Mandaty wystawiane w sposób niezgodny z przepisami?
Mowa o fotoradarze na ulicy Dąbrowskiego, znajdującym się tuż za skrzyżowaniem z ulicą Podhalańską. Choć samo urządzenie zostało ustawione w tym miejscu zgodnie z przepisami, sygnaliści twierdzą, iż problemem jest znak B-33 ograniczający prędkość do 40 km/h, ponieważ istnieje wątpliwość, czy ul. Dąbrowskiego na odcinku od ulicy Nałkowskiej do ul. Gojawiczyńskiej posiada stałą organizację ruchu.
- Zgodnie z polskim orzecznictwem, o ile znak drogowy nie jest ujęty w stałej organizacji ruchu, to jest on znakiem nieposiadającym ochrony prawnej. Gdyby kierowca nie przyjął mandatu i zwrócił uwagę sądowi, iż tam nie ma stałej organizacji ruchu i to oznakowanie nie posiada ochrony prawnej, to sąd nie miałby podstawy do tego, żeby go ukarać
- wyjaśnia Grzegorz Bartczyk, sygnalista.
Miasto w rozmowie z nami zapewnia, iż posiada stałą organizację ruchu na tym odcinku.
- Na odcinku ul. Dąbrowskiego, od Gojawiczyńskiej do Podhalańskiej, czyli na wysokości fotoradaru, obowiązuje wdrożona kilka lat temu stała organizacja ruchu. Zakłada ona także znak ograniczający prędkość do 40 km/h
- odpowiedział nam Tomasz Śliwiński z Urzędu Miasta Łodzi.
Jednak mimo próśb w formie ustnej oraz trzech maili (w dniach: 5 czerwca, 10 czerwca oraz 14 lipca) do dziś nie otrzymaliśmy dokumentacji do wglądu.
Miasto: Nie mamy stałej organizacji ruchu
Sprawą zainteresował się Grzegorz Bartczyk, który w maju 2026 roku wystąpił do Biura Inżyniera Miasta z wnioskiem o udzielenie informacji publicznej dotyczącej stałej organizacji ruchu na ul. Dąbrowskiego.
- W odpowiedzi na wniosek o udostępnienie informacji publicznej z dnia 12 maja 2026 r., dotyczący przesłania kopii zatwierdzonej organizacji ruchu na ul. Dąbrowskiego na odcinku od ul. Nałkowskiej do ul. Gojawiczyńskiej, Biuro Inżyniera Miasta informuje, iż nie posiada przedmiotowej dokumentacji
- odpowiedział 14 maja 2026 r. Konrad Kulawiak, p.o. dyrektora Biura Inżyniera Miasta.
Zaledwie 13 dni później, 27 maja, ten sam dyrektor zmienił stanowisko, twierdząc, iż urząd posiada projekt. Jak dodaj Grzegorz Bartczyk, przesłana kopia projektu stałej organizacji ruchu nie nosiła śladów zatwierdzenia przez adekwatny organ zarządzający ruchem. Bez formalnego podpisu projekt nie wszedł w życie i nie miał mocy prawnej.
- Skoro zarządca drogi nie przedstawił dokumentacji stałej organizacji ruchu dla wskazanego odcinka, a przedstawiana zatwierdzona SOR w maju 2026 roku nie została wprowadzona w życie, to znaki w oparciu o wyrok NSA do dnia dzisiejszego nie posiadają ochrony prawnej. Więc można się opierać o przepisy ogólne dla obszaru zabudowanego, czyli 50 km/h. Oznacza to, iż kierowca jadący np. 49 km/h w świetle prawa w ogóle nie popełnił wykroczenia
- wskazuje Grzegorz Bartczyk.
Zgodnie z Prawem o ruchu drogowym ruch na drodze może odbywać się wyłącznie w oparciu o zatwierdzoną organizację ruchu.
Co na to GITD?
Główny Inspektorat Transportu Drogowego, który zarządza fotoradarem, w korespondencji z nami zaznaczył, iż nie jest on organem, który ustala limity prędkości i nie wprowadza organizacji ruchu.
- Główny Inspektorat Transportu Drogowego nie ustala limitów prędkości w miejscach objętych nadzorem fotoradaru, tym samym nie prowadzi czynności związanych z wprowadzeniem tam organizacji ruchu. Organem adekwatnym w temacie zapytania jest zarządca drogi, czyli Biuro Inżyniera Miasta Łódź. Należy zaznaczyć, iż GITD, prowadząc kontrole ruchu drogowego przy wykorzystaniu stacjonarnych urządzeń rejestrujących, działa na podstawie i w granicach prawa
- twierdzi Główny Inspektorat Transportu Drogowego.
