Tychy: Zderzenie jadącej na sygnale karetki, wiozącej noworodka, z innym autem

2 godzin temu

Na jednym z tyskich skrzyżowań doszło do zderzenia jadącej na sygnale karetki pogotowia ratunkowego, wiozącej noworodka, z Fiatem Pandą. Sytuację komplikuje fakt, iż Fiat wjechał na skrzyżowanie przy zielonym świetle dla jego kierunku ruchu. Dwie poszkodowane osoby przewieziono do szpitala. W zależności od rodzaju obrażeń zdarzenie to zakwalifikowane może być jako wypadek lub kolizja.

Jak poinformował nas asp. Mateusz Drobek, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Tychach, 24 lutego o godz. 6.18 na skrzyżowaniu ulic: Oświęcimskiej, Katowickiej i Mikołowskiej doszło do zderzenia karetki pogotowia marki Mercedes, kierowanej przez 29-letniego mieszkańca Mikołowa, z Fiatem Pandą kierowanym przez 48-letniego tyszanina. Obaj kierowcy byli trzeźwi.

Okoliczności zderzenia

były nietypowe. Karetka jechała ul. Oświęcimską w stronę Mikołowa. Miała włączone sygnały akustyczne i świetlne, była więc pojazdem uprzywilejowanym. Przewoziła noworodka (dziewczynkę). Na skrzyżowanie z ul. Katowicką wjechała na czerwonym dla siebie świetle sygnalizacji ulicznej. W tym samym czasie, jak słyszymy, ul. Katowicką (od strony Katowic w kierunku centrum Tychów) na skrzyżowanie to, przy zielonym dla siebie świetle, wjechał Fiat Panda. Doszło do zderzenia.

– Noworodek

został zabrany przez inną karetkę pogotowia – dodaje asp. Drobek. – Fiatem podróżowali trzej mężczyźni. Dwaj z nich (48-kierowca i 51-pasażer) przewiezieni zostali do szpitala.

Kto ponosi winę?

Na razie nie wiadomo. Z jednej strony pojazd jadący na włączonych sygnałach akustycznych i świetlnych jest uprzywilejowany i może przejeżdżać przez skrzyżowania na czerwonym świetle, ale musi zachować ostrożność i uważać na innych uczestników ruchu drogowego. Z drugiej strony zielone światło daje pierwszeństwo pojazdom na ich kierunku ruchu, ale nie zwalnia z zachowania ostrożności, zwłaszcza w przypadku pojazdów uprzywilejowanych.

– Policja

prowadzi postępowanie w tej sprawie – mówi asp. Mateusz Drobek. – Analizujemy zapis z monitoringu. Na obecnym etapie nie jesteśmy w stanie wskazać, kto ponosi winę za zaistniałe zdarzenie.

(pp)

Idź do oryginalnego materiału