Nie zgadzam się ze zdaniem niektórych uczestników ostatniej sesji Rady Miejskiej, iż dyskusja o problemach „Rominty” i OSiR-u powinna się odbyć w kuluarach, tylko pomiędzy stronami sporu. Moim zdaniem dobrze się stało, iż podczas wczorajszej sesji każdy kto tylko chciał, usłyszał wypowiedzi nie tylko radnych, ale też innych osób zainteresowanych problemami gołdapskiego sportu.

Dawno takiej dyskusji nie było na forum publicznym, która w dużej mierze pozwoliła rozwiać pewne plotki i wyartykułować potrzeby gołdapskich animatorów sportu, którzy w większości na tym nie zarabiają, tylko realizują pasje swoje i innych.
Mimo to (i tu Ameryki nie odkrywam) pewne problemy dotyczące dofinansowywania gołdapskich klubów sportowych nigdy nie zostaną rozstrzygnięte do końca. Choćby dlatego, iż budżet gminy jest „cienki”, a klubów z sukcesami jest sporo, choćby „Husaria”, piłkarze ręczni, siatkarze, pływacy i tenisiści stołowi. Warto jednak przy okazji rozważyć (i może zmienić) zasady udostępniania klubom pomieszczeń do treningów.
Natomiast godne uwagi jest tłumaczenie burmistrza Konrada Kazanieckiego, dlaczego nie zaproszono na niedawne otwarcie nowej płyty boiska stadionowego m.in. prezesów – Gminnej Rady Sportu i Klubu „Rominta”. Że „było to spotkanie otwarte i każda osoba mogła przyjść”.
Dla mnie to pańskie tłumaczenie panie burmistrzu jest nie tylko niefortunne, ale po prostu… niemądre. Zaś fakt niezaproszenia wymienionych na otwarcie było zwykłym skandalem.
Przypomniało mi się, kiedy Andrzej Sokołowski organizował na stadionie jubileusz „Rominty”. Zaprosił wtedy na tę uroczystość nie tylko zasłużonych Gołdapian, ale też byłych zawodników „Cresovii” i „Rominty” oraz trenerów i prezesów, z których część mieszkała wtedy w różnych miejscach Polski.
Co prawda w wypadku otwarcia boiska nie był to jubileusz, ale też w święto gołdapskiego sportu piłkarskiego i przynajmniej wspomnianych należało zaprosić.
Z czego zatem, moim zdaniem, wynikają te niedopatrzenia i nietakty. Ano, z braku kogoś kto by przy Urzędzie Miejskim zajmował się profesjonalnie logistyką imprez i innych wydarzeń, kto by umiał się wczuć w swoje zadania. Za to powinien przede wszystkim być odpowiedzialny sekretarz gminy, potem podlegli mu pracownicy konkretnego działu lub odpowiedniej gminnej instytucji.
Tymczasem nierzadko trudno jest się w Gołdapi połapać kto jest głównym organizatorem „municypalnych” imprez – czy Urząd Miejski, czy Dom Kultury?
Z zażenowaniem słuchałem kolejności prezentacji gości obecnych na scenie tegorocznego „Kartaczewa”, mimo wszystko imprezy bardzo udanej. Nie było to winą prowadzącego, ale kogoś kto podsunął mu, nieporadnie zredagowaną, listę gości wraz z (w dużej mierze niewłaściwą) kolejnością. I powtarzam, za to przede wszystkim powinien odpowiadać sekretarz gminy mający obowiązek posiadania dogłębnej wiedzy dotyczącej nie tylko precedencji, ale i bieżącej sytuacji związanej z konkretnym wydarzeniem – potem pracownicy mu podlegli.
Tymczasem od dwóch lat w tak istotnych kwestiach organizacyjnych nasz Urząd Miejski odnajduje się jak „słoń w składzie porcelany”.
M.S.
Fot. https://www.facebook.com/photo/?fbid=1683887143738126&set=pcb.1683889370404570

1 godzina temu















