
Fot. Radio DoxaPaździernik to zwykle ostatni miesiąc kiedy nasze piece nie muszą pracować 24 godziny na dobę. Tym samym to czas, gdy ci, którzy potrzebują opału, powinni mieć go już w wystarczającej na zimę ilości u siebie. Tyle w teorii, która od praktyki niejeden raz mocno odbiega, choćby co do długości zimy. Te w minionych latach zwykle bywały krótsze, dlatego ostatnia boleśnie zweryfikowała nasze zwyczaje i … portfele. Dziś więcej osób kupuje na zapas słyszymy na jednym z opolskich składów opału.
– W tym roku ludzie są mądrzejsi o poprzedni rok i zaopatrzyli się wcześniej, w lipcu, w sierpniu. Robią większe zapasy, po 3-4 tony choćby – mówi Artur Bremmek, sprzedawca firmy IMEX Piechota.
Choć nie brakuje i takich, którzy czekają do końca. Zwykle z powodów finansowych.
– Mamy ciepło z elektrowni i tylko tak dorywczo się dogrzewamy. No bo kogo stać? Dwa i pół tysiąca tona węgla. Jak jest chłodno, no to się dokupi, tak to grzejemy drzewem.
– Na ostatnią chwilę, po prostu na bieżąco kupuję. Czy to opłaca się tak jeździć kilka razy? No nie opłaca się, pewnie, iż się nie opłaca, ale trudno.
Czy później będzie drożej?
– Troszkę rynek się nakręcił. Co do węgla jeszcze w tym miesiącu, przy pellecie rynek przestał się kręcić. Miesiąc temu węgiel jest w tej samej sytuacji, tylko o miesiąc się to przesunęło. o ile będzie do końca października taka pogoda, jaka jest, to o ile nie będzie mrozów możemy się w połowie listopada spodziewać lekkiej korekty w dół – powiedział nam Antoni Piechota właściciel jednej z większych firm oferujących opał w regionie.
Dodajmy, ze większym zainteresowaniem cieszy się opał workowany.
Antoni Piechota, Artur Bremmek, klienci:
Autor: Sebastian Pec

1 tydzień temu










