
Raków Częstochowa miał nadzieję, iż w finale STS Pucharu Polski pokona Górnika Zabrze i sięgnie po trzeci w ostatnich latach puchar kraju. Medaliki musiały jednak uznać wyższość Trójkolorowych, a po końcowym gwizdku sędziego z postawy swoich podopiecznych nie mógł być Łukasz Tomczyk.
- Ciężko tutaj opowiadać o tym spotkaniu. Dziękuję naszym kibicom za wsparcie, za tak liczną frekwencję, za doping, za pomoc cały mecz - to jest pierwsza rzecz. Druga rzecz: dziękuję zawodnikom za dotarcie do finału, za to, iż tutaj dzisiaj mogliśmy być, za ten mecz z GKS-em przede wszystkim i walkę do końca - mówi trener Rakowa.
Drużyna z Częstochowy musi w ostatnich kolejkach PKO BP Ekstraklasy solidnie zapunktować, żeby zapewnić sobie awans do europejskich pucharów. - Zostały nam cztery spotkania, myślimy o tym. Dzisiaj i jutro trzeba to przełknąć, ale w kolejne dni trzeba pracować na to i być głodnym, żeby walczyć o najwyższe cele w lidze. Wszystko pozostało do zrobienia - dodaje Tomczyk.
Czy Michal Gasparik rozgryzł pomysł na finałową batalię trenera Rakowa? - To nie były nasze dobre zawody. Zadecydował moment w pierwszej połowie, gdzie uważam, optycznie mieliśmy kontrolę. Jak chcesz wygrać finał Pucharu Polski, nie możesz stracić takiej bramki ze stałego fragmentu gry. To jest za proste i musisz wziąć teraz odpowiedzialność. I to był decydujący moim zdaniem moment, bo to jest za prosty gol. Nie ma czegoś takiego, nie ma prawa takie coś wpaść i to zadecydowało - ocenia szkoleniowiec częstochowskiej drużyny.
- Co do taktyki, uważam, iż nie zaskoczyło mnie tutaj ani sztabu - akcje, pazerność, zbiórka drugiej piłki rywala, to też było takie bardzo ważne. Tak jak powiedziałem na starcie, musimy być głodni, wykrzesać z siebie na koniec cztery spotkania. To jest długi dla nas sezon, ale nie ma usprawiedliwień, trzeba się zebrać i odpowiedzieć - dodaje opiekun Medalików.
Tomczyk utyskiwał na postawę swojej drużyny. - Zagraliśmy chyba słabszy mecz niż w Zabrzu, bo do 30 minuty w tamtym meczu mieliśmy sytuacje i to dobre sytuacje, skończyliśmy tam z dobrym xG i stałymi fragmentami. Jakbyśmy mieli dzisiaj te sytuacje do 30 minuty, to myślę, iż coś byśmy skończyli. My nie mieliśmy okazji bramkowych i to zadecydowało. Po prostu zagraliśmy słaby mecz - kręci głową z niedowierzaniem 37-latek.
- Nie mam pojęcia, dlaczego zagraliśmy tak słabo. Obejrzę mecz, porozmawiam z zawodnikami, porozmawiam ze sztabem, będziemy to analizować. To mój pierwszy finał i muszę wyciągać wnioski, żeby to się więcej nie powtórzyło - puentuje trener drużyny spod Jasnej Góry.
Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl
















