Straż Miejska w Rzeszowie pod lupą. Ile nas kosztuje, co robi i czy warto tam pracować?

2 godzin temu

Straż Miejska w Rzeszowie kosztuje mieszkańców relatywnie niewiele, działa w skromnej obsadzie i – jak większość formacji w Polsce – zajmuje się głównie nieprawidłowym parkowaniem. Nowy ogólnopolski „Ranking Straży Miejskich” pokazuje, jak rzeszowska SM wypada na tle innych stolic województw – i obala kilka popularnych mitów.​

Ile kosztuje rzeszowska Straż Miejska

Z danych zebranych w ramach rankingu wynika, iż w 2024 roku Straż Miejska w Rzeszowie dysponowała budżetem ok. 6,7 mln zł. W przeliczeniu na mieszkańca to zaledwie 34 zł rocznie – jeden z najniższych wyników wśród miast wojewódzkich. Wyższe stawki notują m.in.:​

  • Warszawa – 140 zł na mieszkańca,
  • Kraków – 133 zł,
  • Gdańsk – 92 zł,
  • Poznań – 75 zł.​

Niżej od Rzeszowa są już adekwatnie tylko Gorzów Wielkopolski (19 zł) i Zielona Góra (3 zł), gdzie straże mają w raporcie charakter niemal „symboliczny”. Rzeszów plasuje się więc w dolnej części kosztowej stawki, ale wciąż utrzymuje formację o realnej obecności w mieście.​

Straż Miejska zatrudnia 56 strażników, co przekłada się na 28,5 strażnika na 100 tys. mieszkańców. To wynik wyraźnie niższy niż w „pierwszej lidze” (Warszawa, Gdańsk – ponad 60 na 100 tys.), ale jednocześnie zdecydowanie wyższy niż w miastach lubuskich, gdzie wskaźnik spada poniżej 15.​

Pensje niższe niż w innych miastach

Raport pokazuje duże różnice płacowe pomiędzy miastami. Liderem jest Kraków – mediana zarobków strażnika zbliża się tam do 10 tys. zł brutto. Na przeciwnym biegunie są m.in. Olsztyn i Szczecin, gdzie mediany oscylują w okolicach 5 tys. zł.​

Rzeszów znalazł się w grupie miast, które w 2024 roku nie podały aktualnej mediany wynagrodzeń; straż poinformowała, iż nie dysponuje taką daną. Autorom udało się jednak pozyskać wartość za 2023 rok – 4372 zł brutto. To poziom wyraźnie poniżej średniej największych miast, co sugeruje, iż rzeszowscy strażnicy należą do słabiej wynagradzanych wśród stolic województw.​

W skali kraju niskie płace, wysoki stres, praca w trudnych warunkach i niska społeczna estyma przekładają się na rosnące braki kadrowe: w Warszawie, Wrocławiu czy Gdańsku brakuje choćby 17–18 proc. obsady, a rekordowe Opole ma ok. 29 proc. wakatów. W przypadku Rzeszowa dokładny odsetek wakatów nie został podany, ale przy takich stawkach płacowych trudno zakładać, iż miasto jest od tego problemu całkowicie wolne.​

„Straż parkingowa”, nie „miejsca pracy z mandatów”

Raport jasno pokazuje profil działalności straży miejskich w Polsce. W skali kraju:​

  • ok. 75–76 proc. wszystkich mandatów wystawianych przez straże dotyczy przepisów ruchu drogowego,
  • analiza szczegółowa sugeruje, iż ok. 98 proc. tych mandatów wiąże się z parkowaniem (nie ustawą – z ruchem na jezdni, a z tym, gdzie i jak samochód stoi).​

W praktyce oznacza to, iż straże miejskie – także w Rzeszowie – pełnią przede wszystkim funkcję „straży parkingowych”: interweniują przy nielegalnym postoju, blokowaniu chodników, zastawianiu przejść dla pieszych czy wjazdów.​

