Joanna i Piotr przyjechali na Górę św. Anny na Obchody Kalwaryjskie 2026 z synami 8-letnim Eliaszem i 5-letnim Jeremiaszem z podopolskich Węgier. – Dzieci trochę odrosły i z nimi jesteśmy na obchodach Wielkiego Piątku pierwszy raz – mówi pani Joanna.
– Chłopcy lubią być na powietrzu i w ruchu i dzisiaj mają to zapewnione, a piknik na koniec też jest obiecany. To jest także dobry moment na przekazanie dzieciom wartości, które wynieśliśmy z mężem z naszych domów. To jest także chwila odpoczynku w codziennym pędzie – opowiada.
Joanna i Piotr przyjechali na Górę św. Anny z synami 8-letnim Eliaszem i 5-letnim Jeremiaszem z podopolskich Węgier.– Mamy też o co prosić i za co dziękować – dodaje. – Mama wychodzi dzisiaj ze szpitala po udanej operacji. Modlimy się także za naszych zmarłych. Dziadka i pradziadka chłopcy pamiętają.
Obchody Kalwaryjskie 2026. Zaczęło się w Wieczerniku…
Obchody Kalwaryjskie 2026 rozpoczęły się od Wieczernika. Wierni – modląc się na różańcu – przeszli do Poręby, gdzie jest kaplica grobu Najświętszej Maryi Panny. Następnie przez Górę Oliwną, kaplice Kajfasza i Annasza, pałac Heroda aż do Piłata. Tam rozpoczyna się nabożeństwo drogi krzyżowej.
– Obchodzimy w tym roku 800. rocznicę śmierci św. Franciszka – powiedział „O!Polskiej” gwardian klasztoru, o. Błażej Bernard Kurowski. – Nazywany jest drugim Chrystusem. Nasz habit uszyty w kształcie krzyża. W naszym zakonie zawsze na pierwszym miejscu było nabożeństwo do Męki Pańskiej i do siedmiu boleści Najświętszej Maryi Panny. Dlatego się w Wielki Piątek na Górze św. Anny gromadzimy. Chcemy przejść jak w Jerozolimie – nasza zbudowana ponad 300 lat temu kalwaria odwzorowuje dokładnie odległości między miejscami opisanymi w Ewangelii – drogę krzyżową. Ta tradycja powstała dopiero pod koniec lat 90. Na początku przychodzili na to nabożeństwo tylko pątnicy z Góry św. Anny i najbliższych okolic. Dziś przyciąga ono mieszkańców całego regionu i czarnego Śląska.
Ile miłości we wzroku
Obchody Kalwaryjskie 2026 w programie miały trzy kazania. Pierwsze wygłosił ks. Józef Krawiec, twórca i duszpasterz „Barki” oraz kapelan więźniów w Strzelcach Opolskich.
– Potraktujmy to jako zaszczyt, iż możemy dziś pójść za Jezusem – mówił. – To, co się działo w sercu Jezusa i w sercu św. Franciszka, to się nazywa opuszczenie przestrzeni komfortu i bezpieczeństwa. Franciszek zostawił wszystko. To było zupełne ogołocenie. Wejść w przestrzeń opatrzności, to jest mieć przekonanie, iż Pan Bóg się o mnie troszczy.
– To jest ważne pytanie – dodał – Jak myśmy się spotkali z Jezusem. Spotkałem dwa tygodnie temu Anię. Choruje na to, czego się boimy. Nowotwór. Lekarze dają jej miesiąc. Jest zupełnie zmieniona. Poznałem ją po oczach i po głosie. (…) Będziemy ogołoceni. Ale nie ze wzroku pełnego miłości. Zdrowe patrzenie to połączenie wzroku i serca. (…) Wyruszacie. Chcę wam życzyć, żebyście Panu Bogu powiedzieli, iż chcecie na Niego zawsze patrzeć okiem pełnym wdzięczności. Mogę zapomnieć, ile zawdzięczam. Życzę, by wam Pan Bóg odświeżył pamięć tego, kiedy się z Nim spotkaliście.
***
Odważne komentarze, unikalna publicystyka, pasjonujące reportaże i rozmowy – czytaj w najnowszym numerze tygodnika „O!Polska”. Do kupienia w punktach sprzedaży prasy w regionie oraz w formie e-wydania

3 godzin temu


![Przed nami wielkanocny weekend. Co robić w Krakowie? [INFORMATOR]](https://krknews.pl/wp-content/uploads/2026/04/rekaf.jpg)












