Choć ma dopiero 17 lat i trenuje zaledwie od dwóch, już bije rekordy Polski, Europy i świata. Mieszka w Cieszynie, ćwiczy w kameralnej ekipie MMS Team, a mimo to zdążył udowodnić, iż w trójboju siłowym może zajść naprawdę daleko.
Michał Wajner to jeden z najmłodszych i najbardziej obiecujących polskich talentów w sportach siłowych – sportowiec, o którym wciąż zbyt mało się mówi, a którego sukcesy mogą już teraz zaskakiwać.
Ten 17-letni mieszkaniec Cieszyna to zawodnik, który rozwija się w zawrotnym tempie. Jego dyscyplina – trójbój siłowy – nie należy do najbardziej medialnych, a jednak potrafi przyciągać tych, którzy cenią czystą, nieprzesadzoną rywalizację i siłę wynikającą z ciężkiej pracy. To sport wymagający jednocześnie mocy, techniki, odporności psychicznej i konsekwencji. Sam Michał tłumaczy to z pasją i naturalnością rzadką u sportowców w tak młodym wieku.
– Trójbój siłowy polega na podnoszeniu maksymalnych ciężarów w trzech bojach: przysiadzie ze sztangą, wyciskaniu leżąc i martwym ciągu. Liczy się suma najlepszych zaliczonych podejść, a sędziowie pilnują poprawności wykonania. Dla mnie to czysta kwintesencja sportów siłowych – prosta zasada, ale ogromny wysiłek i wymagania – opowiada Michał, jakby tłumaczył coś absolutnie naturalnego.
A jednak w tych „prosto brzmiących” zasadach kryją się jego spektakularne osiągnięcia. Ma już na koncie dwa tytuły mistrza Europy, rekord Polski, rekord Europy i – co szczególnie robi wrażenie – rekord świata w kategorii subjuniorów. Rekord Polski pobił w przysiadzie, rekord Europy w martwym ciągu, a suma jego bojów dała mu również rekord Europy i świata.
– Muszę przyznać, iż akurat na zawodach, gdzie padły rekordy, nie było w mojej kategorii wiele osób. Ale to wcale nie oznacza, iż poszło łatwo. To był jeden z moich słabszych dni, a w tym sporcie wszystko zależy od dyspozycji w danym momencie. Czasem najmniejszy szczegół decyduje o wyniku – podkreśla sportowiec.
Jego historia pokazuje jeszcze coś innego: w trójboju zawodnicy startują w różnych federacjach, a najważniejsza z nich, IPF, wymaga przynależności do klubu związanego z Polskim Związkiem Fitness, Kulturystyki i Trójboju Siłowego. Tymczasem Michał… nie ma formalnego klubu. Ma za to pasję oraz ekipę, która powstała oddolnie – w Cieszynie, na siłowni przy ul. Kochanowskiego.
– Działamy jako nasza cieszyńska grupa MMS Team. Mamy swoje koszulki, instruktorów i – przede wszystkim – wspólne podejście. Trenerzy to Maksym Milata, Filip Siekierka i Marcel Podstawny. Wychodzi na to, iż tworzymy naprawdę silną ekipę – mówi z uśmiechem.
W połowie listopada Michał wystartował w Międzynarodowych Mistrzostwach w Trójboju Siłowym w Łodzi. To tam ustanowił rekordy, o których mówi w tej chwili cały środowiskowy internet. A jednak sam uważa, że… wypadł słabo.
– Za bardzo zrzuciłem wodę, droga była długa, dzień nie ten. Koledzy z klubu poszli rewelacyjnie, mnie zabrakło świeżości. Mimo wszystko zająłem pierwsze miejsca we wszystkich bojach w swojej kategorii wagowej, ale miałem ambicję pobić wynik z września – wspomina.
Warto dodać: trenuje dopiero lekko ponad rok w tej konkretnej dyscyplinie. Wcześniej ćwiczył ogólnorozwojowo. Rok! W sporcie generalnie to niemal niewiarygodne. Michał jednak od razu zaznacza, iż najważniejsze są predyspozycje.
– Genetyka robi swoje. Nie ma co ukrywać – jedni mają lepsze warunki, inni muszą dłużej pracować. Ale każdy wynik i tak trzeba wyćwiczyć – podkreśla.
Jego sportowa przygoda zaczęła się skromnie, adekwatnie przypadkiem.
– Poznałem kolegę, który dobrze radzi sobie w trójboju. Pokazał mi podstawy, zaraził pasją. Ustaliliśmy pierwsze zawody w marcu – poszło świetnie. Potem wrzesień, mistrzostwa Europy Środkowej w Mysłowicach, a w listopadzie mistrzostwa Europy. W sumie mam za sobą dopiero trzy starty – wylicza bez emocjonalnej przesady, choć lista osiągnięć mówi sama za siebie.
Startuje w kategorii subjuniorów, a jego ambicje sięgają dalej. Dużo mówi się o World Games – „igrzyskach sportów nieolimpijskich”. Trójbój, w przeciwieństwie do dwuboju, nie jest olimpijski, ale to wcale mu nie przeszkadza.
– Dwubój jest olimpijski, jasne. Ale ja wolę swoją dyscyplinę. Czuję, iż mam do niej naturalne predyspozycje. Wyniki dają mi euforia – to prosta odpowiedź – mówi Wajner.
To nie jedyny sport, z którym miał styczność. Kiedyś krótko trenował pływanie. Wystartował tylko raz, w żabce. Wygrał. Dziś trenuje cztery razy w tygodniu, bliżej zawodów choćby pięć, a tuż przed startem – paradoksalnie – mniej, by dać organizmowi odpocząć. Sesje realizowane są około czterech godzin, co przy szkole średniej jest wyzwaniem. Michał uczy się w cieszyńskim ZDZ i za ponad rok czeka go matura. Wróćmy jednak do sportu. Sport to z zasady treningi, ale to jednak nie wszystko.
– Dieta, sen, nawodnienie, technika, brak stresu – wszystko ma znaczenie. Stres potrafi zaburzyć pracę układu nerwowego, a to on odpowiada za przekazywanie sygnałów do mięśni. jeżeli głowa nie działa, ciało też nie podniesie tego, co powinno – tłumaczy bardzo dojrzale jak na swój wiek.
W przyszłości chce zostać profesjonalnym sportowcem, utrzymywać się z trójboju i reprezentować Polskę na największych arenach.
– To jest dla mnie rywalizacja z samym sobą. Chcę być coraz lepszy. To mnie nakręca – mówi z przekonaniem Michał.
Rodzice? Na początku byli sceptyczni, ale dziś są dumni. Widzą jego konsekwencję i pracowitość. Klub MMM Team również się rozwija i – choć skromny – w praktyce tworzy czołówkę krajową. Michał wierzy, iż jeszcze będzie o nich głośno.
– Dajmy temu czas. Kiedyś będziemy rozpoznawalni – podsumowuje.
Najbliższy start planuje w marcu, ponownie w Mysłowicach, podczas Word Power Festival – imprezy z międzynarodową obsadą. Cieszyn natomiast może przyglądać się, jak jego młody, niepozorny siłacz wspina się coraz wyżej, krok po kroku, rekord po rekordzie. Na dziś te rekordy, to przede wszystkim 632,5 kg w trójboju, 242,5 kg w przysiadzie i 122,5 w wyciskaniu.

1 godzina temu















