Spór zbiorowy w Kolejach Małopolskich: od żądań płacowych do widma strajku. „Dwie godziny wystarczą, by sparaliżować Kraków”

1 godzina temu

W Kolejach Małopolskich trwa formalny spór zbiorowy między dwiema organizacjami związkowymi a zarządem spółki. Zaczęło się od żądania podwyżek dla wszystkich pracowników, a dziś – po rozmowach bez przełomu i podpisaniu protokołu rozbieżności – konflikt wchodzi w etap mediacji. Związkowcy nie wykluczają dwugodzinnego strajku ostrzegawczego, a w dalszej perspektywie również strajku generalnego.

Geneza sporu: żądanie „dla wszystkich” i twarda data

Punktem zapalnym było pismo z 23 grudnia 2025 r., w którym związki – Związek Zawodowy Kolejarzy i Pracowników Małopolski oraz Związek Zawodowy Maszynistów Kolejowych w Polsce – wystąpiły o podniesienie wynagrodzeń o 1000 zł miesięcznie od 1 stycznia 2026 r. (oraz wskazywały na potrzebę poprawy warunków pracy).

Związkowcy podnosili, iż odpowiedź zarządu z 8 stycznia była – w ich ocenie – zbyt ogólna i nie stanowiła realnego wejścia w rokowania przewidziane ustawą. W efekcie uznali, iż spór zbiorowy istnieje od momentu doręczenia żądań i wezwali pracodawcę do podjęcia rokowań w ustawowym trybie.

Negocjacje bez przełomu: „zbliżyliśmy się”, ale porozumienia nie ma

W kolejnych tygodniach, jak relacjonowało, strony próbowały zbliżyć stanowiska: pracownicy obniżyli oczekiwania płacowe do 900 zł, a zarząd podniósł propozycję do 650 zł. Mimo tego – przełomu nie było. Efektem spotkań stało się spisanie protokołu rozbieżności i przejście do kolejnego, ustawowego etapu: mediacji.

Zarząd podkreślał, iż musi jednocześnie rozmawiać ze stroną społeczną i pilnować stabilności finansowej przewoźnika. Prezes Kolei Małopolskich Radosław Włoszek mówił w Radiu Kraków o „walce o odpowiedni wskaźnik finansowy” przy poszanowaniu pracowników i „działaniu w ramach przepisów”.

Strajk możliwy już na etapie mediacji. Najpierw ostrzegawczy – potem generalny

Związkowcy wskazują, iż wraz z rozpoczęciem mediacji mają prawo do przeprowadzenia dwugodzinnego strajku ostrzegawczego, jeżeli uznają, iż po stronie pracodawcy pojawia się „zła wola” w kwestii wzrostu wynagrodzeń. Wiceprezydent ZZM Sławomir Centkowski zapowiadał, iż w takim scenariuszu mogą z tego prawa skorzystać.

Jeśli mediacje zakończą się fiaskiem, związki nie wykluczają strajku generalnego. Spór dotyczy – według relacji Radia Kraków – ponad 740 pracowników spółki.

„To nie piaskownica”. Dwie godziny mogą wystarczyć, by sparaliżować Kraków

W Krakowie kolej regionalna nie jest dodatkiem – dla tysięcy osób to kręgosłup codziennych dojazdów do pracy, szkół i uczelni, a także realna alternatywa dla zakorkowanych dróg. Dlatego choćby dwugodzinny strajk ostrzegawczy w praktyce oznaczałby chaos: odwołane lub opóźnione pociągi, tłok na przystankach, presję na komunikację miejską i fale spóźnień, które rozlewają się na cały dzień.

I tu pojawia się pytanie, którego nie da się zbyć komunikatem o „standardzie negocjacji”: czy prezes spółki i właścicielski nadzór po stronie województwa – z marszałkiem na czele – mają świadomość, iż to spór nie w gabinecie, tylko w mieście, które liczy ponad milion ludzi w aglomeracji i żyje w rytmie rozkładów jazdy? Bo jeżeli nie – to najwyższy moment, żeby ją odzyskać, zanim „ostrzeżenie” stanie się testem wytrzymałości dla całego Krakowa.

(PB)

Idź do oryginalnego materiału