Tu atmosfery grzać nie trzeba

2 godzin temu

Gdzie jak gdzie, ale na zlocie wuesek rozgrzewać atmosfery nie trzeba. Wygląda, jakby wiatr wiejący w twarz przez 400 przejechanych kilometrów nie chłodził głowy, wręcz przeciwnie. Z każdą minutą kolejka do wjazdu na zlotowy plac na Zatorzu robiła się dłuższa. Rejestracje jak zwykle, od Śląska po Podlasie.

Tymczasem za bramą przybywało namiotów. Starzy przyjaciele z różnych krańców Polski przybijali „misie”, nowi znajomi taktownie podawali rękę na przywitanie.

Każdy Zlot Motocykli WSK i Innych jest niepowtarzalny, więc i ten, siedemnasty, będzie miał momenty zapadające w pamięć. Na pewno będzie takim wręczenie specjalnej nagrody dla uczestnika, który przebył do Świdnika najdłuższą drogę. Podobno faworytem jest zlotowicz, który wciąż jedzie gdzieś z Wałbrzycha, przez wybrzeże Bałtyku, w sumie jakieś 1100 kilometrów. Co ciekawe, nagrody wcale nie wymyślili organizatorzy zlotu ale Robert Lipartowski i Zbyszek Tyrak z Lipia, najdalej na północ wysuniętej gminy województwa śląskiego, gdzie miłość do motocykli WSK jest nie mniej gorąca niż u nas.

– Nasze przetrącenie na punkcie wuesek jest już dosyć mocno posunięte. Zaczęło się od 7 klasy szkoły podstawowej i jawki „szczupaka”. Potem założyliśmy w szkole, za zgodą dyrekcji, klub motocyklowy o nazwie Klub Miłośników Starych Krążowników. Nie przetrwał długo, gdyż obecność na spotkaniach zwalniała z lekcji, z czego wynikły niedługo poważne komplikacje. Osobiście jestem właścicielem szesnastu wuesek. W tym roku zorganizowaliśmy choćby własny, I Zlot Motocykli WSK w Troninach. Nagrodę zmajstrowaliśmy dla uczestnika, który przebędzie najdłuższą trasę do Świdnika na kołach motocykla – tłumaczy Robert Lipartowski.

Jutro oficjalne otwarcie zlotu i legendarna na całą Polskę parada. Początek o godzinie 12.00.

Organizatorami wydarzenia są Świdnicki Klub Motocyklowy Usarz i Miejski Ośrodek Kultury. Honorowy patronat sprawuje burmistrz Marcin Dmowski.

Idź do oryginalnego materiału