SOLIDARNOŚĆ WALCZĄCA NA WIELKIM MARSZU SOLIDARNOŚCI

5 godzin temu

Termin znów nie sprzyja frekwencji – 20 maja 2026 to środa, czyli środek tygodnia a godzina 12 to dla większości środek dnia pracy. Co najmniej połowa uczestników musiała więc wziąć dzień wolny. Liczebności zgromadzenia nie służy też to, iż w tym samym czasie w Warszawie mają miejsce jeszcze dwa uliczne protesty – pod siedzibą Prokuratury, w której przesłuchiwany jest redaktor Tomasz Sakiewicz i pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, gdzie od paru dni, pomimo nękania przez policję i różnej maści prowokatorów trwa Miasteczko Gniewu. Do przyjazdu do stolicy zniechęcić też mogła pogoda – od ponad tygodnia chłodna, z codziennymi deszczami a choćby burzami i ulewami. Teraz jednak jest słonecznie a niedługo okaże się, iż będzie to pierwszy w tym roku dzień prawdziwego upału.

Już około godziny dziesiątej okolice dworca Warszawa Centralna, Nowego Światu, Park Świętokrzyski i ulica Świętokrzyska robią się coraz bardziej biało – czerwone. Po jedenastej ze stacji metra i autobusów komunikacji miejskiej wychodzą przede wszystkim ludzie z flagami a przynajmniej – wyposażeni w przeróżnego rodzaju narodowe akcenty: biało – czerwone opaski, szaliki, wianki, koszuli z białymi orłami. Pojedynczo, parami, grupami małymi i kilkunastoosobowymi zmierzają w stronę Nowego Światu. Na Krakowskim Przedmieściu są już biało – czerwonym tłumem. Już jakby pochodem, tyle iż zmierzającym w kierunku przeciwnym do zaplanowanego. Marsz ma się bowiem zacząć na Placu Zamkowym i zmierzać pod siedzibę Sejmu i Senatu, który właśnie dziś zdecydować ma o referendum w sprawie „Zielonego Ładu”.

Im bliżej Placu Zamkowego – tym głośniejszy dźwięk syren, bębnów i niezliczonych dętych instrumentów. Trochę giną w tym słowa czyjegoś chyba przemówienia, potężnie grzmiące w otoczeniu staromiejskiej zabudowy. Setki ludzi z flagami zatrzymują się już w okolicach Pałacu Prezydenckiego. Kawałeczek dalej robi się już ciasno a do tego – bardzo głośno. Uczestniczyłem w niezliczonych demonstracjach, ale takiej ilości wielkich bębnów, syren i najprzeróżniejszych trąbek nie było chyba na żadnej. Bębniarze jakby prześcigali się w pomysłach na ozdobienie membran swych instrumentów. Jedni walą pałkami w portret Urszuli von der Leyen, inni w wizerunek Tuska odzianego w niemiecki hełm i mundur. „Mocniej mu przywal, od nas też!” – wołają kolejni demonstranci, na co dysponenci wielkich membranofonów reagują uderzeniami tak potężnymi, iż aż strach bierze na myśl o tym, czy te instrumenty dotrwają końca dzisiejszego wydarzenia.

O wpół do dwunastej Plac Zamkowy wraz z przyległościami nabity jest zwartą masą ludzi. Powiewają tysiące biało – czerwonych flag, roi się od transparentów Klubów Gazety Polskiej. Najwięcej jest jednak płócien z symbolami Solidarności. Swoją drogą – transparenty z wypisanymi na nich nazwami miejscowości to świetny sposób na spotkanie pod nimi kogoś, kogo nie widziało się od lat. Szukam oczywiście Solidarności Walczącej. Są! Nasi ludzie stoją z nimi pod kościołem św. Anny. Docieram do nich, w tym samym kierunku co chwilę ściągają też kolejni. W samo południe – demonstracja rusza. Choć w zasadzie – rusza dopiero czoło marszu, złożone głównie z tysięcy górników ze śląskich kopalń. Minie przynajmniej kwadrans, zanim przemieszczać się zaczną stojący w okolicach kościoła św. Anny. Nad tłumem przesuwa się mnóstwo interesujących transparentów domowej roboty. Jestem ciekaw ich treści, więc co chwilę przystaję, żeby im się przyjrzeć. Ogromny, z dwóch stron zawierający treść satyryczną wygląda jak powiększone do kilku metrów kwadratowych wielkie memy ściągnięte z Internetu. I rzeczywiście – u dołu każdej z obydwu stron podane jest źródło, z którego ich treść została pozyskana. Jakiż szacunek dla praw autorskich! Za transparentem = memem ludzie z Kłodzka niosą ogromną białą płachtę z napisem „Tylko nie wyszczekaj nikomu!” Aluzja do ohydnego pedofilsko – zoofilskiego skandalu Koalicji Obywatelskiej dla wszystkich jest oczywista. Inny, olbrzymi, trzymany przez kilkunastu ludzi ma napis: „Wsadźcie sobie w zad swój zielony ład!” Kolejne wzywają „Rząd – zmiataj stad!” lub głoszą, iż „Rząd jest do…” a dokończeniem jest wizerunek miejsca, w którym plecy tracą swą szlachetną nazwę. Następne złożone są z portretów funkcjonariuszy rządu wraz z cytatami z ich absurdalnych wypowiedzi. „Skąd oni ich wytrzasnęli??” – pyta jeden z nich, złożony z fotografii ministrów słynących z wyjątkowo nienachalnej inteligencji. Wielkich karykatur szydzących z Tuska i innych funkcjonariuszy jego reżimu jest więcej. Przeważają jednak treści poważne: „Niepodległość nie jest na sprzedaż!”, „Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela niepodległość nam odbiera!”, „NIE – nowemu zniewoleniu!” Górale niosą krzyż, wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej, transparenty z cytatem z Jana Pawła II „Brońcie krzyża od Tatr do Bałtyku” i powszechnie niegdyś znanym wierszem: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską a Polak – Polakiem”.

