
Ponad setka kilometrów w nogach, wszechobecne błoto i zmęczenie, które dawało się we znaki na każdym podjeździe. Brzmi jak opis wymagającego rajdu rowerowego? Bez wątpienia. Jednak dla uczestników 125-kilometrowego maratonu gravelowego prawdziwym wyzwaniem okazało się coś zupełnie innego – konieczność opuszczenia gościnnych progów Kuźni Kurpiowskiej w Pniewie i odejścia od suto zastawionego stołu. Gravelowe wyprawy przyzwyczaiły nas do sportowej rywalizacji, testowania własnych granic i regeneracji przy pomocy żeli energetycznych. Organizatorzy tej trasy postanowili jednak zaoferować cyklistom coś absolutnie wyjątkowego – prawdziwą, bezkompromisową kurpiowską gościnność. Gdy zmęczeni zawodnicy docierali do Pniewa, ich oczom ukazywał się widok, który natychmiast pozwalał zapomnieć o trudach trasy. Lokalne gospodynie przygotowały dla rowerzystów prawdziwą ucztę, składającą się z najbardziej kultowych dań regionu. Na stołach wjechały tradycyjne kartoflaki, chrupiące fafernuchy, kultowe psiwo kozicowe, domowy kompot z mirabelek oraz idealnie ukiszone ogóreczki małosolne. Prawdziwymi królami menu okazały się jednak pierogi, serwowane w dwóch różnych rodzajach. Smak potraw przygotowanych przez kurpiowskie gospodynie dosłownie zwalał z nóg. Zachwytom nie było końca, a jeden z uczestników, po skosztowaniu pierwszego kęsa, bez waha















