Współczesna sztuka ma się znakomicie. Tak przynajmniej twierdzą kuratorzy, marszandzi, domy aukcyjne i autorzy katalogów wystaw. Wystarczy przeczytać kilka opisów ekspozycji, by dojść do wniosku, iż żyjemy w epoce największego rozkwitu twórczości od czasów malowideł w jaskini Lascaux. Każda instalacja jest „przełomowa”, każdy performans „dekonstruuje narrację”, a każdy artysta „przekracza granice percepcji”. Można odnieść wrażenie, iż granic zostało już tak niewiele, iż artyści zaczęli przekraczać je wielokrotnie – tam i z powrotem. Nie twierdzę, iż sztuka się skończyła. Mam jednak coraz silniejsze podejrzenie, iż zaczęła zjadać własny ogon.