworzy podział nie tylko formalny, ale również ekonomiczny. jeżeli przepisy w praktyce zmuszają jednych do szybszej wymiany auta, a innych długotrwale z tego obowiązku zwalniają, to powstaje wrażenie systemu przywilejów – trudnego do pogodzenia z zasadą sprawiedliwości społecznej.

Brak obowiązkowego elementu: „organizacja ruchu” nie może kończyć się na znakach

Kolejny zarzut dotyczy obowiązku opisania „sposobu organizacji ruchu” w strefie. Sędzia Kasprzycki uznaje, iż sama informacja o oznakowaniu i ogólne stwierdzenia o umożliwieniu zawrócenia poza granicami strefy nie wypełniają tego wymogu.

W jego ocenie uchwała powinna zawierać konkretne, merytoryczne wskazania, które realnie opisują zasady poruszania się w strefie – a nie jedynie odesłanie do znaków i późniejszych działań organizacyjnych. Podkreśla różnicę między aktem tworzącym normy (uchwałą) a aktami wykonawczymi w praktyce (zatwierdzanie organizacji ruchu). Zdaniem sędziego tego nie da się „załatwić” później dokumentami technicznymi – uchwała ma sama w sobie zawierać rdzeń zasad.

Granice SCT: „swoboda to nie dowolność”

Sędzia Kasprzycki krytycznie odnosi się także do argumentu, iż rada miasta ma szeroką swobodę w wyznaczaniu granic strefy, a ocena celowości rozwiązań nie należy do sądu.

Jego stanowisko jest proste: swoboda nie oznacza dowolności. Skoro granice strefy mają być reakcją na realne przekroczenia zanieczyszczeń, to – w jego ocenie – uzasadnienie powinno być na tyle konkretne, by wykazać, dlaczego akurat taki obszar, a nie inny, został objęty ograniczeniami. W zdaniu odrębnym pojawia się wątek, iż przedstawione dane wskazywały na przekroczenia w bardzo ograniczonym obszarze, co jego zdaniem powinno uruchamiać bardziej wnikliwe uzasadnienie zakresu terytorialnego.

Vacatio legis i zaufanie: „za szybko, bez przekonującego wyjaśnienia”

W zdaniu odrębnym mocno wybrzmiewa także krytyka tempa wprowadzenia przepisów i skróconego vacatio legis (wejście w życie po 7 dniach od ogłoszenia). Sędzia podnosi, iż tak szybkie uruchomienie regulacji – zwłaszcza wpływającej na codzienną mobilność i wydatki mieszkańców – wymaga wyjątkowo klarownego uzasadnienia, którego w sprawie nie dostrzega.

W jego ocenie wchodzi tu w grę zasada zaufania obywatela do państwa i stanowionego prawa: reguły powinny być przewidywalne, stabilne i wprowadzane z rozsądnym wyprzedzeniem.

Konkluzja sędziego: uchwała do uchylenia w całości

Sędzia Kasprzycki wprost stwierdza, iż przy takiej liczbie wad – od konstrukcji przepisów, przez nierówne traktowanie, po brak obowiązkowych elementów i niewystarczające uzasadnienie kluczowych decyzji – uchwała powinna zostać uznana za nieważną w całości.

Zdanie odrębne jest więc nie tylko polemiką z drobnymi fragmentami uzasadnienia wyroku. To całościowa, konsekwentna krytyka sposobu, w jaki zaprojektowano i napisano regulację SCT: zbyt uznaniowo, zbyt selektywnie wobec adresatów i zbyt słabo uzasadnioną w częściach, które mają największy wpływ na mieszkańców i kierowców.

(AW)

Idź do oryginalnego materiału