Drugi istotny wniosek dotyczy skali mandatowania. Dane ogólnopolskie mówią, że:​

  • w najbardziej „wydajnych” jednostkach strażnik wystawia średnio około jednego mandatu dziennie,
  • w wielu dużych miastach – w tym w Warszawie, Wrocławiu i Łodzi – wychodzi to 5–6 mandatów miesięcznie na strażnika.​

Choć raport nie podaje w cytowanym fragmencie identycznego wskaźnika dla Rzeszowa, wszystko wskazuje, iż miasto mieści się w tym ogólnym wzorcu – statystyczny strażnik wystawia raptem kilka mandatów miesięcznie.​

Obalony mit: „łupią kierowców, żeby łatać budżet”

Jednym z najciekawszych elementów raportu jest odpowiedź na często powtarzany zarzut, iż straże miejskie służą do „łupienia kierowców” i samofinansowania się z mandatów. Dane temu przeczą.​

W miastach wojewódzkich:

  • średnio tylko ok. 8,2 proc. rocznego budżetu straży pokrywają wpływy z mandatów,
  • pozostałe ponad 90 proc. to środki budżetowe – formacje są więc trwale deficytowe.​

Jeszcze bardziej wymowny jest tzw. „koszt mandatu”: jeżeli podzielić budżet jednostki przez liczbę wystawionych mandatów i pouczeń, wychodzi średnio ponad 1700 zł za jeden mandat. W Warszawie to około 1707 zł. Autorzy przyznają, iż to daleko idące uproszczenie – straże nie zostały powołane wyłącznie do wystawiania mandatów – ale w zestawieniu z faktem, iż 3/4 ich aktywności dotyczy parkowania, efekt jest trudny do zignorowania.​

W przypadku Rzeszowa, przy budżecie 6,7 mln zł i niskim poziomie mandatów per strażnik, trudno mówić o „dojnej krowie” dla miejskich finansów. Dane pokazują raczej, że:​

  • straż miejska kosztuje miasto,
  • wpływy z mandatów są dodatkiem, a nie głównym uzasadnieniem jej istnienia,
  • głównym zadaniem pozostaje porządek i bezpieczeństwo – zwłaszcza w ruchu pieszym i parkowaniu.

Rzeszów na tle innych stolic województw

W zbiorczym zestawieniu miast wojewódzkich Rzeszów plasuje się w kilku kategoriach następująco:​

  • Budżet per capita – nisko (34 zł), znacznie poniżej liderów;
  • Liczba strażników na 100 tys. mieszkańców – poziom średnio‑niski (28,5), ale wyższy niż w Gorzowie czy Zielonej Górze;
  • Poziom wynagrodzeń – na podstawie danych za 2023 r. – wyraźnie niższy niż w czołówce (Kraków), zbliżony do słabiej opłacanych jednostek.

Wnioski są dość klarowne:​

  • Rzeszów nie buduje „policyjnego imperium” – straż jest umiarkowanie liczna i relatywnie tania.
  • Miasto nie korzysta ze straży miejskiej jako istotnego źródła dochodów – strukturalnie nie ma na to ani skali, ani parametrów.
  • SM pełni przede wszystkim funkcję porządkową, z naciskiem na nieprawidłowe parkowanie, w warunkach ograniczonych środków i przeciętnych (a choćby niskich) płac.

Czym jest Ranking Straży Miejskich?

Ranking Straży Miejskich to ogólnopolski raport przygotowany przez zespół Miejskiej Agendy Parkingowej we współpracy z naukowcami z Wydziału Nauk Ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego. Autorami są Szymon Nieradka oraz dr hab. Piotr Wójcik, prof. UW, i dr Maciej Świtała. Raport opiera się na analizie danych za rok 2024 – zebranych z ok. 10 tysięcy stron dokumentów i kilkuset wniosków o informację publiczną – i jest częścią większego, naukowego projektu badającego całkowity koszt nieprawidłowego parkowania w Polsce.

Idź do oryginalnego materiału