Toronto znów należy do Igi!

bejsment.com 1 godzina temu

„Iga! Iga! Iga!” – te okrzyki rozległy się już po trzeciej piłce finałowego meczu i później wielokrotnie wracały z trybun. Przy gorącym dopingu licznej polskiej publiczności Iga Świątek triumfowała w Toronto, pokonując w finale turnieju National Bank Open Jelenę Rybakinę 6:2, 6:3.

Rozstawiona z numerem siódmym Polka rozegrała znakomite spotkanie przeciwko drugiej rakiecie turnieju i nie pozostawiła reprezentantce Kazachstanu większych złudzeń. Dla Świątek było to pierwsze turniejowe zwycięstwo w tym roku i zarazem długo oczekiwany powrót na najwyższy poziom.

Sześciokrotna mistrzyni turniejów wielkoszlemowych wcześniej nie dotarła w tym sezonie choćby do finału. To był pierwszy tytuł turniejowy Świątek od jej zwycięstwa w Seulu we wrześniu ubiegłego roku. Jest jedyną zawodniczką, która zdobyła tytuł WTA 1000 w każdym z ostatnich sześciu sezonów. W Toronto wszystko jednak zagrało tak, jak powinno. Świątek pokonała w ciągu tygodnia aż cztery zawodniczki z czołowej dwudziestki światowego rankingu – dokonała tego po raz pierwszy od zwycięskiego Roland Garros w 2024 roku.

W finale Polka od początku narzuciła rywalce swoje warunki. Rybakina, która w tym sezonie przewodzi klasyfikacji tenisistek z największą liczbą asów, zakończyła pierwszego gema dwoma podwójnymi błędami serwisowymi i straciła podanie. Świątek nie oddała już przewagi, a po kolejnym przełamaniu wygrała pierwszego seta 6:2.

– Naprawdę byłam w formie” – powiedziała Świątek. – Chciałam, żeby mecz był fizyczny.

W drugiej partii najważniejszy okazał się piąty gem. Polka ponownie przełamała Rybakinę, objęła prowadzenie 3:2 i pewnie zmierzała po zwycięstwo. W całym spotkaniu wykorzystała cztery z pięciu okazji na przełamanie serwisu przeciwniczki.

Sześciokrotna mistrzyni Wielkiego Szlema zmuszała Rybakinę do poruszania się wzdłuż linii końcowej, jednocześnie starając się powstrzymać potężny forhend mierzącej 180 cm reprezentantki Kazachstanu.

Świątek wykorzystywała swoje umiejętności przy siatce, kiedy było to potrzebne, a jej gra w obronie była na najwyższym poziomie. Rybakina przez większość meczu deptała jej po piętach i nie potrafiła znaleźć rytmu.

Rybakina mogła także odczuwać trudy turnieju. Cztery z jej pięciu wcześniejszych spotkań kończyły się w trzech setach, a na korcie spędziła ponad 11 godzin – przeszło trzy godziny więcej niż Świątek. Półfinał z Coco Gauff zakończyła dopiero około pierwszej w nocy.

Triumf w Toronto potwierdził niezwykłą regularność Polki. Świątek jest jedyną tenisistką, która w każdym z ostatnich sześciu sezonów docierała do finału turnieju rangi WTA 1000.

– Trochę mi brakuje słów, bo ten sezon był wyboisty – powiedziała Świątek po meczu – Bycie tutaj, trzymanie trofeum i wygrywanie z najlepszymi zawodniczkami znaczy dla mnie bardzo wiele.

Tuż po zakończeniu spotkania Świątek zamieściła post w mediach społecznościowych, w którym zwróciła się do osób mierzących się z hejtem.

„Dla mnie zwycięstwo w Toronto to więcej niż tylko kolejny wynik w turnieju” – napisała na Instagramie.

„Chcę zadedykować ten tytuł wszystkim, którzy mierzą się z niesprawiedliwą oceną, negatywnością i hejtem – czy to w sporcie, czy w innym obszarze życia. Wiem, jak przytłaczające potrafi to być. Pamiętajcie, to nie czyjeś opinie Was definiują. Do wszystkich, którzy podążają swoją drogą – nie zatrzymujcie się. Tylko Wy wiecie, ile wysiłku i poświęceń za tym stoi” – tłumaczyła.

Polska tenisistka na tym jednak nie zakończyła.

„Zobaczcie, gdzie jestem dzisiaj wieczorem” – podkreśliła. “Skupiam się na własnym rozwoju. Po swojemu. Mam ogromną nadzieję, iż będziemy traktować siebie nawzajem z większym szacunkiem i życzliwością. A wszystkim moim kibicom, którzy wspierają mnie na każdym kroku – ogromnie dziękuję” – podsumowała.

Za zwycięstwo w Toronto Iga Świątek otrzyma 1,085 mln dolarów, natomiast Rybakina zarobiła 565.920 dolarów.

Idź do oryginalnego materiału