To może być szansa dla tysięcy pracowników. Prezes PGE GiEK o „wykorzystaniu kompetencji”

1 godzina temu

Wygląda na to, iż transformacja energetyczna w Bełchatowie powoli staje się faktem, a decyzja o zamknięciu elektrowni i kopalni wydaje się nieodwracalna. Ewentualnie może zostać opóźniona o kilka lat. Przypomnijmy, iż pierwszy blok Elektrowni Bełchatów przestanie produkować prąd już w 2030 roku, a ostatni sześć lat później. Tym samym w Bełchatowie skończy się era węgla. Koncern PGE GiEK chce otworzyć jednak kolejny etap w historii paliwowo-energetycznej stolicy kraju, a ma być nim atom.

Kilka tygodni temu w Bełchatowie już po raz drugi odbyła się konferencja pod hasłem: „Od węgla do atomu. Bełchatów przyszłości”. Podczas wydarzenia kolejny raz przekonywano, iż to właśnie w okolicach Bełchatowa powinna stanąć druga w kraju elektrownia jądrowa. Nasz region o inwestycję rywalizuje z Koninem - to właśnie te dwie lokalizacje zostały wskazane jako preferowane w głównych założeniach Programu Polskiej Energetyki Jądrowej.

Bełchatów ma swoje atuty

Prezes PGE GiEK – Jacek Kaczorowski po raz kolejny zwrócił uwagę na atuty Bełchatowa w wyścigu o atom. To gotowa infrastruktura przesyłowa z wyprowadzeniem mocy 5,5 GW, przygotowana kadra inżynieryjno-techniczna czy też zasoby wody. Podkreślił również położenie Bełchatowa w centrum kraju, co pomoże transporcie przy tak gigantycznej inwestycji.

- Bełchatów jest bardzo dobrze skomunikowany pod kątem budowy elektrowni jądrowej i sprawdzonej sieci komunikacyjnej. Spełnia wszystkie warunki pozwalające na to, aby spokojnie można było dostarczyć na prac budowy wszystkie wielkogabarytowe elementy. Przy istniejącej sieci i modernizacji linii kolejowej Piotrków-Wieluń przez Bełchatów i Rogowiec, będzie można również zabezpieczyć pełną logistykę w zakresie koniecznych dostaw, które trzeba będzie zrealizować dla potrzeb tego projektu – powiedział Jacek Kaczorowski.

Prezes PGE GiEK zaznaczył, iż poziom wyprowadzenia mocy 5,5 GW umożliwia postawienie wielkoskalowej elektrowni jądrowej o mocy 3-3,6 GW, a w drugim etapie budowę „małego atomu” czyli SMR-rów np. 6 modułów po 300 MW. Jak twierdzi, ten drugi projekt może być doskonałym uzupełnieniem dużej elektrowni jądrowej.

Gigantyczna budowa to szansa dla spółek zależnych?

Podczas dyskusji wiele miejsca poświęcono również problemom społecznym i tysiącom etatów, jakie w tej chwili generuje kompleks PGE. Prezes PGE GiEK zauważył, iż istnieje „ryzyko trwałej utraty miejsc pracy” w sytuacji, gdy projekt jądrowy nie zostanie zrealizowany. w tej chwili w bełchatowskiej lokalizacji kompleksu PGE mowa jest o blisko 11 tys. osób. Prezes PGE GiEK zwrócił uwagę na szczególną rolę, jaką przy budowę elektrowni jądrowej mogą odegrać spółki zależne PGE, które działają wokół elektrowni i kopalni. Wskazał, iż to właśnie one mogą być tzw. „local content”, który zostanie wykorzystany podczas gigantycznej inwestycji, która może stworzyć miejsca pracy na lata.

- W trakcie długotrwałego procesu bardzo poważnie restrukturyzowaliśmy naszą spółkę, efektem było utworzenie podmiotów zależnych i podmiotów nadzorowanych, z kompetencjami, które wprost mogą być wykorzystywane w procesie realizacji tego projektu, jego przyszłej eksploatacji i serwisowaniu – powiedział Jacek Kaczorowski. – To jest zasób pracowników na poziomie 5,5 tysięcy etatów – dodał.

Według wstępnych zapowiedzi przedstawicieli rządu decyzja w sprawie lokalizacji dla drugiej elektrowni jądrowej zapadnie prawdopodobnie w przyszłym roku. Natomiast już w najbliższych dniach ma zostać przedstawiony zaktualizowany Program polskiej energetyki jądrowej (PPEJ), w którym prawdopodobnie poznamy więcej szczegółów odnośnie planowanej inwestycji.

Idź do oryginalnego materiału