Tomasz Prasnal był jednym z nielicznych piłkarzy Górnika Zabrze, który zagrał w finałowym dwumeczu Pucharu Polski z Polonią Warszawa od deski do deski. W rozmowie z serwisem Roosevelta81.pl wychowanek 14-krotnego mistrza Polski opowiada m.in. o pamiętnym finale z Czarnymi Koszulami sprzed ćwierć wieku, ciężkiej walce o uratowanie Górnika przed spadkiem i... upadkiem oraz ocenia formę drużyny trenera Michala Gasparika i jej szanse w sobotnim finale STS Pucharu Polski z Rakowem Częstochowa.
W finale sprzed 25 lat byłeś jednym z nielicznych, którzy w tamtym dwumeczu zagrali od deski do deski. choćby bramkarz się wtedy zmienił. Jak w ogóle pamiętasz tamte spotkania?
- To był bardzo specyficzny finał. Samo to, iż graliśmy dwumecz, było już trochę dziwne. Z perspektywy czasu trochę żal i szkoda, iż nie udało się tego wygrać, bo to jednak zawsze Puchar Polski. Pamiętam, iż mieliśmy wtedy ciężką sytuację w lidze. Mecze tak się poukładały, iż graliśmy kolejkę ligową w tygodniu, a w międzyczasie finał pucharu. Duża koncentracja szła na Ekstraklasę, żeby w ogóle utrzymać w niej Górnika. Były spore roszady w tym dwumeczu, na oba spotkania wychodziły trochę inne jedenastki, bo cała siła i tak szła na utrzymanie. Polonia ograła nas w dwumeczu - pierwszy mecz w Zabrzu przegraliśmy chyba 1:2, a w rewanżu w Warszawie z tego, co pamiętam, padł remis 2:2. Tak to wygląda w ogólnym skrócie. Szkoda, bo to jednak finał, ale te 25, czy choćby 27 lat temu...
25 lat. To był 2001 rok.
- Właśnie, 25 lat. Wtedy był zupełnie inny klimat wokół Pucharu Polski. Teraz to wszystko niesamowicie idzie medialnie, jest wielka mobilizacja i ogromna otoczka. Wtedy wyglądało to inaczej. Przegraliśmy tamten finał, ale mam nadzieję, iż chłopaki teraz się zrewanżują i 2 maja będziemy się cieszyć.
Patrzyłem na historię Górnika w tamtym sezonie. Polonia była wtedy ekipą, która biła się o czołówkę, skończyli sezon na czwartym miejscu. Górnik z kolei skończył rozgrywki tuż nad kreską. Myśleliście w ogóle, iż możecie zajść tak daleko w pucharze? Byliście dość sensacyjnym finalistą - nie było was w czubie Ekstraklasy, biliście się o utrzymanie, a mimo mogliście zgarnąć trofeum.
- Pamiętam, iż przynajmniej w tych pierwszych rundach puchar był traktowany na zasadzie: "jedziemy wygrać mecz". To w końcu Puchar Polski, nie było mowy o odpuszczaniu czy graniu na pół gwizdka. Cały czas jednak to liga była priorytetem. Udawało się wygrać jedno spotkanie, drugie, trzecie, nagle zrobiliśmy ćwierćfinał, potem półfinał i sam finał. Tak jak mówisz, po drodze topowe wtedy drużyny poodpadały. Została tylko Polonia, która była czołowym klubem. Mieliśmy naprawdę dużą szansę, żeby powalczyć o trofeum, ale borykaliśmy się też ze swoimi problemami kadrowymi. Mecze tak się nałożyły, iż cała nasza uwaga i tak szła na ligę. choćby w klubie nie mówiło się dużo o tym, iż to jest finał, iż to jakieś wielkie święto i iż robimy wszystko, by wygrać. Podchodziliśmy do tego bardzo spokojnie: jedziemy zagrać finał, trzeba go wygrać. Nie udało się.
Czyli nie było obiecanej żadnej wielkiej premii za zwycięstwo w Pucharze Polski?
