Tomek Wesołowski napisał o odejściu swojej mamy w swoim stylu – krótko, spokojnie, bez wielkich słów. Ale przecież tego, co dzieje się w głowie i sercu człowieka, który traci rodzica, nie da się zamknąć w kilku zdaniach. Nie da się tego opisać jednym postem. Zostaje pustka, wspomnienia i świadomość, iż pewnych chwil już nie będzie.
Bardzo, bardzo mi przykro.
Dla mnie nie odeszła po prostu „mama Tomka”. Wesołowscy od wielu lat są dla mnie kimś znacznie więcej niż znajomymi. Są jak rodzina. W ich domu miałem swoje miejsce, choćby „swój pokój”. Bywałem tam tyle razy, iż trudno byłoby je policzyć. Z mamą Tomka przegadaliśmy niejeden wieczór, prześmialiśmy mnóstwo chwil, a czasami też nieźle się przekłóciliśmy. Bo taka właśnie była nasza relacja – prawdziwa, bez dystansu i bez udawania.
Jeśli ją znaliście, to wiecie, iż była jedyna w swoim rodzaju. Miała swój charakter, swoje zdanie, swoje poczucie humoru. Nie była osobą, obok której można było przejść obojętnie. Zostawiała po sobie emocje, wspomnienia i historie, które będą wracały jeszcze bardzo długo.
Dla Tomka i jego najbliższych była oczywiście kimś niezastąpionym. Mamą, babcią, najbliższą osobą. Dla mnie także była kimś ważnym i bliskim. Kimś, kto przez lata stał się częścią mojego własnego życia.
I chyba właśnie dlatego tak trudno mi dziś pisać te słowa.
Będzie mi jej bardzo brakowało. Spotkań, rozmów, śmiechu, tych wszystkich drobnych sytuacji, których na co dzień się nie docenia, bo wydaje się, iż przecież zawsze będzie jeszcze następna okazja.
Czasami dopiero kiedy kogoś zabraknie, człowiek uświadamia sobie, jak mocno ta osoba była obecna w jego świecie.
Tomku, jestem z Tobą i z całą Waszą rodziną. A Mamę będę pamiętał dokładnie taką, jaka była – niepowtarzalną.

4 dni temu









