Starszy brat alkoholik – felieton

podhaleregion.pl 2 godzin temu

Rodzice zabrali mnie na mecz po raz pierwszy, gdy miałem 6 lub 7 lat. W powietrzu unosił się jeszcze zapach triumfu w europejskiej Interlidze. Tym żyli ówcześni kibice, czekający jednocześnie na 18. mistrzostwo kraju. Wtedy nie były to płonne nadzieje. A dziś? Starszy brat usilnie trzyma się wersji, iż czuje jeszcze świeżutki zapach 19. tytułu z 2010 roku. Ale każdy już wie, iż do “zapachu” mu daleko. Dziś to smród nie do zniesienia.

Nie tylko jako nowotarżanie, ale generalnie jako Polacy, mamy tendencję do życia przeszłością. “Ci to kiedyś zrobili nam krzywdę w czasie wojny, tamci w czasie zaborów, a tamci pod Grunwaldem”. Oczywiście najczęściej to ci sami. Historia lubi się powtarzać? Tak, to prawda stara jak świat. Szkoda tylko, iż zapominamy, iż gdy my sami się nie zmienimy, to nie ma co liczyć, iż “agresor” – jaki by nie był – zmieni się dla nas. A iż nie tylko żyjemy przeszłością, ale też boimy się zmian, to wcale nie tak trudno przychodzi mi uwierzyć w słowa Érica-Emmanuela Schmitta z jego legendarnej powieści “Oskar i Pani Róża”:

„Ludzie boją się umierać, bo odczuwają lęk przed nieznanym.”

W tym tekście, pisanym z perspektywy “emigranta”, podzielę się z Wami prywatnymi odczuciami o ukochanym kiedyś przeze mnie hokejowym Podhalu, które… boi się umierać.

——

Dziś mieszkam w Warszawie. Wcześniej rezydowałem w czeskiej Pradze, jeszcze wcześniej w Krakowie. Jako unihokeista (dyscyplina pokrewna dla starszego brata – hokeja) zobaczyłem sporo: dotknąłem tego sportu z bliska w Czechach, Finlandii, Szwecji, Szwajcarii, Niemczech, na Słowacji. Na przestrzeni blisko 20 lat obserwowałem jak zmienia się unihokej i… jak w tym samym czasie zatacza się (lub stacza) nowotarski hokej, wciąż mieniący się “starszym bratem”. Szkoda tylko, iż – jak wytrawny alkoholik – zapomniał o wirującym wokół świecie. Zapomniał, iż mamy inne czasy i bycie „pierworodnym” nie daje z automatu prawa do przejęcia spuścizny całego nowotarskiego sportu. Ba! Marzyła mu się pewnie choćby korona całego polskiego hokeja. No cóż – bez odstawienia butelki to raczej się nie wydarzy.

„Właściwie nie boję się nieznanego. Tylko trochę szkoda mi tracić to, co znam.”

Obecnie nowotarski hokej miota się, próbuje wstać, zatacza się i znów upada. Czasami wydaje się, iż jest światełko w tunelu, iż chwila „abstynencji” to już wyjście na prostą. Niestety. Każdy wykształcony terapeuta przyzna, iż alkoholik bez dobrej terapii i opieki specjalistów oraz wsparcia najbliższych, ma marne szanse na (wy)zdrowienie. To zbyt długi proces – sama „silna wola” nie wystarczy. To grozi powielaniem błędów.

A fakty są bezlitosne: nie otrzeźwiło odejście głównego sponsora, nie otrzeźwiły problemy finansowe i licencyjne, nie otrzeźwiły długi, nie otrzeźwia pierwszy od dawna sezon Ekstraligi bez Podhala.

Niestety, tytułowy starszy brat pomoc specjalistów, ba – pomoc najbliższych – regularnie, wręcz systematycznie odrzuca. Przecież „nie jest tak źle”, przecież „to są jakieś wymysły”, przecież „znowu ktoś się do mnie przyczepił”, przecież „to ja jestem pokrzywdzony”, przecież… (alkoholizm to powszechny w Polsce problem, więc myślę, iż wielu z nas z łatwością podstawi tu sobie wiele innych, pasujących przykładów)

——

„Codziennie patrz na świat, jakbyś oglądał go po raz pierwszy.”

No dobrze – ale jak powinno być? Czego się nauczyłem, patrząc na to z boku?