- Nie. Na tamten czas o wielkich premiach nie było mowy. Taki dodatkowy czynnik motywacyjny na pewno by się przydał, ale w klubie i w szatni o takich rzeczach w ogóle się nie rozmawiało. Po prostu chcieliśmy zagrać i wygrać. Nie udało się, a cała koncentracja przeniosła się z powrotem na ligę, bo byliśmy w trudnej sytuacji. Pamiętam choćby rozmowy z kibicami - czasami wprost nam mówili, iż Ekstraklasa jest dla nich ważniejsza niż Puchar Polski. Wtedy wydawało mi się to trochę dziwne, ale tak to właśnie wyglądało.
Patrząc na waszą drogę do finału: na początku pokonaliście Widzew z Ekstraklasy, ale potem mieliście rywali z niższych lig. Pogoń Siedlce, w ćwierćfinale dwumecz z Górnikiem Łęczna - w półfinale Odra Opole.
- Drabinkę mieliśmy, powiedzmy, w miarę łaskawą. Nie trafiliśmy ani na Wisłę, ani na Legię, ani na żadne inne topowe w tamtym czasie zespoły. Nie ukrywam jednak, iż każdy z tych meczów był bardzo trudny. Rywale specjalnie na nas się mobilizowali, bo to my byliśmy drużyną z Ekstraklasy i każdy chciał nas ograć. Jakoś udawało nam się rozstrzygać te spotkania na naszą korzyść, stąd też nasz udział w finale.
Jesteś w szoku, iż Górnik musiał czekać na kolejny finał aż 25 lat?
- Trochę tak, i trochę nie. Jestem wychowankiem Górnika, urodziłem się w Zabrzu, więc znam tradycję tego klubu. Jako mały chłopiec, gdy ojciec zabierał mnie na mecze, pamiętam jeszcze te wielkie sukcesy, kiedy Górnik rządził w polskiej piłce niepodzielnie. Później przyszły cięższe czasy, w których ja już zacząłem grać. Z perspektywy zawodnika wiem, iż nie było łatwo. choćby jeżeli na chwilę udało się zbudować fajną drużynę, to zaraz wyciągano nam z klubu dwóch-trzech najlepszych zawodników i znów trzeba było szukać zastępstwa. Brakowało nam stabilizacji i stąd brały się te problemy. Te chudsze lata niestety się powielały. Z drugiej strony, bardzo się cieszę, iż w końcu się udało.
W tym sezonie trener Michal Gasparik od początku zapowiadał, iż walka o puchar kraju będzie dla niego jednym z priorytetów.
- Trzeba powiedzieć, iż wszystko było robione bardzo konsekwentnie. Zbudowano drużynę, która tak naprawdę może powalczyć w tym sezonie choćby o podwójną koronę, bo wszystko pozostało w grze. W lidze prowadzi wprawdzie Lech, ale strata jest do odrobienia. A finał pucharu już w sobotę. Tym razem to jeden mecz, nie będzie rewanżu jak 25 lat temu. Zadecyduje dyspozycja dnia i pewnie też trochę szczęścia. Uważam, iż więcej atutów jest w tym wypadku po naszej stronie. Chociażby wsparcie kibiców, które będzie o wiele większe niż w przypadku Rakowa. Do tego dochodzi fakt, iż Górnik po prostu świetnie gra. Oglądam mecze regularnie - w telewizji praktycznie wszystkie, a na żywo byłem w tym sezonie na dwóch, bo z Lublina mam na Śląsk trochę daleko. Zespół z Zabrza ma już swój wyrobiony styl, gra bardzo konsekwentnie i fajnie się na to patrzy. Mają argumenty, żeby w tym roku ten puchar ostatecznie zgarnąć.
Tym bardziej, iż droga do finału też była niezwykle trudna. Górnik musiał wywalczyć awans bez ani jednego meczu u siebie w Zabrzu.
