Problemy Dino. Kontroli ciąg dalszy
Dotychczasowe wydarzenia nie zwiastują rychłego rozwiązania konfliktu na linii Dino Polska — pracownicy. Sytuacją w sklepach polskiego potentata od miesięcy zajmują się związki zawodowe, nagłaśniając każdy problem, z jakim borykają się zatrudnieni w dyskontach. Mowa m.in. o braku Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych, niedoborach kadrowych i — doskwierających w obecnym sezonie — niskich temperaturach w sklepach.
OPZZ Konfederacja Pracy złożyło siedem zawiadomień do Państwowej Inspekcji Pracy. W styczniu PIP wydała pierwsze nakazy w związku z naruszeniami przepisów BHP w Dino Polska. Od początku roku inspektorzy dokonali już ponad 140 kontroli w wybranych sklepach Dino Polska, a w ponad 80 punktach stwierdzono zbyt niskie temperatury na stanowiskach pracy. W niektórych sklepach było tak zimno, iż nakazano ich tymczasowe zamknięcie.
Związkowcy zapowiadają tzw. „objazdówki”, czyli własne kontrole na terenie Kutna i powiatu kutnowskiego, po których wszystkie ewentualne nieprawidłowości będą zgłaszane do inspekcji pracy.
- Sprawdzimy temperatury w sklepach, porozmawiamy z pracownikami na temat panujących aktualnie standardów i warunków pracy. Będziemy mogli wyciągnąć wnioski, jak zmieniały się one w ciągu minionych tygodni — informuje w rozmowie z KCI Wojciech Jędrusiak, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji OPZZ Konfederacja Pracy.
Przypomnijmy, iż w Kutnie działa w tej chwili sześć sklepów spod szyldu Dino.
CZYTAJ RÓWNIEŻ: Straż pożarna dementuje doniesienia. "Nie ma miejsca na dezinformację"
Posiłek (nie)regeneracyjny. "To skandaliczne"
W ostatnim czasie największe kontrowersje wokół Dino wzbudziło zwolnienie z powodu... zdjęć zupy. W styczniu OPZZ Konfederacja Pracy poinformowało o zawiadomieniu Państwowej Inspekcji Pracy w sprawie posiłków regeneracyjnych w magazynach sieci, publikując trzy wymowne zdjęcia.
- Tak wygląda posiłek regeneracyjny dla pracowników magazynów Dino. Pracowników, którzy notorycznie zostają po godzinach, bo zatrudnienie jest tak niskie, iż nie są w stanie wykonać obowiązków w normalnym czasie pracy. Dla nas jest to skandaliczne. To niskokaloryczna zupka, która nie spełnia wymagań - pisali zwiazkowcy.
OPZZ przypominają, iż zgodnie z art. 232 Kodeksu pracy oraz rozporządzeniem Rady Ministrów z 28 maja 1996 r, pracodawca ma obowiązek zapewnić pracownikom posiłek: odpowiedniej jakości, o wymaganej wartości energetycznej, spełniający określone normy.
- O ile szczegółowy skład i kaloryczność nie muszą być podawane pracownikowi, o ile posiłek spełnia wymagania prawa, o tyle informacja o alergenach jest obowiązkowa. Brak informacji o alergenach może stanowić zagrożenie dla zdrowia pracowników i naruszenie przepisów prawa.
Posiłek regeneracyjny dla osób pracujących w niskich temperaturach musi spełniać rygorystyczne normy kaloryczne i odżywcze, aby skutecznie uzupełnić energię zużytą na ogrzanie organizmu. Powinien mieć wartość energetyczną około 1000 kcal i zachować proporcje makroskładników.
Media huczą, Dino „węszy” i zwalnia
Zdjęcia lurowatych zupek zostały przesłane do związków przez kobietę pracującą w centrum dystrybucyjnym Dino. Lotem błyskawicy obiegły Internet, trafiając na nagłówki ogólnopolskich portali. Pech chciał, iż widoczna na fotografiach godzina ich wykonania pozwoliły kierownictwu ustalić, z czyjego telefonu pochodzą. Niestety, autorka zdjęć musiała liczyć się z poważnymi konsekwencjami.
Pani Joanna została zwolniona dyscyplinarnie. W piśmie rozwiązującym umowę czytamy, iż powodem zwolnienia było „ciężkie naruszenie Regulaminu Pracy oraz Regulaminu Obiektu obowiązujących w Dino Polska".
- Zdjęcia te, wysłane przez Panią do mediów społecznościowych wraz z negatywnym komentarzem na temat posiłków, stały się podstawą artykułów publikowanych w prasie oraz Internecie, które w złym świetle stawiają Pracodawcę. Tym samym złamała Pani zarówno §12, pkt 1 Regulaminu Pracy, który zabrania pracownikowi udzielania jakichkolwiek informacji wychodzących na zewnątrz zakładu pracy, a dotyczących jego funkcjonowania, bez stosownego upoważnienia Zarządu, jak i §1, pkt 20 Regulaminu Obiektu, który mówi, że: „Na terenie obiektu obowiązuje zakaz fotografowania oraz nagrywania z wyjątkiem osób upoważnionych" — stwierdził pracodawca.
Dodatkowo zarząd zaznacza, iż w przypadku podejrzenia występowania nieprawidłowości, zadaniem pracownika jest w pierwszej kolejności informowanie o nich bezpośrednich przełożonych oraz Kierownika Centrum Dystrybucji. Napisano również, iż podane do mediów informacje nie mają pokrycia z rzeczywistością.
- Powyższym zachowaniem, jako osoba na stanowisku funkcyjnym, przyczyniła się Pani do utraty zaufania Pracodawcy, co uniemożliwia Pani dalsze zatrudnianie - napisano.
