Wejście smoka Michała Rakoczego w meczu z Cracovią. "Kiedy wchodził na boisko, czułem, iż strzeli bramkę"

roosevelta81.pl 5 godzin temu

Michał Rakoczy tej wiosny zaliczył zaledwie trzy występy w barwach Górnika Zabrze, spędzając na boisku raptem sześćdziesiąt minut. W swoim debiucie w trójkolorowych barwach przeciwko Lechowi Poznań był bliski ustrzelenia dubletu, ale ostatecznie zabrakło szczęścia. Co los odebrał "Rakiemu" w starciu z Kolejorzem, oddał w sobotnim meczu z jego byłym klubem - Cracovią.

Przeciwko Lechowi Rakoczy zagrał dość niespodziewanie, bo urazu na jednym z ostatnich treningów nabawi się Jarosław Kubicki. 24-latek wskoczył do wyjściowej jedenastki zabrzańskiej drużyny i mógł zostać bohaterem Górnika, ale dwukrotnie do pełni szczęścia zabrakło mu centymetrów. Najpierw w pierwszych fragmentach gry najlepiej odnalazł się w polu karnym Lecha po dośrodkowaniu Erika Janży z rzutu wolnego i mierzonym strzałem głową, tuż przy słupku, skierował piłkę do bramki. Chorągiewka sędziego liniowego powędrowała jednak w górę i Rakoczy był na spalonym.

Chwilę później - już przy stanie 0:1 dla Kolejorza - pomocnik Górnika w ogromnym zamieszaniu w polu karnym rywala wyłuskał piłkę na 5. metrze i oddał strzał na bramkę, ale sam był chyba zaskoczony, iż z taką łatwością doszedł do pozycji, bo uderzył obok słupka...

W przerwie meczu z drużyną z Poznania został zmieniony, bo trener Michal Gasparik zdecydował się na zmianę ustawienia drużyny. - Decyzja o zmianie "Rakiego" nie była spowodowana tym, iż byliśmy rozczarowani jego grą. Zdecydowaliśmy po prostu, iż chcąc gonić wynik musimy wprowadzić drugiego napastnika od początku drugiej połowy - tłumaczył szkoleniowiec Trójkolorowych.

Mimo to, iż nie zawiódł, w kolejnych tygodniach Rakoczy nie mógł liczyć na regularne występy. Po raz kolejny pojawił się na placu gry w 84. minucie Śląskiego Klasyku z GKS Katowice w 23. kolejce PKO BP Ekstraklasy. Górnika w tym starciu nie zbawił, a w doliczonym czasie gry - zdaniem sędziego po analizie VAR - faulował w polu karnym Iliye Skhurina. W konsekwencji GieKSa otrzymała rzut karny, po którym ustaliła wynik spotkania na 3:1.

Na kolejną szansę pomocnik musiał czekać ponad miesiąc. W sobotnim meczu z Cracovią - której Rakoczy jest wychowankiem i kolorów której bronił od 2015 roku nim zimą trafił na Roosevelta - "Raki" pojawił się na placu gry w 81. minucie spotkania i raptem kilkadziesiąt sekund później wpisał się na listę strzelców, silnym strzałem pod poprzeczkę ustalając wynik spotkania.

O tym, iż Rakoczy zasługuje na szansę występu przeciwko Pasom trener Górnika wiedział od początku przygotowań do sobotnich zawodów. - Od poniedziałku już czułem u niego taką energię, którą miał w sobie. Był żywy na tym boisku, pokazywał tę jakość i zasłużył na to, żeby tych kilka minut zagrać. Kiedy wchodził na boisko pomyślałem, iż strzeli bramkę. To jest zawsze fajnie, kiedy zawodnikowi się to uda w meczu z jego byłym klubem - przyznaje Michal Gasparik, opiekun drużyny z Roosevelta.

Rosnąca forma ofensywnego pomocnika będzie kolejną pobudką dla pozytywnego bólu głowy sztabu szkoleniowego Górnika. - Wszyscy widzimy jak mocny mamy ten środek. Jak mamy trzech w środku, to jeden z kwartetu Kubicki, Sadilek, Ambros czy Rakoczy musi usiąść na tę ławce. Rywalizacja zawsze dobrze robi, a my będziemy zawsze tak zestawiać skład, by grali piłkarze będący w najwyższej formie - zapewnia trener 14-krotnych mistrzów Polski.

Źródło: Roosevelta81.pl
Foto: Roosevelta81.pl

Idź do oryginalnego materiału