Sergiusz Parszowski: musimy bardzo uważnie słuchać i czytać komunikaty dotyczące zagrożeń

10 godzin temu
Zdjęcie: 24.09.2026. Radio Kielce. Rozmowa Dnia. Na zdjęciu: Sergiusz Parszowski - prezes think tanku Obserwatorium Bezpieczeństwa / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce


– Musimy bardzo uważnie słuchać i czytać komunikaty, które otrzymujemy poprzez alerty RCB i aplikacje regionalnego systemu ostrzegania, czy też za pośrednictwem mediów. Nie możemy wpadać w panikę – podkreślił Sergiusz Parszowski, prezes think tanku Obserwatorium Bezpieczeństwa. Ekspert odniósł się do alertów, które otrzymują mieszkańcy przygranicznych, wschodnich województw, ale nie zawsze reagują w sposób adekwatny.

– o ile jest ten pierwszy komunikat, informujący wyłącznie o tym, iż na terytorium Ukrainy trwa zmasowany atak, to jesteśmy proszeni, by śledzić kolejne informacje. To jest wszystko, co powinniśmy w takiej sytuacji zrobić. Nie musimy nigdzie uciekać, biec, chować się. Możemy spokojnie kontynuować zadania, które realizowaliśmy, ale bądźmy wyczuleni na to, iż za chwilę, za pewien czas, może być kolejny komunikat, który nas zachęci do konkretnego działania lub, tak jak to było na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu będą nagle włączone syreny alarmowe i wtedy ten dźwięk będziemy utożsamiać z zagrożeniem z powietrza, ponieważ wcześniej dostaliśmy powiadomienie, iż atak jest prowadzony – wyjaśnił.

Oceniając komunikację rządu z obywatelami w kwestiach bezpieczeństwa ekspert stwierdził, iż w tej kwestii pozostało wiele do zrobienia.

– Do ideału administracja publiczna jeszcze dąży. Ewidentnie w pewnym momencie duży chaos do niej się wkradł. Niektóre instytucje uczą się „na żywym organizmie”. Ale widzimy też, iż Rządowe Centrum Bezpieczeństwa analizuje i monitoruje sytuację, wyciąga wnioski. Ostatnio zadeklarowało poprawę komunikatów i treści alertów RCB, chociażby ograniczając liczbę słów UWAGA. W sytuacji, gdy otrzymamy poprzedzony trzykrotnym słowem UWAGA komunikat, iż na Ukrainie trwa zmasowany atak, to może być on odebrany, jako zawołanie do nagłego działania, bo dzieje się coś nadzwyczajnego. Tymczasem była to tylko informacja, która miała przygotować na ewentualne kolejne komunikaty – powiedział.

Sergiusz Parszowski stwierdził, iż z nadzwyczajnymi sytuacjami często nie radzą sobie także samorządy na poziomie lokalnym. Muszą one jeszcze wykonać ogromną pracę na przykład w powiadamianiu o tym, iż woda jest niezdatna do picia albo zbliża się zagrożenie meteorologiczne lub też, iż doszło do poważnej awarii. Zaznaczył przy tym, iż ten stan się poprawia.

Ekspert wskazał również, jak powinniśmy się zachować, gdy usłyszymy alarm. jeżeli przebywamy w budynku to przede wszystkim musimy pozostać w nim, udać się na niższe kondygnacje.

– Pierwsza rzecz: jeżeli jest zagrożenie z powietrza, a my jesteśmy w budynku, zostajemy w tym budynku. Nie szukamy innego miejsca, nie przechodzimy kilkuset metrów z dziećmi, uczniami, przedszkolakami w poszukiwaniu schronienia. Wyjątkiem są obiekty, co do których konstrukcji stwierdzono, iż nie stanowi dostatecznego zabezpieczenia, wówczas możemy przejść do bezpieczniejszego budynku – mówił.

– Przechodzimy z pomieszczeń, które mają okna, do pomieszczeń bez okien. To może być łazienka, korytarz, klatka schodowa. Widzieliśmy na nagraniu dobry przykład z Lublina, gdy dyrektor szkoły zarządziła przerwanie lekcji, dzieci z sal lekcyjnych przeszły na korytarz i tam spokojnie przeczekały moment, kiedy obowiązywał alarm – dodał.

Natomiast absolutnie niedopuszczalne jest powiadamianie rodziców o zagrożeniu i sugerowanie im, by odbierali w takiej sytuacji swoje dzieci ze szkół czy też przedszkoli. Jak zaznaczył Sergiusz Parszowski – za bezpieczeństwo dzieci w placówkach edukacyjnych i opiekuńczych odpowiada dyrekcja i grono pedagogiczne. – Wyobraźmy sobie sytuację, kiedy mamy w mieście wojewódzkim kilkaset placówek oświatowych i wszyscy rodzice mieliby nagle wyruszyć po swoje dzieci. To wywołałoby ogromny chaos. Nie ma zatem takiej potrzeby. Dzieci mają być bezpieczne w szkole i przedszkolu – podkreślił. Dodał, iż jedyny komunikat, który powinien trafić do rodziców poprzez e-dzienniki czy też powiadomienie SMS lub aplikację musi mieć treść uspokajającą dotyczącą zapewnionego dzieciom bezpieczeństwa.

Idź do oryginalnego materiału