Felieton Zielonego Trenera
Dostaliśmy dwadzieścia parę wiadomości zaczynających się od słów: „Szanowny panie radny”. Dalej pytania, co zamierzamy zrobić w sprawie stadionu żużlowego w Lublinie. Sprawdziłem: mandatu radnego przez cały czas nie mam. Najwyraźniej ktoś pomylił adres. Chociaż zaczynam rozumieć nadawców. Kiedy człowiek wystarczająco długo czeka na konkretną odpowiedź, pisze już wszędzie, gdzie jeszcze ktoś odbiera.
A potem czytam o zaskoczeniu Tomasza Fulary stanowiskiem Ekstraligi. I myślę sobie: wreszcie znaleźliśmy dyscyplinę, w której lubelski samorząd może regularnie zdobywać złoto.
Zaskoczenie synchroniczne.
Zaskoczony urzędnik, zaskoczony kibic, a na końcu wszyscy patrzą na stadion i zastanawiają się, dlaczego od samych zapewnień nie wyrosła ani jedna trybuna.
Panowie, ja też jestem zaskoczony. Przede wszystkim tym, ile razy można opowiadać o przyszłości tego obiektu, zanim przyszłość zorientuje się, iż ktoś robi ją w konia.
Żeby jednak satyra miała porządne fundamenty, odnotujmy stanowisko miasta. Ratusz tłumaczy, iż przebudowa ma ruszyć w 2027 roku, stadion podczas prac będzie wyłączony z rozgrywek, więc nie będzie wtedy potrzebował licencji. Wyjaśnia również, dlaczego ponownie weryfikuje wykonawcę. To są argumenty, do których trzeba się odnieść. Tyle iż po takim wyjaśnieniu przez cały czas pozostaje najważniejsze pytanie: co konkretnie gwarantuje, iż zapowiedziane prace rzeczywiście ruszą?
Ekstraliga 7 października zapowiedziała negatywną rekomendację dla obecnego stadionu na sezon 2027 i zażądała wyjaśnień. Pyta także, czy miasto podtrzymuje zakończenie przebudowy do 1 czerwca 2028 roku. To nie pozostało ostateczna decyzja licencyjna. Jest to jednak wystarczająco głośny dzwonek, żeby w gabinetach skończyć drzemkę pod tytułem „przecież wszystko wyjaśnimy”.
Bo wyjaśnienia słyszymy. Chciałoby się wreszcie usłyszeć także maszyny.
Rozumiem: dokumenty muszą się zgadzać. Wykonawcę trzeba sprawdzić, pieniądze zabezpieczyć, umowę przygotować porządnie. Tylko właśnie po to mamy urzędy, miejskie spółki i ludzi odpowiedzialnych za inwestycje. o ile trener przed każdym meczem oznajmia, iż przez cały czas ustala, kto ma przywieźć piłki, to po pewnym czasie przestajemy podziwiać złożoność logistyki. Zaczynamy pytać, czy na pewno adekwatny człowiek prowadzi zajęcia.
Jest też pytanie Tomasza Fulary, czy Ekstraliga stosuje jednakowe kryteria wobec wszystkich stadionów. Proszę bardzo: sprawdźmy, porównajmy, pokażmy dokumenty. Równe zasady powinny obowiązywać wszystkich. Ale odpowiedź na to pytanie nie postawi nam trybuny. choćby gdyby gdzieś indziej ktoś miał jeszcze gorszą infrastrukturę, lubelski kibic od tej wiadomości nie dostanie wygodniejszego miejsca.
Argument, iż inni też mają zaległości, znam ze szkoły. Zwykle padał tuż przed pokazaniem zeszytu, w którym od trzech tygodni nie było pracy domowej.
No i są wyburzone kible. Ten etap naprawdę odnotowano w informacjach o modernizacji. Doceniam. Każda budowa potrzebuje początku. Ale o ile rozbiórka sanitariatów ma nam długo służyć za dowód inwestycyjnego rozpędu, to proponuję od razu uroczystą tablicę: „W tym miejscu zakończył działalność szalet. Jego odejście otworzyło nowy rozdział w historii zapewnień”.
Wstęgę można przeciąć nad gruzem. Będzie przynajmniej zdjęcie z postępów.
I tutaj kończy mi się ochota na żarty. Bo za tym wszystkim są ludzie, którzy kupują bilety, organizują sobie życie pod mecze i wspierają klub. Ich cierpliwość nie jest darmowym materiałem budowlanym. Nie można z niej bez końca stawiać rusztowania pod kolejne deklaracje.
Panie prezydencie, panie wiceprezydencie, panowie z MOSiR-u: pokażcie publicznie aktualny harmonogram. Z datą zakończenia oceny ofert, przewidywanym terminem podpisania umowy i rozpoczęcia robót. Przy każdym etapie wskażcie osobę odpowiedzialną. o ile termin zależy od konkretnej przeszkody, nazwijcie ją i powiedzcie, jak zamierzacie ją usunąć. Słowo „niezwłocznie” naprawdę nie jest datą w kalendarzu!
Potem raz w tygodniu krótki raport: co wykonano, czego nie wykonano i dlaczego. Bez przemówienia, w którym największym osiągnięciem jest sprawne dotarcie do ostatniego zdania. Mieszkańcom wystarczy kilka konkretów, które da się porównać z poprzednim tygodniem.
A radni? Drodzy państwo, te wiadomości zaczynające się od „Szanowny panie radny” powinny wreszcie trafić pod adekwatne adresy. Zapytajcie o dokumenty, terminy i odpowiedzialność. Opublikujcie odpowiedzi. Wróćcie do sprawy na komisji i sesji. Kibice mają prawo wiedzieć, kto rzeczywiście pilnuje tej inwestycji, a kto jedynie pilnuje, żeby znaleźć się na zdjęciu.
Kibice też mogą pomóc: zadawajmy te same konkretne pytania, zachowujmy odpowiedzi i sprawdzajmy podane daty. Spokojnie, publicznie, konsekwentnie. Urzędnicze „wkrótce” bardzo źle znosi towarzystwo kalendarza.
Jako Zielony Trener powiem najprościej: odprawa trwa zdecydowanie za długo. Zawodnicy już dawno wyszli na boisko, publiczność zajęła miejsca, a sztab przez cały czas ustala, czy gwizdek spełnia założenia strategii gwizdania.
Parafrazując myśl Stefana Kisielewskiego: to, iż ze stadionem jesteśmy w dupie, wszyscy już wiemy. Problem w tym, iż miasto zaczyna się tam urządzać.
Panowie, odłóżcie katalog z meblami. Czas stamtąd wyjść.
















