Polska znalazła się na niechlubnym pierwszym miejscu w europejskim rankingu deficytu wody w glebie – tak wynika z danych modelu GFS operowanego przez amerykańską służbę meteorologiczną NOAA. Do tego doszła fala wiosennych przymrozków, która w połowie kwietnia dotknęła kwitnące sady w niemal całym kraju. Sadownicy mówią otwarcie: sezon 2026 zapowiada się jako kolejny trudny rok, a straty w niektórych gospodarstwach mogą sięgać kilkudziesięciu procent zbiorów. Konsekwencje tego scenariusza Polacy odczują nie na polach, ale przy kasie w sklepie spożywczym.
Fot. Warszawa w PigułceMiesiące bez deszczu i wiosna, która nie przyniosła ulgi
Susza w Polsce nie jest problemem jednego miesiąca. Wegetacja roślin w 2026 r. zaczęła się przy wyraźnym deficycie wody – sucha zima i marzec z niedoborem opadów weszły w fazę wiosenną bez odbudowania zasobów wód gruntowych. Dane portalu Agroprofil wskazują, iż w pierwszej i drugiej połowie kwietnia w wielu regionach kraju, gdzie wcześniej nie padało przez całe miesiące, deszcz praktycznie się nie pojawił. To już dwa miesiące bez opadów po suchej zimie, co oznacza poważne problemy dla wschodów zbóż jarych i krzewienia się ozimin. Poziom wody gruntowej rok po roku jest coraz niższy – susza hydrologiczna, która trwa od kilku lat, weszła w grudniu w głębszą fazę.
W niedzielę 20 kwietnia na zachodzie, południu i w centrum kraju spadło tyle wody, ile zwykle notuje się przez połowę, a choćby cały kwiecień. Problem w tym, iż tak intensywne opady w suchą glebę wsiąkają tylko powierzchownie. Zamiast nawodnić głębsze warstwy, woda spływa do rzek i odpływa do morza. Gleba potrzebuje długotrwałych, umiarkowanych opadów – intensywna ulewa to dla niej za mało i za szybko. Na wschodzie i północy kraju susza według prognoz GFS będzie się przez cały czas nasilać.
Polska na mapach jako najsuchszy kraj Europy
Według długoterminowych prognoz modelu GFS do końca przyszłego tygodnia największy niedobór wody w warstwie gleby od 0 do 100 cm utrzymywać się będzie na Mazowszu i Pomorzu. Nieco mniejszy deficyt prognozowany jest na Podlasiu, Mazurach, Warmii, Kujawach, Lubelszczyźnie i Dolnym Śląsku. Na tle całej Europy Polska wyróżnia się najciemniejszą plamą na mapach intensywności suszy – jedynym regionem z relatywnie lepszą sytuacją są południowe części województwa śląskiego i małopolskiego.
Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej potwierdza, iż zmniejszanie się zasobów wody w glebie jest szczególnie wyraźne w Polsce zachodniej i środkowej, ale problem jest zauważalny też na Pomorzu i wschodzie. Tereny górskie i podgórskie pozostają zasobniejsze w wodę i mają inny klimat opadowy – to one odróżniają południe kraju od reszty. W lasach sytuacja jest alarmująca: IMGW informuje, iż w ostatnim czasie straż pożarna notowała od 50 do 70 pożarów lasów dziennie, a w marcu liczba interwencji była dziesięciokrotnie wyższa niż w tym samym okresie rok wcześniej.
Trzy, cztery noce przymrozków – sadownicy liczą straty
Do deficytu wody doszło uderzenie mrozem w kluczowym momencie sezonu. Fala wiosennych przymrozków trwała w połowie kwietnia trzy, a miejscami cztery noce z rzędu. Temperatury spadały do -4°C przy gruncie, lokalnie do -7 lub choćby -8°C. Według prognoz IMGW kolejne przymrozki zagrożą uprawom jeszcze 26 kwietnia – szczególnie w województwie świętokrzyskim, gdzie spodziewany jest spadek do -2°C na wysokości 2 m. Warmińsko-mazurskie i kujawsko-pomorskie mają odczuć chłód 24-25 kwietnia.
