Trawniki i łąki kwietne sposobem na zatrzymywanie wody w miastach

2 godzin temu
Zdjęcie: Kielce. Łąki kwietne / Fot. Wiktor Taszłow - Radio Kielce


Doraźnym działaniem w walce z suszą powinno być rozwijanie systemu małej retencji – powiedział prof. Marcin Świtoniak z UMK w Toruniu. Podkreślił, iż najważniejsze jest zatrzymywanie wody w mikrozlewniach – na polach, bagnach i podmokłościach, a w miastach m.in. na trawnikach i łąkach kwietnych.

We wtorek na stacji Warszawa-Bulwary poziom Wisły spadł do 8 cm – najniżej w historii pomiarów. Prof. Świtoniak z Instytutu Nauk o Ziemi i Środowisku Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK) powiedział PAP, iż dla specjalistów nie jest to zaskoczeniem.

– To nie jest niespodzianka, ale konsekwencja zjawisk obserwowanych od lat. Zaskoczeni mogą być jedynie ci, którzy patrzą na sytuację wyłącznie przez pryzmat tegorocznego, nieco chłodniejszego lata i bardziej wilgotnej wiosny. Od wielu lat mamy bowiem bardzo mało opadów śniegu zimą, a wiosną gleby nie są zasilane wodą z roztopów. Systematycznie się przesuszają, a poziom wód gruntowych spada. Opady wiosenne i letnie gwałtownie spływają do rzek, nie uzupełniając trwałych zasobów wody w środowisku – wyjaśnił ekspert.

W konsekwencji poziom wód w rzekach stale i systematycznie się obniża.

– Roczna suma opadów nie zmieniła się znacząco, ale zmienił się ich rozkład. Zimą niemal nie ma opadów śniegu, pokrywa śnieżna jest mocno ograniczona. Opady przesunęły się w stronę intensywnych, krótkotrwałych deszczów wiosenno-letnich – wskazał prof. Świtoniak.

Zapytany o działania doraźne, które można podejmować, zanim wprowadzone zostaną systemowe rozwiązania, zwrócił uwagę na konieczność rozwijania małej retencji.

– Z punktu widzenia gleboznawcy najważniejsze jest zatrzymywanie wody w mikrozlewniach – na polach, bagnach czy podmokłościach. Służą temu małe zastawki i urządzenia hydrologiczne, które zatrzymują wodę, zanim odpłynie do dużych rzek – podkreślił. W miastach z kolei, zdaniem naukowca, pomocne byłyby rozbudowane trawniki i łąki kwietne.

– Szybki odpływ wody do kanalizacji sprawia, iż bezpowrotnie tracimy ją z miejskiego systemu. Podczas deszczów nawalnych urządzenia te i tak się zapychają, nie radząc sobie z dużą ilością wody. Dlatego im więcej terenów zielonych i retencyjnych, tym lepiej. Pojemniki na deszczówkę działają w skali mikro, ale powielone tysiącami również mogą pomóc zatrzymywać wodę i wykorzystywać ją w okresach suszy – tłumaczył.

Przykładem skutecznych działań jest miejscowość Tama Brodzka koło Brodnicy. – Tam jedna zastawka spiętrza wodę w całym systemie jezior położonych powyżej. Dzięki temu poziom lustra wody podniósł się o 1–1,5 metra. To ogromne ilości zatrzymanej wody dzięki prostemu urządzeniu – zaznaczył prof. Świtoniak.

Naukowiec dodał, iż niski poziom Wisły zwiększa zapotrzebowanie na nawadnianie pól, co oznacza większe zużycie wód głębinowych. – W ten sposób sami sobie szkodzimy. Największym problemem i jednocześnie najprostszym rozwiązaniem jest zatrzymywanie wody w glebie i najmniejszych zlewniach. Rolnicy coraz częściej mówią o potrzebie nowoczesnych rozwiązań melioracyjnych. W Polsce melioracja kojarzy się głównie z odwadnianiem, co jest spuścizną lat 50. i 60. Tymczasem chodzi o poprawę adekwatności gleby poprzez działania inżynieryjne. W okresie wilgotnym można odprowadzić część wody z pola i zatrzymać ją w lokalnym zbiorniku, by w czasie suszy odzyskać ją i przywrócić do gleby – podsumował profesor.

Idź do oryginalnego materiału