Plac Zamkowy zaczyna pustoszeć dopiero dobrą godzinę po tym, gdy ruszyło czoło marszu. Dostaję wiadomość od przyjaciół z Solidarności Walczącej, znajdujących się mniej więcej w środkowej części manifestacji. Zbliżają się do Alei Jerozolimskich i dołączył do nich Mateusz Morawiecki, co wzbudziło tam wielką owację. Ja tymczasem w tłumie przechodzącym obok Skweru Hoovera dostrzegam dwa kolejne, powoli sunące w nim transparenty Solidarności Walczącej. Okazuje się, iż to grupa naszych ludzi, którzy do Warszawy przyjechali wraz z dolnośląską Solidarnością. Całe mnóstwo znajomych z Wrocławia! Przed nimi górnicy z Górnego Śląska. Najwięcej jest chyba właśnie ludzi z Solidarności Śląsko – Dąbrowskiej, w dużej części górniczej. Całkiem sporo też ludzi z innych związków, m.in. oświatowych. Liczne transparenty nauczycielskiej Solidarności krzyczą stanowczym protestem przeciw wyniszczaniu polskiej szkoły. Tuż obok Solidarność którejś z koksowni sformowana w jakby kondukt pogrzebowy niesie trumnę z nazwą swojego zakładu pracy. Wszyscy idziemy bardzo powoli, często trzeba się zatrzymać. Kilkaset metrów przed nami Krakowskie Przedmieście zamienia się w Nowy Świat – znacznie węższy i jakoś trzeba się w nim zmieścić. Nieustannie walą bębny a dźwięk tysięcy trąbek jest tak głośny, iż trzeba zatykać uszy. Nagle z wielkich głośników ustawionych pod Pałacem Prezydenckim zaczynają grzmieć dźwięki „Te Deum” Marka Bałata. Na słowa „Na tę wolność, którą w Polsce…” milkną wszystkie bębny, syreny, trąbki. Ludzie przestają do siebie mówić czy raczej – krzyczeć do siebie. Od ścian kamienic i kościołów odbijają się kolejne wersy, od których przechodzą dreszcze: „…z łaskawości Twojej mamy. Tobie Boże dziękujemy, Ciebie Boga wysławiamy!” Słowa wszystkim znane i przez wszystkich przeżyte wiele razy. A jednak teraz, w tym miejscu, wywołują wrażenie wyjątkowo mocne. choćby kiedy już milkną – trwa cisza pełna powagi i zadumy. Pod powiewającymi flagami – łzy na nie jednej twarzy. W takiej ciszy „moja” część manifestacji dociera do Świętokrzyskiej, z której do pochodu włączają się kolejne grupy, wyposażone m.in. w wyjącą syrenę.

Upał pierwszego tak gorącego dnia tego roku coraz bardziej wszystkim daje się we znaki. Setki uczestników marszu przysiadają w ogródkach kafejek i restauracji. W zasadzie już od Placu Zamkowego wszystkie one pełne są ludzi z biało – czerwonymi flagami i odzianych w narodowe barwy. Zanim demonstracja przejdzie miną chyba ze dwie godziny – spokojnie można więc nie tylko wypić kawę czy zjeść lody, ale choćby cały obiad. Na Nowym Świecie powszechną wesołość wywołują „żywe reklamy”, czyli ludzie w przebraniu ogromnych frytek czy hot – dogów codziennie zapraszający np. do „Pierogarni Zapiecek” i innych lokali. Stojąc obok przechodzących tłumów machają rękami, podskakują i co chwilę mają w rękach flagę lub transparent kolejnej przechodzącej grupy. Mnóstwo uczestników marszu fotografuje się z wielkim wesołym pluszowym pierogiem. Z niektórych lokali gastronomicznych wynoszone i rozdawane są butelki z wodą mineralną.

