Chodzi konkretnie o naklejki stylizowane na prawdziwą informację o obowiązującym zakazie.
Widnieje na nich napis "zakaz korzystania" oraz przekreślone logotypy Facebooka, Instagrama, TikToka i Omini.
Od kilku dni można znaleźć je praktycznie na każdym osiedlu w Płocku - obkleja się klatki schodowe, przystanki autobusowe, stacje benzynowe a choćby lokale gastronomiczne.
Zakaz korzystania z mediów?
Oczywiście należy podkreślić, iż choć naklejki mogą wyglądać profesjonalnie, nie są prawdziwym zakazem.
Nie wiążą się również z wprowadzeniem żadnego nowego prawa. W Polsce co prawda coraz głośniej mówi się o ograniczeniu dzieciom dostępu do mediów społecznościowych, jednak w tej chwili są to tylko plany.
Zignorowanie "zakazu" nie wiąże się więc z żadnymi konsekwencjami.
Sprytna promocja albo ultrakonserwatywna akcja - oto teorie internautów
Dyskusja na temat naklejek rozgorzała na jednej z popularnych grup na Facebooku zrzeszających płocczan.
Większość z nich zauważyła je na swoim osiedlu i zastanawiała nad ich przekazem.
Jedna z internautek zasugerowała, iż jest to forma reklamy.
- Służy do rozpowszechnienia aplikacji Omini. Zastanawiasz się co to za "apka" i sprawdzasz, a dalej już wiecie - napisała.
Aplikacji o przedstawionym logo nie można jednak ani wyszukać w google, ani pobrać na telefon z bezpiecznego źródła, jakim jest chociażby sklep play.
Drugi komentujący przedstawił inną teorię:
- To ultrakonserwatywna akcja . Mniej social mediów, więcej myślenia samodzielnego - odpowiedział.
Najczęściej pojawiały się jednak opinie, iż jest to podprogowy przekaz nakłaniający do ograniczenia korzystania ze wskazanych mediów. Podobnych inicjatyw w całej Polsce była już masa. Jedną z kampanii "Żyj w realu!" prowadziła choćby płocka straż miejska.
Prawdopodobnie i w tym przypadku celem autorów jest refleksja i wywołanie dyskusji, co - jak widać po wypowiedziach płocczan - się udało.
A wy, co o tym sądzicie?