Nowy Targ i Podhale mnie ukształtowały i dały przeogromnie dużo. Szkoła Podstawowa nr 2, Gimnazjum nr 1 (mieszkałem bardzo blisko Miejskiej Hali Lodowej), LO „na Borze”. Cudowni ludzie, znakomici pedagodzy. W międzyczasie gra w piłkarskich Góralach i NKP Podhale, a potem miłość do unihokeja (UKS Jedynka Nowy Targ, UKS Wiatr Ludźmierz, Szarotka Nowy Targ). Poznał nas ze sobą wspomniany “starszy brat” (nie stać mnie było na tak drogi sport, więc wybór padł na dyscyplinę pokrewną). Gdy chodziłem na mecze hokejowe jako kibic, moim idolem i późniejszym wzorem był jeden z architektów Mistrzostwa Polski w 2007 roku, bramkarz “Szarotek”, Tomasz Rajski. Do dziś gram z jego numerem – 33 (również na bramce).

W latach mojego dzieciństwa i dorastania, rywalizacja trzech bliskich mi dyscyplin sportu była w Nowym Targu widoczna. Już wtedy hokej przypominał tego największego, najgroźniejszego kolegę ze szkolnego korytarza, który może nie grzeszy inteligencją, ale za to zna się na wszystkim, no i przede wszystkim – jest silny i ma bogatych rodziców, więc szkoda nerwów i czasu, by z nim walczyć i zadzierać – bo pewnie i tak wygra. W takich sytuacjach można albo dołączyć do grupy bezkrytycznych adoratorów i poklaskiwaczy, albo zejść z jego drogi i wybrać swoją. Tak w moim odczuciu postąpiła w Nowym Targu piłka nożna i unihokej.

——

„Jeżeli będę zajmował się tym, co myślą głupcy, nie będę miał czasu w to, o czym myślą ludzie inteligentni.”

W NKP Podhale – jak wspominałem – zaczynałem jako zawodnik, kiedyś choćby kapitan drużyny trampkarzy. Później jako główny redaktor i człowiek od marketingu w klubowych strukturach. Jak każdy klub – ten też miał swoje wady. To, co go jednak wyróżniało to fakt, iż jako społeczność miał świadomość, iż do słów “należy mi się” nie warto się przywiązywać. Że na wszystko trzeba mocno zapracować. Tę chęć do pracy czułem wtedy na każdym kroku: od zawodników i trenerów po działaczy. Nigdy też nie miałem wrażenia, iż ktoś chce na siłę porównywać się z hokejem. Budowano akademię, budowano pierwszy zespół. Raz lepiej, raz gorzej. Czasami z pominięciem „chłopaków z regionu”, co widziałem, iż miejscowi (ze środowiska piłkarskiego) lubili wypominać. Ale i z tego włodarze wyciągali wnioski.

Widzę, iż dziś mocno stawia się na budowanie lokalnej społeczności, przywiązanie do klubu, zdrowe relacje z kibicami i innymi sportami. Piłka wyciąga rękę do hokeja w ramach wspólnych akcji marketingowych. Piłka bierze pod swoje skrzydła żeński zespół unihokejowy.

Czy to finansowo opłacalne? Nie wiem.

Czy to dobre dla lokalnej społeczności? Tak.

Czy to buduje pozytywny wizerunek marki NKP Podhale? Zdecydowanie.

I mówię to nie tylko jako kibic i były zawodnik, ale marketingowiec z ponad 10-letnim doświadczeniem.

NKP Podhale – jako młodszy brat – poszło ścieżką, w której nie brakowało upadków i potknięć, ale nie odrzucało po drodze wyciąganych rąk i doradztwa. Czasami stąpało nad przepaścią, będąc blisko spadku z 3. ligi, ale chwilę później wskoczyło o poziom wyżej. Dziś jest dumą regionu. 2-ligowiec walczący o awans na zaplecze Ekstraklasy. Własna ścieżka: otwarta głowa, praca nad sobą i nauka na błędach. Efekty zna dziś każdy, kto sportem na Podhalu się interesuje.

„Im więcej dostajesz po buzi, tym więcej możesz wytrzymać. Nie wolno tracić nadziei.”

No dobrze, a unihokej?