Na Rondzie De Gaulle’a okazuje się, iż do marszu dołączają kolejne grupy ludzi z flagami i transparentami. Nadchodzą od strony Dworca Centralnego, więc być może przyjechały pociągami, które miały spóźnienie. Upał coraz większy, więc i coraz więcej uczestników marszu przysiada, by chwilę odpocząć na ławkach, murkach, wyższych krawężnikach. Setki osób zasiadają na stopniach kościoła św. Aleksandra i przygląda się tłumowi, którego końca ciągle nie widać. Wznoszą się nad nim transparenty Ruchu Obrony Granic, Ruchu Kontroli Wyborów, flagi nie tylko biało – czerwone, ale też amerykańska, niesiona przez ludzi wyglądających na harleyowców, flagi nie tylko Solidarności, ale też Sierpnia 80 i innych związków. Wiele jest transparentów z napisami długimi – zwykle wskazującymi na narastające zagrożenia dla niepodległości i narodowego bytu.

Wreszcie docieram w okolice Sejmu. Tłum wypełnia też spory odcinek Alei Ujazdowskich. Setki zmęczonych ludzi wypełniają murki pod ambasadami Bułgarii i Szwajcarii, pod płotem ambasady amerykańskiej i innych. Dziesiątki tysięcy wypełniają już całą przestrzeń przed budynkami parlamentu. Przed nimi przesuwają się dziesiątki kolejnych transparentów i setki flag – kolejne tłumy wciskają się więc ulicą Wiejską. Końca tych nadchodzących Ujazdowskimi – też ciągle nie widać. Dobrze, iż organizatorzy pomyśleli o przenośnych toaletach, których sporo stało przy Placu Zamkowym i które są też tutaj. Długie kolejki przed nimi świadczą, iż ich ustawienie tutaj było świetnym pomysłem.

Przez jakieś pół godziny spod siedziby Sejmu i Senatu grzmią solidnie nagłaśniane słowa Piotra Dudy i innych związkowych liderów. Mocne, wręcz konfrontacyjne i groźne. Brzmią jak ostrzeżenie, jak zapowiedź nadchodzącego rozliczenia za piętrzące się nieprawości, za działania wymierzone w Polskę, za ciosy zadawane podmiotowości naszego państwa. Po kwadransach odpoczynku w cieniach drzew tłum rusza w stronę Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, przed którym rozlokowało się Miasteczko Gniewu. Spotkanie z nim wywołuje owację obydwu stron. Koczujący w Miasteczku opowiadają, iż poprzedniego dnia policja i straż miejska usiłowały otoczyć ten obóz protestu barierkami. prawdopodobnie miało to na celu odcięcie tej grupy demonstrantów od możliwości przynoszenia żywności a przede wszystkim wody. Mundurowi cofnęli się jednak, gdy protestujący stanęli w szyku, który rozbity mógłby być tylko z użyciem przemocy. Podobna próba, równie bezskuteczna, podjęta została też, kiedy panowała cisza i ciemność – między drugą a trzecią. Zbudzone wtedy Miasteczko stanęło do twardego protestu. Służby – znów się wtedy cofnęły. Można przypuszczać, iż kierujący atakami na Miasteczko Gniewu wzięli pod uwagę skutki, jakie nieuchronnie przyniosłaby nadmierna brutalność. Wiadomo przecież było, iż kilka godzin później do miejsca tego zmierzać będzie sto a może i więcej tysięcy ludzi.

Jak można się było spodziewać – pomimo olbrzymich rozmiarów demonstracji senacka większość odrzuciła wniosek Prezydenta RP o przeprowadzenie referendum w sprawie Zielonego Ładu. Dla wszystkich, którzy tego dnia wyszli na ulice Warszawy, ten wielki marsz był jednak przeżyciem wielkim i napawającym nadzieją. Bez wątpienia – była to jedna z najliczniejszych demonstracji ostatnich lat. Jej skala była imponująca, ale oczywista prawda jest też taka, iż przy obecnym rozmiarze antypolskich procederów eskalowanych przez sprawujących dziś władzę – Polska od dawna każdego dnia powinna kipieć jeszcze większymi protestami.

Artur Adamski

Idź do oryginalnego materiału