- Grali same spotkania wyjazdowe. Trudny teren w Gdyni, Gdańsku, trudny w Poznaniu. choćby w Bydgoszczy, gdzie niby miało być łatwo, lekko i przyjemnie, okazało się, iż poprzeczka wisiała wysoko. Finalnie chłopaki zrobili jednak to, na co wszyscy w Zabrzu czekali - są w finale. Teraz pozostaje tylko wyjść na boisko, wygrać i zapisać się w historii.
Jak w ogóle widzisz ten sobotni mecz? Na trybunach Górnik z pewnością zdominuje rywala, bo zakłada się, iż na Stadionie Narodowym może być choćby 30-35 tysięcy kibiców Trójkolorowych. Ale to Raków jest zespołem, który w finałach Pucharu Polski w tej dekadzie grał zdecydowanie częściej.
- Ameryki nie odkryję - szanse oceniam pół na pół. To jest finał, tu często decydują detale: jakaś niepotrzebna kartka, która ustawi mecz w pierwszych minutach, kontuzja i tak dalej. Owszem, Raków to drużyna bardzo doświadczona na tym poziomie. Grali w Lidze Konferencji, dwukrotnie zdobywali krajowy puchar. Doświadczenie w finałach bezsprzecznie leży po ich stronie. Ale ja wziąłbym pod uwagę tę ogromną chęć zapisania się w dziejach historii, która drzemie w Górniku. Wszyscy wiemy, jakie panuje ciśnienie i jak długo czekamy na tak wielki triumf. My 25 lat temu byliśmy w finale, ale za sam udział w tym meczu pucharów nie rozdają. Finalnie sięgnąć po takie trofeum, to jest to! Głód sukcesu po stronie piłkarzy z Zabrza może zadecydować o wyniku.
Wyżej ceniłbyś zwycięstwo w pucharze niż medal mistrzostw Polski?
- Tego nie powiedziałem! Nie widzę najmniejszego problemu, żeby zdobyć i jedno, i drugie, tym bardziej, iż nadarza się świetna okazja. Wiem jednak, iż będzie o to ciężko. W Pucharze jest jeden mecz - wychodzisz, grasz dobrze i zgarniasz trofeum, nie oglądając się na rywali. W przypadku mistrzostwa zostało pięć kolejek. Trzeba się przygotować na maraton, grać niemal bezbłędnie i liczyć na potknięcia rywali. Tytuł mistrza to tytuł mistrza, nie ma dyskusji. Ale Puchar Polski to też wielka rzecz - "Puchar Tysiąca Drużyn", to ogromny sukces. Dzięki zwycięstwu w krajowym pucharze Górnik doszedł kiedyś do finału Pucharu Zdobywców Pucharów jako jedyna drużyna z Polski. Jest z czego być dumnym. Najlepiej, gdyby wpadła podwójna korona, ale z każdego zdobytego trofeum będę się cieszył.
Jeśli chodzi o doświadczenie piłkarzy - w kadrze Rakowa jest siedmiu takich, którzy grali już w pucharowych finałach w poprzednich latach. W kadrze Górnika brakuje zawodników z wielkimi sukcesami na krajowym podwórku. Jest Lukas Podolski, jest Erik Janża, są Lukas Sadile i Ondrej Zmrzly, którzy grali o dużą stawkę w Czecach. Czy Twoim zdaniem czysto boiskowe doświadczenie - pomijając trybuny - będzie miało znaczenie?
- Doświadczenie chłopaków z Częstochowy będzie zdecydowanie ich plusem. Jednak kiedy wychodzisz na murawę w takim meczu, to przestajesz myśleć o tym, czy rywal ma na koncie trzy finały, czy zdobył już jakieś puchary. Chcesz po prostu zagrać najlepsze spotkanie i je wygrać. Ogromne pragnienie sukcesu to czynnik, który może zaważyć na korzyść Górnika. Inaczej się gra, kiedy kolejny raz bronisz wywalczonego tytułu, a zupełnie inaczej to smakuje, gdy grasz o niego po latach przerwy. Głód zwycięstwa i niesamowite wsparcie z trybun to asy w rękawie piłkarzy z Zabrza.