Z dokumentacji przez sygnalistę wynika, iż 22 maja 2026 roku została zatwierdzona Stała Organizacja Ruchu dla tego obszaru, natomiast nie została ona jeszcze wprowadzona w życie z uwagi na budowę ciągu pieszo-rowerowego (SOR zawiera elementy infrastruktury, które nie zostały jeszcze wybudowane).
Czy mandaty mogą zostać anulowane?
Pojawia się zatem najważniejsze pytanie: czy tysiące ukaranych kierowców może liczyć na unieważnienie kar? Sprawę na prośbę portalu TuŁódź analizuje adw. dr Magdalena Krysiak z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Łódzkiego.
- Nie mówiłabym dziś o automatycznym „anulowaniu wszystkich mandatów”, ale o realnej możliwości podważenia określonej kategorii mandatów, a potencjalnie także o konieczności zbadania schematy całego systemu kontroli prędkości w tej lokalizacji. najważniejsze będzie przy tym rozstrzygnięcie dwóch kwestii: czy B-33 „40” miał podstawę w obowiązującej SOR oraz jakie dokładnie prędkości zostały zarejestrowane przez fotoradar
- wyjaśnia adw. dr Magdalena Krysiak.
Jak tłumaczy prawniczka, samo fizyczne postawienie znaku przy jezdni nie wystarczy - musi za nim stać zatwierdzony i wprowadzony w życie projekt organizacji ruchu. Choć urzędowe pisma (w tym odpowiedź z 14 maja o braku dokumentacji) stanowią mocny argument dla kierowców, wciąż należy bezwzględnie ustalić, czy w okresie działania fotoradaru nie obowiązywał żaden wcześniejszy projekt.
Nawet jeżeli brak ochrony prawnej dla ograniczenia do 40 km/h zostanie ostatecznie potwierdzony, sytuacja ukaranych nie będzie jednakowa.
- Osoba, której fotoradar zarejestrował prędkość 46 km/h, mogła zostać ukarana dlatego, iż system przyjął jako obowiązujący limit 40 km/h. o ile natomiast prawidłowy limit wynosił 50 km/h, prędkość 46 km/h nie stanowiła przekroczenia prędkości. Inaczej będzie w przypadku kierowcy, któremu urządzenie zarejestrowało np. 65 km/h. choćby przy przyjęciu limitu 50 km/h przez cały czas dochodziłoby do przekroczenia prędkości. Dlatego ewentualna wada organizacji ruchu nie oznacza automatycznie, iż każdy mandat wystawiony przez fotoradar jest nieprawidłowy. Konieczne byłoby przeanalizowanie każdego przypadku pod kątem rzeczywiście zarejestrowanej prędkości
- podkreśla dr Magdalena Krysiak.
7 dni na odwołanie
Największą barierą dla kierowców, którzy już zapłacili grzywnę, może okazać się procedura prawna. Kodeks postępowania w sprawach o wykroczenia pozwala co prawda na uchylenie prawomocnego mandatu, jeżeli czyn nie był wykroczeniem, ale art. 101 § 1 k.p.w. stawia warunek: wniosek musi zostać złożony w terminie 7 dni od daty uprawomocnienia.
Oznacza to, iż osoby ukarane niedawno są w znacznie prostszej sytuacji procesowej niż kierowcy, którzy przyjęli mandat wiele miesięcy temu. W ich wypadku konieczne będzie szukanie innych, bardziej skomplikowanych instrumentów prawnych.
- W mojej ocenie sprawa wymaga dalszego postępowania wyjaśniającego i na obecnym etapie istnieją wystarczające podstawy, aby bardzo poważnie zakwestionować prawidłowość stosowania ograniczenia 40 km/h, o ile Urząd Miasta rzeczywiście nie będzie w stanie wskazać zatwierdzonej organizacji ruchu obejmującej ten znak w okresie działania fotoradaru. Najważniejsze jest w tej chwili uzyskanie od adekwatnego organu konkretnego dokumentu: projektu SOR obejmującego znak B-33 „40”, wraz z zatwierdzeniem, datą obowiązywania oraz dokumentacją jego faktycznego wprowadzenia. Dopiero gdy organ nie będzie w stanie takiego dokumentu przedstawić, można będzie przejść do drugiego etapu, tj. ustalenia liczby pomiarów i mandatów oraz zakresu, w jakim zarejestrowane prędkości mieściły się pomiędzy 40 a 50 km/h
- podsumowuje adw. dr Magdalena Krysiak z Uniwersytetu Łódzkiego.
Według niej najbardziej problematycznymi przypadkami byłyby osoby jadące od 41 do 50 km/h, gdyż gdyby okazało się, iż znak nie ma umocowania prawnego, to nie popełniłyby wykroczenia polegającego na przekroczeniu dopuszczalnej prędkości.

1 godzina temu











