W ratuszu ruszyła migracja. Jedni do zoo, inni w nieznane

opowiecie.info 2 godzin temu

W opolskim ratuszu zrobiło się nagle luźniej. Dwójka ludzi, którzy przez lata odpowiadali za to, jak miasto wygląda na plakatach, w mediach i na kulturalnej mapie Polski, pakuje biurka. Jeden przenosi się do zoo, druga znika po cichu. Przypadek? Zbieg okoliczności? A może po prostu kolejny rozdział w historii magistratu, w którym nic nie trwa wiecznie – choćby jeżeli trwało ponad dekadę.

Przez lata byli stałym elementem krajobrazu opolskiego ratusza. Tak stałym, iż wielu mieszkańcom mogło się wydawać, iż byli tam od zawsze – jak Wieża Piastowska, festiwal w amfiteatrze czy odwieczna dyskusja o miejscach parkingowych.

Tymczasem właśnie kończy się pewna epoka.

Łukasz Śmierciak, naczelnik wydziału promocji, po jedenastu latach zamienia urząd na spółkę miejską. Nie byle jaką, bo taką, która ma zarządzać najważniejszymi turystycznymi wizytówkami Opola. Zoo, Wieża Piastowska, Wieża Ratuszowa, Zamek Górny, informacja turystyczna – wszystko pod jednym szyldem. Brzmi ambitnie.

Przeprowadzka odbywa się jednak z pozostawieniem uchylonych drzwi. Formalnie stosunek pracy z urzędem nie został rozwiązany. Jest urlop bezpłatny. Czyli polityczno-urzędniczy odpowiednik pozostawienia światła w przedpokoju. Gdyby kiedyś zaszła potrzeba powrotu, droga pozostaje otwarta. Trudno się zresztą dziwić. W czasach, gdy choćby największe korporacje nie dają gwarancji zatrudnienia, taka ostrożność wydaje się przejawem zdrowego rozsądku, a nie przywiązania do stołka, którego – jak sam zainteresowany zapewnia – nie posiada.

Zresztą awans to awans. Z naczelnika na wiceprezesa. choćby jeżeli celem podróży jest zoo.

I nie ma w tym niczego śmiesznego. No, może odrobinę. Bo trudno nie zauważyć, iż w polskiej administracji droga do zarządzania żyrafami, lemurami i marketingiem atrakcji turystycznych bywa znacznie krótsza niż ścieżka kariery w niejednej prywatnej firmie.

Znacznie więcej pytań pozostawia odejście Magdaleny Matyjaszek. Wieloletnia naczelniczka wydziału kultury znika niemal bez słowa. Bez konferencji, bez pożegnalnych przemówień, bez oficjalnych wyjaśnień. A przecież przez lata odpowiadała za jeden z najważniejszych obszarów funkcjonowania miasta. Kultura w Opolu nie jest przecież dodatkiem do codzienności. To jeden z fundamentów miejskiej tożsamości. Festiwal, instytucje kultury, kooperacja międzynarodowa, wydarzenia artystyczne – wszystko to przechodziło przez jej wydział.

Dlatego w urzędzie zaskoczenia nie brakowało. Zwłaszcza gdy zaczęły się pojawiać kolejne nieobecności podczas ważnych wydarzeń związanych z kulturą. W magistracie gwałtownie zauważono, iż coś się zmienia. Teraz wiadomo już oficjalnie – zmienia się bardzo dużo.

Co dalej? Na razie odpowiedź brzmi: po festiwalu. To zresztą pięknie opolskie. W mieście stolicy polskiej piosenki wiele spraw można odłożyć na później, ale nie na czas festiwalu. Festiwal jest świętością. Dopiero gdy zgasną światła reflektorów, ucichną ostatnie bisy, a telewizyjne wozy wyjadą spod amfiteatru, przyjdzie czas na kadrowe układanki.

Kto obejmie wydział kultury? Kto na stałe przejmie promocję? Czy będą konkursy? Czy awanse wewnętrzne? Czy pojawią się nowe twarze? Odpowiedzi nie zna dziś chyba choćby sam prezydent Arkadiusz Wiśniewski, który pytany o następców odpowiada krótko: będzie się zastanawiał po festiwalu.

Tymczasem w ratuszowych kuluarach coraz częściej słychać pytanie nie o to, kto przyjdzie, ale jak długo jeszcze obecny układ będzie obowiązywał. Bo nad magistratem od miesięcy unosi się polityczna zagadka: czy Arkadiusz Wiśniewski pozostanie samorządowcem do końca kadencji, czy też wybierze parlamentarne korytarze? o ile zdecyduje się na Warszawę, obecne roszady mogą okazać się zaledwie rozgrzewką przed znacznie większym przemeblowaniem.

A wtedy okaże się, iż przeprowadzka do zoo była tylko początkiem większej migracji.

Idź do oryginalnego materiału