Atutem Górnika jest na pewno trener Michal Gasparik, dla którego mecz na PGE Narodowym będzie jak zwykły dzień w biurze. To jego piąty finał w ciągu ostatnich pięciu lat...
- Zgadza się, skoro wspominaliśmy o boiskowym obyciu Rakowa, to musimy pamiętać, iż my mamy szkoleniowca z gigantycznym doświadczeniem w finałach.
Cztery finały i trzy wygrane.
- Można więc powiedzieć, iż trener Gasparik potrafi awansować do finałów i świetnie wie, jak je wygrywać. To bardzo istotny aspekt. Będzie umiał odpowiednio zmotywować drużynę. Zdejmie z zawodników presję, żeby na boisku głowa dobrze pracowała, żeby nie przegrzeli się przed pierwszym gwizdkiem, bo mecz może przecież potrwać choćby 120 minut. Odpowiednie przygotowanie mentalne to wielki handicap na korzyść Górnika.
Byłeś rozczarowany półfinałem, w którym GieKSa postawiła twarde warunki Rakowowi, ale awans i tak wywalczyły Medaliki? Czy to nie miało znaczenia i liczyło się tylko to, iż Górnik jest w finale?
- Gdy po meczu z Zawiszą wiedziałem już, iż mamy finał, to było mi w sumie obojętne, z kim w nim zagramy. Miałem lekkie preferencje co do GKS-u Katowice, bo sam grałem w tej drużynie. To śląski klub z mocnymi tradycjami, derby w finale na pewno byłyby czymś wyjątkowym. Ale to wszystko zeszło na dalszy plan - liczył się sam Górnik. To będzie zupełnie inny mecz niż w Ekstraklasie, bez żadnych kalkulacji. Obie drużyny wyjdą w najmocniejszych zestawieniach. Sądzę też, iż piłkarzom w szatni było całkowicie obojętne, czy zmierzą się z Rakowem, czy z GieKSą. Chcieli po prostu zagrać w tym finale.
Raków miał jednak łatwiejszą drogę na PGE Narodowy. Zaczynali rundę później, bo jako pucharowicze omijali pierwszy etap. Potem mieli niemal same drużyny z niższych lig - oprócz Cracovii - mierzyli się ze Śląskiem Wrocław i Avią Świdnik.
- Droga rywali z pewnością była łatwiejsza. Zresztą mecz z Avią Świdnik oglądałem w telewizji. Trzeba jednak pamiętać, iż Raków ma za to sporo meczów w nogach ze względu na Ligę Konferencji, więc nie jest tak, iż będą "świeżsi". Obie drużyny wyglądają dobrze sportowo, świetnie punktują. Sztaby obu ekip będą miały pełne ręce roboty, by postawić zawodników na nogi i zoptymalizować ich przygotowanie fizyczne. Uważam, iż właśnie to przygotowanie i lepsza kondycja w dniu meczowym mogą okazać się kluczem.
Zmierzając powoli do końca - jakiego obrazu gry się spodziewasz? To będzie otwarte starcie, tak jak w półfinale z GieKSą, czy raczej zacięta partia szachów i badanie przeciwnika w stylu meczu w Bydgoszczy, gdzie zadecyduje jedna bramka?
- Twardo trzymam się swojej filozofii, chociaż nie wszystkim się to podoba. Nauczyło mnie tego życie: styl nie ma znaczenia. Dla mnie Górnik może zagrać najsłabszy mecz w całym sezonie, byle tylko wygrał. Co z tego, iż stworzą super widowisko, a na koniec puchar pojedzie do Częstochowy? Jasne, iż każdy kibic chciałby oglądać mnóstwo akcji, grad bramek i zwroty akcji na każdym kroku, a potem rzuty karne. Prawda jest jednak taka, iż to będzie niesamowicie trudny i wyrównany mecz dla jednych i drugich. Nikt nie zdominuje tego spotkania. Spodziewam się ogromnej walki, badania rywala i nerwów - to przecież finał. Wierzę jednak głęboko, iż finalnie to Górnik będzie się z niego cieszył.
Rozmawiał: eMZet
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl














