Ks. Jarosław Wiśniewski, misjonarz pracujący przez lata w Papui-Nowej Gwinei, przeszedł poważne problemy zdrowotne z dala od specjalistycznej pomocy. Dziś mówi o tym, jak dzięki ludziom dobrej woli, lekarzom i – jak sam podkreśla – Bożej Opatrzności udało mu się odzyskać część wzroku i wrócić do pracy misyjnej. Szczególne znaczenie mają dla niego dwie daty – 14 i 28 lipca 2022 roku.
Ks. Jarosław Wiśniewski swoje zdrowotne perypetie postanowił opisać jako podziękowanie świętym patronom lipca – św. Kamilowi de Lellis i św. Szarbelowi Maklufowi. Jak podkreśla, przez lata pracy misyjnej w trudnych warunkach jego zdrowie było coraz bardziej nadszarpnięte.
Wszystko zaczęło się od oka
Problemy z lewym okiem towarzyszyły mu adekwatnie od dzieciństwa. Na wielu starych fotografiach widać, iż przymykał oko, jakby raziło go światło. Zdarzało się również, iż lekko zezuje.
Nie traktował tego jednak jako poważnego problemu. Przypuszczał, iż może być to efekt wieloletniego czytania książek.
W 2014 roku pojawiły się kolejne objawy. Misjonarz zaczął widzieć w polu widzenia "paprochy" oraz coś przypominającego migoczącą pajęczynę. Znajomi uspokajali go, iż po pięćdziesiątce wzrok może się pogarszać i nie musi oznaczać to niczego poważnego.
niedługo ks. Wiśniewski wyjechał do Papui-Nowej Gwinei.
Misj