On był tą „biedniejszą”, mało zauważalną siostrą. To ta koleżanka, która w szkole może nie ma całego wianuszka znajomych, ale za to żyje w swoim świecie. Ma swoją zaufaną, oddaną paczkę przyjaciół i pasję, na punkcie której jest totalnie zafiksowana. Nie oczekuje, iż zrozumie ją cała szkoła. Wystarczy jej, iż pozwolą jej tę pasję rozwijać, a wsparcie najbliższych będzie ją do tego napędzało.

Międzynarodowa Federacja Unihokeja od lat stara się o przyjęcie do grona dyscyplin olimpijskich. Od lat bezskutecznie, ale nie rozkłada rąk. Nieustannie poszukuje dla siebie miejsca, w którym może zaistnieć na tyle, by stać się produktem pożądanym zarówno marketingowo dla sponsorów, jak i atrakcyjnym dla dzieci i ich rodziców (sport powszechny).

Wzorem dla Polski od lat są Czesi. Mistrzowie unihokejowego marketingu. To – idąc dalej drogą alegorii – bardzo utalentowana kuzynka z zagranicy, do której lubimy wpadać w wakacje w odwiedziny i którą podziwiamy za odwagę i rozmach w tym, co robi i jak się rozwija.

Superfinał czeskiej Superligi Unihokeja w O2 Arenie w Pradze (tak, tej samej, gdzie rozgrywane są mecze NHL w ramach Global Series) co roku przyciąga na trybuny kilkanaście tysięcy kibiców. Mistrzostwa Świata? Podobnie jak w hokeju na lodzie – również kilkanaście tysięcy kibiców na półfinałach i finale, profesjonalna oprawa, zaplecze gastronomiczne, setki wolontariuszy, tyleż samo sponsorów, transmisje telewizyjne. A po mistrzostwach: standardem są już ankiety i badania, wysyłane do mediów, działaczy, zawodników: co wyszło źle, co można było zrobić lepiej, co poprawić, a co warto kontynuować.

A co w Polsce?

Oczywiście, iż gorzej. Czy się rozwinie? Nie wiadomo. Ale to, co mnie w polskim unihokeju urzeka, to fakt, iż mimo obecnej jeszcze w paru miejscach archaicznej “starej szkoły” (jak w każdym sporcie), kluby polskiej Ekstraligi próbują czerpać ze wzorców zagranicznych. Jest widoczna fala nowych, młodych trenerów. Jest chęć robienia czegoś więcej: w bardziej zaawansowany sposób, często inaczej niż zawsze. Oczywiście nie na zasadzie “wszystko na raz”. Tak się nie da. Ale etapami? Jak najbardziej. Czy czasem zderzamy się z rzeczywistością i odbijamy się od ściany? Oczywiście. Ale próbujemy.

Sam gram w tej chwili w drużynie Olimpii Łochów, którą wszyscy razem wspólnymi siłami (prezesa, zarządu, trenerów, zawodników, rodziców) od lat rozwijamy i co roku staramy się dokładać kolejną cegiełkę wznoszenia profesjonalizmu o jeden poziom wyżej. Podobne zachowania obserwuję w innych środowiskach w całej Polsce, co bardzo mnie cieszy. Jest też przestrzeń na wymianę doświadczeń, doradzanie sobie nawzajem. Na boisku rywalizujemy, ale organizacyjnie – staramy się współpracować i wzajemnie inspirować. Projekty samorządowe: miejskie, powiatowe, wojewódzkie, unijne. Kontakty do zagranicznych partnerów technicznych, próby organizacji szkoleń trenerskich oraz meczów z klubami ze światowego TOP4 (Szwecja, Finlandia, Czechy, Szwajcaria), różne pomysły na jednolite programy szkoleniowe w całym Związku, jak i lokalnie w klubach.

Jasne, iż nie wszystko się udaje. Jasne, iż część musi poczekać. Ale jest otwartość na „nowe”. Wiemy, iż „po staremu” to można co najwyżej kręcić się w kółko i od zawrotów w głowie zaliczyć kolejny upadek (tak, to jest ten moment, gdy możecie sobie przypomnieć alegorię o alkoholiku).

Na szczęście w Nowym Targu od takiego „kręciołka” nie upadła unihokejowa Szarotka. Dzięki sporemu zaangażowaniu i uporządkowaniu pewnych spraw (tak to przynajmniej wygląda z zewnątrz) przez doświadczonych byłych lub aktualnych Reprezentantów Polski, klub się rozwija. Bardzo dobrą pracę z młodzieżą wykonują: zarząd i trenerzy. I choć co prawda złote czasy drużyny Ekstraligi minęły, to młodzieżowe grupy unihokejowej Szarotki praktycznie w każdym roczniku znów są faworytami do zdobywania medali. Według mnie w drużynie seniorskiej pracę tę będzie widać już niedługo w perspektywie kilku lat.