Pani Joanna o sprawie poinformowała związki zawodowe. Te nie pozostawiły na spółce suchej nitki.
- Kto zabroni bogatemu, kiedy państwo nie jest w stanie skutecznie chronić pracowników, a kary za łamanie praw pracowniczych albo nie istnieją, albo są jedynie symboliczne? Pracownica została zwolniona dyscyplinarnie za zrobienie zdjęcia posiłku regeneracyjnego, które opublikowaliśmy na fb wraz z naszym komentarzem. Co więcej, do zwolnienia doszło z pominięciem art. 38 Kodeksu pracy – czyli bez wymaganej konsultacji związkowej. Co do zasady takie zwolnienie stanowi rażące naruszenie prawa i jest bezskuteczne - grzmią OPZZ.
ZOBACZ TAKŻE: To jedyne takie skrzyżowanie w mieście. Wielu kierowców wciąż nie wie, jak się tu zachować
Kulisy zwolnienia z Dino: "Tego się nie spodziewałam"
Udało się nam dotrzeć do Pani Joanny, byłej już pracownicy centrum dystrybucyjnego Dino w Bolewicku. W rozmowie z naszym portalem opowiada o kulisach zwolnienia. Od czego to wszystko się zaczęło?
- W zeszłym roku zupki regeneracyjne były takie w miarę, jednak po nowym roku mieli nowy przetarg prawdopodobnie i pojawiła się nowa firma. choćby nie mogliśmy uzyskać informacji, skąd są te posiłki. A posiłki były po prostu masakryczne. Sama woda i warzywa, nikt nie chciał tego jeść. Zgłaszaliśmy problem do naszych kierowników działowych, ale oni nic nie mogli zrobić. Nie mieliśmy żadnego przebicia, żeby coś zmienić — relacjonuje kobieta.
Jak mówi, wtedy też zrobiło się głośno na temat Dino w mediach, dlatego zgłosiła się do związków zawodowych, licząc na ich pomoc. Pierwsza poruszona przez nią kwestia dotyczyła niskich temperatur panujących w magazynach.
- Na naszej hali, gdzie przyjmujemy towar, rampy są cały czas otwierane, my pracowaliśmy w temperaturach 4-5 stopni. Najgorsza nocka, jaką mieliśmy, to były 2 stopnie. Jak przyjeżdżały z marketów palety, na których był śnieg, to ten śnieg nie chciał się choćby topić, tak było zimno. Bardzo denerwował nas fakt, iż były nawiewy, ale nikt nie chciał nam ich włączyć.
Z relacji Pani Joanny wynika, iż sytuacja poprawiła się, dopiero gdy ruszyły masowe kontrole PIP. Druga sprawa zgłoszona przez kobietę to wspomniane już posiłki regeneracyjne.
- Jak wiadomo, samo mówienie nic nie da, więc chciałam udowodnić, iż to, co mówię, jest zgodne ze stanem faktycznym i podesłałam do związków zdjęcia trzech zupek zrobione dzień po dniu — wyjaśnia Pani Joanna — I kiedy zdjęcia zaczęły krążyć, już zaczęłam się obawiać, iż mogę mieć jakiś problem, bo Dino bardzo nie lubi takich osób, które na nich donoszą — dodaje.
Obawy kobiety okazały się słuszne. Punkt kulminacyjny nadszedł 13 lutego.
- Byłam normalnie w pracy na porannej zmianie. Około południa zostałam poinformowana przez kierownika działowego, iż o godz. 13.00 mam iść na rozmowę do kierownika centrum. Już przypuszczałam, iż może to dotyczyć tych zdjęć, ale bardziej spodziewałam się jakiejś pogawędki, ewentualnie nagany — wspomina.
Zamiast tego na stole czekała „dyscyplinarka". Pani Joanna od razu przyznała się, iż to ona zrobiła zdjęcia, ale zaprzeczała, jakoby miała umieścić je w Internecie. Za bezzasadne uznała też argument o rzekomym zakazie robienia zdjęć na terenie zakładu.
- Przecież jako brygadzistka niejednokrotnie robiłam zdjęcia w pracy, bo gdy były jakieś nieprawidłowości, musiałam to udokumentować i wysyłałam do biura — tłumaczy - Ja powiedziałam, iż rozwiązania umowy nie podpiszę, bo się z tym zdaniem nie zgadzam. Podpiszę, jeżeli nie będzie tego zdania. Kierownik wrócił po pięciu minutach i powiedział, iż musi zostać wypowiedzenie w takiej formie, jak jest i muszę je podpisać. Podejrzewam, iż to właśnie zdanie było podstawą mojego wypowiedzenia — twierdzi była pracowniczka.
Kobieta została poinformowana, iż jeszcze dzisiaj ma zabrać swoje rzeczy i już więcej nie pokazywać się w pracy, co ostatecznie zrobiła w poniedziałek.
Jak ocenia warunki pracy w Dino?
- Ogólnie, poza tymi ostatnimi niedogodnościami, pracowało mi się dobrze. jeżeli chodzi o mój dział i kierownictwo działowe, to było bardzo dobrze. Problem był za to z kierownikiem głównym, bo nie lubił kierowników działowych, którzy stoją po stronie ludzi — podsumowuje.
Pani Joanna nie zamierza jednak poddać się bez walki. Związki podjęły się obrony zwolnionej kobiety i stoczą w sądzie batalię o przywrócenie jej do pracy.
Nasza redakcja po raz kolejny wysłała zapytania do biura prasowego Dino Polska. Dotychczas nie uzyskaliśmy odpowiedzi na żadnego z maili, trudno więc przypuszczać, iż tym razem bedzie inaczej.

2 godzin temu











