Szczęśliwy finał historii Majeczki… jest pod opieką rodziców zastępczych

reporter-ntr.pl 45 minut temu

Miała za sobą trudny start, poważne problemy ze zdrowiem i niepewną przyszłość. Istniało ryzyko, iż trafi do domu dziecka. Dziś historia Mai ma szczęśliwy finał. Dziewczynka jest już pod opieką rodziców zastępczych. Monika i Andrzej nie przestraszyli się wyzwań. Chcą być dla niej mamą i tatą.

Jeszcze niedawno najbezpieczniej czuła się sama w łóżeczku. Nie lubiła dotyku, bała się bliskości i potrzebowała czasu, żeby zaufać dorosłym. Dziś Maja zasypia wtulona w mamę, a kiedy otwiera oczy, szuka rodziców. W jej życiu pojawiło się coś, czego nie zastąpi choćby najlepsza opieka specjalistów: własna rodzina.

To właśnie dla takich dzieci działa Interwencyjny Ośrodek Preadopcyjny Tuli Luli, prowadzony przez Fundację Gajusz, a finansowany z budżetu Samorządu Województwa Łódzkiego.

Pierwsze miesiące życia spędziła w szpitalu

Maja trafiła do Tuli Luli na początku tego roku. Wcześniej przez pierwsze cztery miesiące życia przebywała w szpitalu. Już wtedy mierzyła się z poważnymi problemami zdrowotnymi. W czasie ciąży mama Mai piła alkohol. U dziewczynki zdiagnozowano FAS, czyli alkoholowy zespół płodowy, a jej dłonie nie wykształciły się w pełni.

Pobyt w ośrodku również nie był łatwy. Dziewczynka była podatna na infekcje, które często kończyły się hospitalizacją. Zdarzało się, iż jej stan był bardzo poważny. Równocześnie Maja potrzebowała dużo czasu, by oswoić się z obecnością człowieka.

– Bała się człowieka. Dotyk sprawiał jej dyskomfort, nie znosiła głaskania po główce, najlepiej czuła się w łóżeczku, sama – wspomina Anna Nowakowska, ukochana Tulisiowa ciocia Mai i jej ówczesna opiekunka prawna.

Najpierw trzeba było nauczyć ją, iż bliskość jest bezpieczna

W Tuli Luli Maja otrzymała wsparcie kilku specjalistów. Nad jej rozwojem pracowali fizjoterapeuta, neurologopeda i pedagodzy. Opiekunki zadbały natomiast o to, by dziewczynka stopniowo odkrywała, iż obecność drugiego człowieka może być przyjemna.

W Fundacji Gajusz taki sposób opieki nazywa się „rozpuszczaniem jak dziadowski bicz”. Za żartobliwym określeniem kryje się bardzo poważne zadanie: dać dziecku tyle czułości, bliskości i uwagi, ile potrzebuje. Bez pośpiechu, za to z cierpliwością i szacunkiem dla jego granic.

Maja powoli zaczęła się otwierać. Potrafiła wybrać dorosłych, przy których czuła się bezpiecznie.

– Majeczka od początku potrafiła sobie wybrać „ulubionego” dorosłego. I tak wybrała mnie jako jedną z dwóch cioć, którym pozwoliła się do siebie naprawdę zbliżyć. Pamiętam ten pierwszy gest z jej strony: delikatny uśmiech i wzrok podążający za mną, czego nikt inny wcześniej nie doświadczył – opowiada Anna Nowakowska.

Każdy taki gest był małym sukcesem. Ale choćby najlepsza opieka i zaangażowanie specjalistów nie mogły zastąpić Mai tego, czego najbardziej potrzebowała: mamy i taty.

Zabrakło chętnych do adopcji. Zaczęły się poszukiwania rodziny zastępczej

W ciągu dziesięciu lat działalności Tuli Luli pod opiekę ośrodka trafiło 234 dzieci. Dzięki działalności ośrodków adopcyjnych aż 156 zostało adoptowanych. Jednak dzieci z poważnymi problemami zdrowotnymi mają niewielkie szanse na adopcję. Dla Mai nie udało się znaleźć kandydatów do adopcji, a w ośrodku preadopcyjnym dziecko może przebywać tylko do ukończenia pierwszego roku życia.

Wiosną Fundacja Gajusz rozpoczęła więc poszukiwania rodziny zastępczej. W przeciwnym razie Maja mogłaby trafić do placówki opiekuńczej, czyli domu dziecka.Zespół fundacji nie chciał dopuścić do takiego scenariusza Dzięki zaangażowaniu pracowników i współpracujących z fundacją rodzin kolejnym z nich udaje się znaleźć bezpieczne miejsce. Tak stało się również w przypadku Mai.

„Serce mówiło tak od początku”

Na apel fundacji odpowiedzieli Monika i Andrzej. Ich dzieci są już dorosłe i samodzielne, a oni ułożyli sobie życie na nowo. Wspólne podróże stały się ich pasją. Jednak myśl o tym, by dać dom dziecku, które go potrzebuje, pojawiła się w ich głowach już kilka lat wcześniej.

– Już kilka lat wcześniej mieliśmy w głowie pomysł, żeby stać się dla jakiegoś opuszczonego dziecka rodziną zastępczą, ale nic z tego nie wyszło. Zajęliśmy się więc swoimi sprawami, dzień mijał za dniem. Aż pewnego dnia trafiliśmy na informację o Mai. Tamten moment wszystko zmienił – wspomina Monika.

