Do nieszczęśliwego wypadku doszło nad rzeką Bystrzycą w Świdnicy. Kobieta spadała z muru oporowego i straciła przytomność. – Pierwsza karetka podjechała i odjechała. Zatrzymałam ją zaraz za rondem, ale od -chyba – lekarki usłyszałam, iż mają już inne wezwanie i mamy dzwonić jeszcze raz – mówi pani Violetta, która byłą świadkiem zdarzenia.
fot. nadesłane przez czytelnikaDo wypadku doszło ok. 19.30 na Bystrzycą na tyłach centrum handlowego przy ul. Kliczkowskiej. – Siedzieliśmy z żoną nad rzeką i nagle spadła – mówi mąż kobiety. Zdarzenie zobaczyli jadący po drugiej stronie rzeki rowerzyści i pani Violetta, która spacerowała od strony ul. Kliczkowskiej razem z córką. – Ona miała całą głowę we krwi, była nieprzytomna – opowiadają. – Ten mur jest tak wysoki, iż nie byliśmy w stanie jej sami wyciągnąć na brzeg.
Mąż i świadkowie dzwonili na 112. – Był problem z podaniem lokalizacji – opisuje jeden z mężczyzn. Pani Violetta wraz z córką zobaczyły, jak podjeżdża karetka. – Ale od drugiej strony sklepów, tam nic nie było widać. choćby nikt nie wysiadł i odjechali. Pobiegłam za nimi i jak zawrócili na rondzie, zatrzymałam ich. Tłumaczyłam, iż kobieta jest nieprzytomna, zakrwawiona, ale od chyba lekarki usłyszałam, iż mają już inne wezwanie i mamy jeszcze raz dzwonić. Ja nie wiem, jak tak można.
Świadkowie twierdzą, iż pierwsi dojechali policjanci, potem strażacy, którzy wyciągnęli kobietę z koryta rzeki. Został zadysponowany LPR, ale ostatecznie około 20.15 przyjechał zespół pogotowia ratunkowego. – Poszkodowana została przewieziona do szpitala. Żyje – mówi asp. Janusz Rosa z KWP we Wrocławiu.
/asz/

1 godzina temu