Przymrozki wiosenne są szczególnie niszczycielskie właśnie teraz, bo drzewa i krzewy są w pełni kwitnienia lub po kwitnieniu – to moment największej wrażliwości na mróz. Kwiaty i młode zawiązki owocowe uszkadzają się już przy spadkach poniżej -1°C, a im głębszy mróz, tym trwalsze zniszczenie. Portal Kobieta w Sadzie, który monitoruje sytuację w polskim sadownictwie, podał wprost: „Sezon 2026 zapowiada się jako kolejny trudny rok dla sadowników, w wielu gospodarstwach plon będzie ograniczony już na starcie, lokalnie straty mogą być bardzo wysokie.” Rok 2025 zakończył się stratami sięgającymi lokalnie 90 proc. w sadach wiśniowych, czereśniowych, morelowych i brzoskwiniowych.
Jakie owoce i warzywa zdrożeją – i kiedy to poczujesz
Szkody w sadach nie przekładają się natychmiast na ceny w sklepach – konsumenci odczują skutki dopiero w momencie zbiorów i wejścia nowych owoców do obrotu handlowego, czyli od czerwca do października. Najbardziej zagrożone są gatunki, które kwitną najwcześniej i są najbardziej wrażliwe na przymrozki: czereśnie, wiśnie, morele, brzoskwinie oraz wczesne odmiany jabłoni i grusz. Truskawki i maliny – zależnie od regionu i stopnia przemrożenia kwiatów – mogą pojawić się na rynku z opóźnieniem lub w mniejszej ilości.
Susza grozi też uprawom jarym – zbożom, ziemniakom i warzywom gruntowym. Wschodnia i środkowa Polska to zagłębie produkcji marchwi, cebuli, ziemniaków i kapusty. Dwa miesiące bez deszczu w połączeniu z wiosenną suszą hydrologiczną to scenariusz, przy którym rolnicy muszą sięgnąć po drogie nawadnianie lub pogodzić się z niższymi plonami. Analogia z 2025 r. jest wymowna: przymrozki w maju i następujące po nich gradobicia doprowadziły do zbiorów wyraźnie poniżej średniej wieloletniej, a ceny owoców przez całe lato były o kilkanaście do kilkudziesięciu procent wyższe niż w poprzednich latach.
Co to oznacza dla Ciebie? Kupuj teraz to, co można przechować
Jeśli chcesz ograniczyć skutki spodziewanych podwyżek w sklepie – sezon na uzupełnianie spiżarni jest teraz, zanim zbiory ujawnią skalę strat. Dżemy, mrożone owoce, suszone grzyby i warzywa kupione przed sezonowymi skokami cen to realny sposób na ochronę budżetu. Czereśnie i wiśnie z importu będą drogie bez względu na wynik polskich zbiorów – warto to uwzględnić przy planowaniu wydatków na żywność od czerwca.
Rolnicy, którzy jeszcze nie ubezpieczyli upraw, mają coraz mniej czasu – w 2026 r. dopłaty państwa pokrywają do 65 proc. składki ubezpieczeniowej, co oznacza, iż producent płaci tylko 35 proc. kosztów polisy. Pakiet obejmujący przymrozki wiosenne i grad to dziś standard dla wszystkich profesjonalnego sadu. Brak ubezpieczenia co najmniej 50 proc. powierzchni upraw, do których pobierane są dopłaty, oznacza karę pieniężną i utratę prawa do pełnej pomocy publicznej w razie klęski. W obliczu kolejnego trudnego wiosennego startu sezonu ta decyzja jest bardziej kosztowna niż kiedykolwiek.

2 godzin temu