Wzruszenie przyszło szybko, ale razem z nim pojawiły się wątpliwości. Czy poradzą sobie z opieką nad dzieckiem, które wymaga specjalistycznego wsparcia? Czy wystarczy im sił i pieniędzy? Czy będą umieli odpowiedzieć na wszystkie potrzeby dziewczynki?

– Porozmawialiśmy i postanowiliśmy skontaktować się z fundacją. Serce mówiło „tak” od początku, ale ja obawiałem się nieco, czy na pewno damy sobie radę. Czy podołamy finansowo? Czy będziemy mieć siłę, żeby sprostać wszystkim potrzebom Mai? Czy nie zawiedziemy? – opowiada Andrzej.

Rozmowy z psychologiem fundacji pomogły rozwiać obawy. Dzięki nim przyszli rodzice mogli lepiej poznać sytuację Mai, przygotować się do nowych zadań i spokojniej podjąć decyzję. Kiedy wątpliwości ustąpiły, wiedzieli już, iż chcą spróbować.

Dziś zasypia wtulona w mamę

Od kilku dni Maja jest już w nowym domu. Na razie nie lubi zasypiać sama w łóżeczku. Najchętniej wtula się w mamę, a po przebudzeniu domaga się bliskości rodziców. To wielka zmiana dla dziewczynki, która jeszcze niedawno potrzebowała czasu, by oswoić się z dotykiem.

Przed nową rodziną pozostało sporo pracy. Maja potrzebuje między innymi wsparcia neurologopedy, fizjoterapeuty i rehabilitanta. W przyszłości może być również potrzebna operacja. Monika i Andrzej wiedzą, iż czeka ich wiele wizyt, ćwiczeń i codziennych wyzwań.

– Wiemy, iż mamy przed sobą mnóstwo pracy, wizyt u różnych specjalistów, ćwiczeń, wysiłku, żeby pokonać trudności, z jakimi walczy Majeczka. Ale wierzymy, iż wszystko to przezwyciężymy – podkreśla Monika.

Pierwsze zmiany już widać. Odkąd przyszli rodzice zaczęli regularnie spotykać się z dziewczynką, Maja częściej się uśmiecha i gaworzy. Łatwiej nawiązuje też kontakt z otoczeniem. A w nowym domu wydarzył się sukces, który dla wielu rodzin może wydawać się czymś zupełnie zwyczajnym, ale dla Mai i jej rodziców ma ogromne znaczenie.

– Odkąd zaczęliśmy się z nią regularnie spotykać, zaczęła gaworzyć, uśmiechać się, jest w lepszym kontakcie. Widzimy, iż ten rozwój idzie do przodu. Jesteśmy w domu zaledwie chwilę, a Maja już na śniadanie zjada kaszkę. A przecież od kilku miesięcy była karmiona przez PEG-a, czyli metodą żywienia dojelitowego. To ogromny sukces! – cieszy się Monika.

A co z podróżami, które do tej pory były istotną częścią ich życia?

– Krok po kroku i wszystko ułożymy. A za jakiś czas wrócimy do naszych podróży. Tylko tym razem już z Mają – uśmiecha się Andrzej.

Tysiące dzieci wciąż czekają na swoją szansę

Szczęśliwy finał historii Mai cieszy, ale jednocześnie przypomina o dzieciach, którym przez cały czas nie udało się znaleźć rodziny. Według danych przywoływanych przez Fundację Gajusz ponad 7000 dzieci do 13. roku życia mieszka w domach dziecka. Kolejne około 2000 dzieci zmagających się z chorobami przebywa w domach pomocy społecznej i zakładach opiekuńczo-leczniczych. Część z nich nie ma rodziny, a ich sytuacja sprawia, iż nie są już objęte poszukiwaniami rodzin zastępczych. Dla niektórych pobyt w placówce może potrwać całe życie.

Dziecko potrzebuje nie tylko leczenia, rehabilitacji i bezpiecznego miejsca do spania. Potrzebuje także kogoś, kto będzie przy nim każdego dnia, zauważy pierwszy uśmiech, pocieszy po trudnej nocy i ucieszy się z pierwszej zjedzonej łyżeczki kaszki. Takich relacji nie da się zastąpić samą opieką instytucjonalną. Dzieci z niepełnosprawnościami i poważnymi problemami zdrowotnymi szczególnie często napotykają trudności w znalezieniu rodziny. Szansą na dom dla wielu z nich może być rodzina zastępcza. Problem w tym, iż takich rodzin brakuje.

Historia Mai mogła potoczyć się inaczej. Na szczęście Monika i Andrzej odpowiedzieli na apel fundacji. Dziś Maja nie jest już sama. Ma mamę, tatę i dom, w którym jest miejsce na czułość, leczenie, małe sukcesy i wspólne plany.

Prowadzenie Interwencyjnego Ośrodka Preadopcyjnego Tuli Luli jest zadaniem zleconym przez Województwo Łódzkie. Ośrodek jest finansowany z budżetu Samorządu Województwa Łódzkiego.

AK/ fot. Fundacja Gajusz/lodzkie.pl

Idź do oryginalnego materiału