Historia małopolskich wsi bywa zapisana nie tylko w grubych księgach parafialnych, ale również w ziemi, pod stopami nieświadomych niczego przechodniów. Między dzisiejszym Pierzchowem a Nieznanowicami w gminie Gdów leży pas pól, który skrywa jedną z najbardziej fascynujących i mrocznych zagadek Doliny Raby. To tam kilkaset lat temu tętniło życie w osadzie o nazwie Kaszubice. Dziś po tamtych mieszkańcach, domach i handlu nie ma już niemal żadnego śladu. Co sprawiło, iż cała wieś dosłownie zapadła się pod ziemię?
Nazwa nieistniejącej już podgdowskiej osady Kaszubice ma głębokie korzenie prasłowiańskie. Choć kojarzy się z nadbałtyckimi Kaszubami, w realiach Doliny Raby jej znaczenie było ściśle związane z lokalną przyrodą i językiem. W dawnym języku słowiańskim rdzeń kasz- i szub- odnosił się do terenów podmokłych, bagnistych, torfowisk oraz płytkich wód mocno porośniętych zaroślami (tzw. kożuchem wodnym). Nazwa idealnie opisywała zalewowe, pełne starorzeczy tereny między dzisiejszym Pierzchowem a Nieznanowicami, oznaczając po prostu „wieś położoną wśród mokradeł”.
Kaszubice nie były odciętą od świata osadą. Wręcz przeciwnie – w czasach swojej świetności stanowiły najważniejszy punkt topograficzny w regionie. Wieś była znacznie starsza od sąsiedniego Pierzchowa i rozwijała się dzięki swojemu strategicznemu położeniu.
To właśnie tutaj znajdował się historyczny bród, czyli naturalna przeprawa przez kapryśną rzekę Rabę. Przez Kaszubice przetaczały się wozy kupieckie zmierzające w kierunku Bochni i Gdowa. Bliskość wody, choć dawała zyski z handlu i zapewniała żyzne gleby, niosła ze sobą jednak śmiertelne niebezpieczeństwo, które w końcu upomniało się o mieszkańców.
Katastrofa nadeszła w XVIII wieku. W rejonie przepływającego w pobliżu Królewskiego Potoku wybuchła potężna i gwałtowna epidemia, najprawdopodobniej cholery, nazywana przez ówczesnych ludzi „morowym powietrzem”. W czasach, gdy medycyna była bezradna, jedynym ratunkiem przed zarażeniem była ucieczka i całkowita izolacja ogniska choroby.
Zaraza dziesiątkowała ludność w zastraszającym tempie. Tradycja niesie, iż przerażeni mieszkańcy, chcąc ratować resztki swoich rodzin, podjęli dramatyczną decyzję: musieli pierzchnąć (czyli uciec w popłochu) ze swoich dotychczasowych domostw. Świadectwem tamtych czarnych dni stał się cmentarz epidemiczny z roku 1748, na którym naprędce grzebano ofiary moru.
Ocaleni z kataklizmu uciekinierzy założyli nową osadę w bezpieczniejszej, wyżej położonej odległości od rzeki. To od ich panicznej ucieczki – „pierzchnięcia” – nowo powstała wieś zyskała nazwę, którą znamy do dziś: Pierzchów. Pojawiła się ona w oficjalnych dokumentach dopiero w połowie XVIII wieku, pieczętując ostateczny upadek starej osady.
Choć zaraza wyludniła Kaszubice, ostateczny wyrok na opuszczone zabudowania wydała sama natura. Dolina Raby od wieków słynęła z nagłych, niszczycielskich i rwących powodzi. Pozbawiona opieki ludzkich rąk, drewniana i kryta strzechą zabudowa Kaszubic stała się łatwym łupem dla żywiołu. Przemieszczające się koryto rzeki i kolejne potężne wezbrania fali doszczętnie podmyły, zalały i zrównały z ziemią to, co pozostało po dawnej wsi. Rzeka dosłownie zatarła ślady ludzkiej obecności.
Przez kolejne stulecia pamięć o Kaszubicach przetrwała jedynie w lokalnych podaniach oraz w nazwach tutejszych pól. Jednak ziemia co jakiś czas przypomina o dawnej tragedii.
W XX wieku, podczas prac przy pozyskiwaniu gliny na pograniczu Pierzchowa i Nieznanowic, robotnicy natknęli się na przerażające znalezisko. Odkryto stare, zbiorowe jamy grobowe – pozostałość po zapomnianym cmentarzu cholerycznym. Wraz z ludzkimi szczątkami odnaleziono drobne przedmioty codziennego użytku, które stanowiły ostateczny, archeologiczny dowód na to, iż legenda o zaginionych Kaszubicach jest najprawdziwszą, choć tragiczna historią.
Dziś, patrząc na spokojny krajobraz nad Rabą, trudno uwierzyć, iż pod warstwą ziemi spoczywa cała wieś, która musiała przegrać nierówną walkę z niewidzialnym mikrobem i nieokiełznanym rzecznym żywiołem.
















