W przypadku Widzewa została tylko nadzieja

3 godzin temu

A wydawałoby się, iż w sytuacji tych drużyn trzy punkty są na wagę złota. Górnik ma szansę nie tylko na europejskie puchary, ale wręcz mistrzostwo Polski. Widzew walczy o utrzymanie, a jego sytuacja nie jest dobra. Zajmuje przedostatnie miejsce, od dawna nie potrafi wyjść ze strefy spadkowej. Po weekendowych meczach traci do bezpiecznego miejsca co prawda tylko punkt, ale do kolejnej drużyny, jaką jest Radomiak, już cztery.

Trener Widzewa jeszcze bez porażki

Najpierw poszukajmy pozytywów. Aleksandar Vuković jeszcze jako trener Widzewa nie przegrał. Zdobył trzy punkty w spotkaniu z Lechem Poznań i po jednym w pojedynkach z Arką Gdynia i teraz Górnikiem. Średnia punktów to więc 1,66. Nie jest więc tak źle, ale to wciąż za mało. Jego poprzednicy - a było ich aż trzech - stracili wcześniej za dużo punktów. Już przepadły.

- Zdobyliśmy pięć punktów w trzech meczach: z Lechem, Arką na wyjeździe i Górnikiem. Mogło być ich znacznie mniej. Ktoś powie, iż to i tak mało, ale Widzew w tych meczach pokazał, iż będzie szarpał i będzie robił wszystko, żeby to utrzymanie wywalczyć. Nie ma teoretycznie łatwych meczów, ale spójrzmy, z kim graliśmy - stwierdził.

Zostańmy jeszcze przy plusach. To dwa kolejne mecze bez straty gola i wyraźna poprawa gry defensywnej Widzewa. Górnik co prawda nie sprawiał w Łodzi wrażenia, jakby walczył o komplet punktów, nie atakował tak, jak można byłoby się spodziewać po czołowym zespole PKO BP Ekstraklasy, ale gdy próbował, to nie mógł przebić się przez twardą i skuteczną defensywą. Udawało się tylko wtedy, gdy indywidualne błędy popełniali np. Steve Kapuadi czy Samuel Kozlovsky. Defensywa jako całość działała dobrze. Chyba największa w tym zasługa Przemysława Wiśniewskiego, który stał się jej szefem.

Dobrze, iż Juljan Shehu wyjeżdża

Im dalej, tym gorzej niestety. W środku pola do słabej formy Juljana Shehu, który irytuje coraz bardziej i chyba dobrze, iż wyjedzie na zgrupowanie kadry, co wszystkim powinno pójść na zdrowie, dostosował się Lukas Lerager. Vuković zdjął go w przerwie i to nie z powodu kontuzji. Fran Alvarez też jest bez formy. Dobra postawa w meczu z Lechem Poznań najwyraźniej była wypadkiem przy pracy.

O skrzydłach, czyli wahadłowych, w ofensywie też trudno napisać coś dobrego. W ofensywie co nieco zrobił w niedzielę tylko Christopher Cheng, ale jak wiemy, zszedł z powodu urazu. Jego sukcesor - Samuel Kozlovsky - był zagubiony, trzęsły mu się nogi. Część kibiców miało nadzieję, iż trener i jego zmieni. - Nie przyszło mi to do głowy - przyznał po meczu Vuko. - Nie mamy kolejnego wahadłowego. Rzeczywiście był problem, bo w kilku sytuacjach w defensywie nie zachował się najlepiej, ale wszedł na boisko prosto z rozgrzewki, co na pewno nie pomogło. Ale w drugiej połowie wyglądał już solidnie.

Zastanawia, czy pomysł z grą wahadłowymi wobec błędów w obronie i ich małej przydatności w ofensywie dalej ma sens. Tym bardziej iż zupełnie niepotrzebni są Angel Baena, Osman Bukari oraz Mariusz Fornalczyk. W niedzielę nie zagrali choćby minuty, Hiszpana w ogóle nie było w kadrze. Na końcówkę Vuković wpuścił Bartłomieja Pawłowskiego, ale nie był to dobry pomysł. Może jednak przydałby się ktoś szybszy, ktoś o większych zdolnościach do wykreowania czegoś. Mecz był na 0:0 i trochę szaleństwa na połowie rywala to była recepta na sukces?

https://lodzkisport.pl/pilka-nozna/widzew-spedzi-przerwe-reprezentacyjna-w-strefie-spadkowej/zhtc0GgfaoVzGGC2MB3E

Jest jeszcze oczywiście atak i tam jest chyba najgorzej. Sebastian Bergier nie tylko pozostaje bez gola z gry w tym roku, ale on w ogóle nie dochodzi do pozycji, nie strzela. Żal było patrzeć, jak poruszał się po boisku. Vuko zmienił go w 65. minucie i choćby po napastniku Widzewa było widać, iż ma dość. Andi Zeqiri, jego zmiennik, powalczył więcej, pograł też trochę w piłkę, ale i on tak naprawdę zawodzi, od kiedy został piłkarzem Widzewa. Szwajcar nie dostał powołania na kolejne mecze reprezentacji, więc chyba i u niego w ojczyźnie widzą, iż coś jest nie tak.

Rozczarowaniem jest też forma Emila Kornviga. Duńczyk stara się, szarpie, dużo biega, ale kilka z tego nie wynika. I jemu może przyda się odpoczynek.

Podsumowując: ofensywa łódzkiej drużyny to jest katastrofa. Strzały na bramkę Górnika? Pięć. Celne: zero! Jeden rzut rożny. Jak na drużynę, która powinna atakować w każdym meczu, walczyć, biegać, dośrodkowywać, strzelać, to jedna o wiele za mało. Chyba iż Vuko gra głównie o to, by nie przegrać i to póki co mu się udaje.
Widzew na przerwę reprezentacyjną pozostaje w strefie spadkowej. Udało się z niej uciec Legii Warszawa, która zremisowała z Rakowem Częstochowa. Z pozytywów, łódzki zespół odrobił punkt do Arki Gdynia, Radomiaka i Pogoni Szczecin. Zawsze to coś. Co dalej? Trudno być optymistą. Pozostaje wierzyć, iż po przerwie - za dwa tygodnie - zobaczymy już zupełnie inną, lepszą drużynę. Została tylko nadzieja.

Idź do oryginalnego materiału