Innymi słowy: 11-krotny Mistrz Polski nie osiadł na laurach i przestał żyć czasami „wiecznej chwały”. To tym bardziej godne pochwały, iż – według mnie – jeszcze niedawno był na zakręcie i kto wie, czy nie spotkałaby go podobna historia, jak drużynę Górali, również kilkukrotnego Mistrza, której dziś praktycznie nie ma na unihokejowej mapie Polski. Na szczęście – tak uważam – Szarotka zrozumiała, iż nie tędy droga i iż sukces nie przyjdzie znikąd. Postawienie na szkolenie młodzieży od podstaw, otwartość na sponsorów, kooperacja z rodzicami, zbudowanie oddanej grupy fanów – to wszystko dziś przynosi efekty. I za to dziś składam Wam szczere gratulacje!

——

I tak dochodzimy do miejsca, w którym muszę zadać pytanie: Czy hokej weźmie przykład z młodszego rodzeństwa?

——

Epilog

Słońce mocno świeci, odbijając swe promienie w wartkim nurcie Dunajca, płynącym od lat w tym samym, niezmiennym kierunku. choćby ławeczka jest ta sama. To po niej skakali kibice, świętując Mistrzostwo w 2010 roku.

Za naszymi plecami Miejska Hala Lodowa. Co prawda po „liftingu”, choć doskonale każdy z nas wie, co jest w środku.

W takich okolicznościach przyrody moja rozmowa z bratem hokejem dobiega końca. Ten wciąż dzierży w ręce butelkę. Rozumiem, czemu nie chce jej puścić. Dla alkoholika to złudne poczucie kontroli. Trzymanie się tego, co znane i spożywane od lat (choć trujące), daje fałszywe, ale jednak – poczucie bezpieczeństwa.

Ja natomiast swoje już powiedziałem. Interwencja zakończona. Chory poznał swoje grzechy.

Czy uwierzy w to, co wszyscy wokół mówią mu od lat?

Czy wybierze terapię i pomoc specjalisty – mimo, iż oznacza to niemal start od zera?

Czy może wróci pod sklep i sięgnie znów po to samo, co wczoraj?

Czas pokaże. Młodszy brat piłkarz wstał i ruszył ścieżką wzdłuż wałów, a następnie w lewo w stronę Stadionu. Siostra unihokeistka też wzdłuż wałów, ale później w prawo – w stronę hali „na Niwie”. Nowotarski hokej został w tym samym miejscu, patrząc martwymi oczami w stronę drewnianego budynku na wzgórzu naprzeciwko.

Po chwili młodsze rodzeństwo usłyszało tylko brzdęk upadającej z wysokości butelki i rozbijającego się szkła. Ktoś rzucił się na ratunek. Rozpoczął reanimację.

Znów przedłuży agonię biedaka?

Czy też nagły upadek w końcu przyniesie choremu otrzeźwienie i zmianę śmiercionośnych nawyków?

A może tym razem reanimacja się nie uda i najstarszy brat wyląduje tam, gdzie przed chwilą sięgał jego wzrok:

na wzgórze po drugiej stronie rzeki?

„Zapominamy, iż życie jest kruche, delikatne, iż nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jakbyśmy byli nieśmiertelni.”

Nie wiem, czy tak krótki wycinek rzeczywistości, który w mojej głowie namalowała kilkugodzinna podróż pociągiem z Warszawy na południe Polski, pokryje się w 100% z tym, co na co dzień widzą nowotarżanie. Być może. jeżeli nie, to mimo mojego pochodzenia, możecie Drodzy Czytelnicy, odebrać ten tekst po prostu jako głos z zewnątrz.

Czy przychylny regionowi Podhala i Miastu Nowy Targ? Nie zawsze.

Czy dobrze życzący lokalnej społeczności i rozwojowi sportu w regionie? Oczywiście, iż tak.

Jakub Udziela Nowotarżanin

_________

Cytaty użyte w tekście pochodzą z powieści “Oskar i Pani Różą” autorstwa Érica-Emmanuela Schmitta.

Idź do oryginalnego materiału